in

Psy z Sobolewa były bite do krwi. To, co wychodzi na jaw, odbiera mowę

Po zamknięciu schroniska w Sobolewie chaos sięgnął zenitu. Psy zabrane przez przypadkowe osoby wracają do organizacji, a na terenie placówki znaleziono przerażające dowody.

marian drewnik sobolew
Fot. Depositphotos

Gdy wydawało się, że koszmar zwierząt ze schroniska w Sobolewie dobiegł końca, sytuacja przybrała nieoczekiwany obrót. To, co miało być ratunkiem dla skatowanych czworonogów, zamieniło się w spiralę chaosu, której skutki dopiero zaczynają się ujawniać. Organizacje prozwierzęce biją na alarm i twierdzą, że tracą kontrolę nad losem wielu psów – informuje Onet.

Dramat psów z Sobolewa nie ma końca. To, co wychodzi na jaw, odbiera mowę

Informacje napływające z różnych źródeł układają się w niepokojący obraz. Po zamknięciu kontrowersyjnej placówki doszło do scen, których nikt nie przewidział. Tłum protestujących wtargnął na teren obiektu i na własną rękę zaczął wyprowadzać zwierzęta. Ludzie działali pod wpływem silnych emocji, nie zastanawiając się nad konsekwencjami swoich decyzji.

Teraz okazuje się, że te spontaniczne „adopcje” mogą przynieść więcej szkody niż pożytku. Nikt nie wie dokładnie, ile psów trafiło w prywatne ręce ani w jakich warunkach obecnie przebywają. Odpowiedzialne organizacje zostały postawione przed faktem dokonanym.

Telefony dzwonią bez przerwy. Ludzie chcą oddawać zwierzęta

Fundacja Judyta jako jedna z pierwszych zaczęła odbierać niepokojące sygnały. Zgłaszają się osoby, które zaledwie kilka dni temu z determinacją zabierały psy ze schroniska, a teraz desperacko szukają kogoś, kto przejmie nad nimi opiekę. Przyznają wprost – nie dają sobie rady.

Identyczne telefony odbiera Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt. Konrad Kuźmiński z DIOZ nie kryje frustracji. Jak podkreśla, nieprzemyślana adopcja to kolejna trauma dla zwierząt, które już wcześniej przeszły piekło. Adoptujący powinni zdawać sobie sprawę ze stanu psychicznego tych czworonogów – wiele z nich wymaga specjalistycznej pomocy i ogromnej cierpliwości.

Przedstawiciel DIOZ nie owija w bawełnę, opisując kondycję ocalonych psów. Połowa z nich jest tak zdewastowana psychicznie, że normalna adaptacja w domu może okazać się niemożliwa. To efekt tego, co działo się za murami schroniska przez długi czas.

Kije pokryte krwią i sierścią. Przerażające znalezisko na terenie placówki

Inspektorzy zabezpieczyli na terenie schroniska przedmioty, które mogą stanowić kluczowy dowód w śledztwie. Drewniane kije noszące ślady pogryzienia, z pozostałościami sierści i zakrzepłej krwi – to one najprawdopodobniej służyły do brutalnego traktowania zwierząt. Adwokatka Katarzyna Topczewska wskazuje, że mogą one świadczyć o systematycznym znęcaniu się nad podopiecznymi schroniska.

Zachowanie samych psów potwierdza te przypuszczenia. Wiele czworonogów reaguje panicznym strachem na widok człowieka – cofają się, kulą, próbują uciekać. Taka reakcja nie bierze się znikąd. To klasyczne objawy u zwierząt, które doświadczyły przemocy fizycznej.

Dla wszystkich zainteresowanych adopcją organizacje mają jasny komunikat. Procedura ruszy najwcześniej w połowie lutego, po zakończeniu obowiązkowej dwutygodniowej kwarantanny. W tym czasie psy zostaną zaczipowane, opisane i zewidencjonowane. To konieczne nie tylko ze względów organizacyjnych, ale również z uwagi na toczące się postępowanie karne wobec byłych właścicieli schroniska.

Chętni mogą kontaktować się z DIOZ, Pogotowiem dla Zwierząt, OTOZ Animals lub Fundacją Judyta – ale dopiero po upływie wyznaczonego terminu i z pełną świadomością, że te zwierzęta potrzebują wyjątkowej troski oraz czasu na odbudowanie zaufania do ludzi.

czy zamrożony chleb można włożyć do tostera

Czy mrożony chleb jest zdrowy? Wyniki nowych badań zaskoczą każdego