Nikt się tego nie spodziewał. Informacja, która właśnie wypłynęła z gabinetów rządowych, zelektryzowała środowisko oświatowe i rodziców w całym kraju. Resort edukacji od miesięcy w ciszy pracował nad projektem, który może fundamentalnie zmienić zasady panujące w polskich szkołach. Sprawa dotyczy kwestii pozornie błahej, a jednak wywołującej od lat gorące spory między dyrekcjami placówek, nauczycielami, rodzicami i samymi uczniami.
Koniec z zakazami kolorowych włosów w szkołach? Ministerstwo szykuje rewolucję
Temat wyglądu młodzieży w murach szkolnych to prawdziwa beczka prochu. Wystarczy iskra, by wybuchła dyskusja, w której zderzają się ze sobą zupełnie odmienne wizje wychowania i edukacji. Z jednej strony zwolennicy dyscypliny i jednolitych standardów, z drugiej obrońcy prawa do indywidualnej ekspresji. Dotychczas to szkoły miały ostatnie słowo, ale wkrótce może się to diametralnie zmienić.
Ministerstwo Edukacji Narodowej przygotowało projekt nowelizacji Prawa oświatowego, który właśnie trafił pod obrady Stałego Komitetu Rady Ministrów. Dokument, nad którym pochylano się jeszcze w grudniu ubiegłego roku, zawiera propozycje, które wielu określa mianem przełomowych. Co dokładnie znalazło się w projekcie i dlaczego budzi on tak skrajne emocje?
Uczniowska wolność zapisana w ustawie
Sedno planowanych zmian sprowadza się do jednego fundamentalnego założenia — każdy uczeń szkoły podstawowej, ponadpodstawowej, artystycznej oraz określonych placówek oświatowych ma otrzymać ustawowe prawo do kształtowania własnego stroju i wyglądu. To nie wszystko. Projekt przewiduje również ochronę przed dyskryminacją z jakiegokolwiek powodu, ze szczególnym uwzględnieniem właśnie wyglądu zewnętrznego.
W praktyce oznacza to, że zapisy widniejące obecnie w statutach wielu polskich szkół, nakazujące „naturalny” kolor włosów, zakazujące koloryzacji czy określające dopuszczalny rodzaj fryzury, mogą zostać uznane za niezgodne z prawem. Posłanka Katarzyna Matusik-Lipiec w interpelacji skierowanej do ministra edukacji zwróciła uwagę, że obowiązujące przepisy nie uprawniają szkół do ingerowania w elementy indywidualnej ekspresji uczniów, takie jak kolor włosów czy stylizacja.
Wiceminister edukacji Katarzyna Lubnauer w odpowiedzi na interpelację potwierdziła, że resort prowadzi intensywne prace nad przepisami gwarantującymi uczniom swobodę w kwestii wyglądu. Jak zaznaczyła, nowelizacja ma stanowić propozycję nowoczesnych rozwiązań kodyfikacyjnych, które jednocześnie uporządkują materię prawną rozproszoną obecnie po szkolnych statutach. Za przygotowaniem zmian stoi specjalnie powołany przez minister edukacji zespół ds. praw i obowiązków ucznia.
Swoboda tak, ale z ograniczeniami
Czy uczniowie będą mogli pojawić się w szkole w dowolnym stroju i z dowolną fryzurą? Nie do końca. Ministerstwo wyraźnie zastrzegło, że proponowana swoboda nie będzie miała charakteru absolutnego. Projekt nakłada na uczniów obowiązek ubierania się zgodnie z ogólnie przyjętymi normami społecznymi. Kategorycznie zakazane pozostanie noszenie strojów nawołujących do nienawiści, dyskryminujących, sprzecznych z przepisami prawa lub stwarzających zagrożenie dla bezpieczeństwa.
Szkoły zachowają również prawo do określania szczegółowych zasad dotyczących ubioru i wyglądu w konkretnych sytuacjach. Chodzi przede wszystkim o zajęcia wychowania fizycznego oraz lekcje prowadzone w warsztatach, laboratoriach i pracowniach szkolnych, gdzie wymogi bezpieczeństwa są szczególnie istotne. Statuty szkolne nie znikną więc całkowicie, ale ich zakres zostanie znacząco ograniczony.
Warto przypomnieć, że obecne przepisy Prawa oświatowego pozwalają szkołom na dwa rozwiązania — określenie ogólnych zasad ubierania się uczniów lub wprowadzenie obowiązku noszenia jednolitego stroju. Ta druga opcja wymaga inicjatywy dyrektora lub wniosku rady szkoły, rady rodziców, rady pedagogicznej bądź samorządu uczniowskiego. Wzór mundurka ustala dyrektor w porozumieniu z radą rodziców.
Historia szkolnych mundurków i głośna sprawa z Krakowa
Polska ma za sobą eksperyment z obowiązkowymi mundurkami. Od września 2007 roku, na mocy decyzji ówczesnego ministra edukacji Romana Giertycha, jednolite stroje stały się obligatoryjne we wszystkich publicznych szkołach podstawowych i gimnazjach. Przepis przetrwał zaledwie rok — został zniesiony nowelizacją ustawy o systemie oświaty podpisaną przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego.
Dyskusja o wyglądzie uczniów powróciła ze zdwojoną siłą za sprawą głośnej sprawy z jednego z krakowskich liceów. Posłanka Matusik-Lipiec opisała przypadek ucznia, który miał zostać poddany przemocy psychicznej i fizycznej ze strony dyrektora placówki. Ten powoływał się przy tym na zapisy statutu szkoły, zgodnie z którymi zarówno kształt fryzury, jak i kolor włosów muszą mieć charakter naturalny i nie mogą podlegać zabiegom zmieniającym ich wygląd oraz strukturę.
Dyrektor krakowskiego liceum cytowany przez RMF24 przedstawił jednak odmienną wersję wydarzeń. Według jego relacji, uczniowi przysłanemu przez jedną z nauczycielek jedynie zasugerował, że w wolnej chwili może poprawić fryzurę u zaprzyjaźnionego fryzjera znajdującego się w pobliżu szkoły.
To sam uczeń miał zaproponować wizytę u fryzjera podczas przerwy, na co dyrektor wyraził zgodę. Niezależnie od tego, która wersja jest bliższa prawdzie, sprawa stała się katalizatorem szerszej debaty o granicach szkolnej władzy nad wyglądem młodzieży.


