Atmosfera w kuluarach sejmowych robi się coraz gorętsza. To, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami komisji, może wkrótce dotknąć miliony Polaków – od drobnych przedsiębiorców, przez rolników, aż po zwykłych konsumentów. Informacje napływające z parlamentu budzą niepokój wśród przedstawicieli jednej z najważniejszych gałęzi polskiego przemysłu spożywczego. Eksperci i związkowcy nie kryją obaw, a słowa padające podczas oficjalnych spotkań brzmią jak ostrzeżenie przed nadchodzącą burzą.
Koniec ogródków piwnych i sponsoringu sportowego?
Parlamentarny Zespół Proste Podatki zorganizował niedawno posiedzenie, które zgromadziło niezwykle szerokie grono uczestników. Na sali pojawili się nie tylko politycy różnych ugrupowań, ale przede wszystkim ci, którzy na co dzień zmagają się z realiami prowadzenia biznesu w branży piwowarskiej.
Producenci chmielu, właściciele browarów rzemieślniczych, przedstawiciele gastronomii i związków zawodowych – wszyscy przybyli z jednym celem. Chcieli przekazać parlamentarzystom wiedzę, której ci mogą nie posiadać, a która jest kluczowa dla zrozumienia konsekwencji planowanych zmian prawnych.
Janusz Kowalski, przewodniczący wspomnianego zespołu i poseł Prawa i Sprawiedliwości, tłumaczył dziennikarzom, że spotkanie miało charakter edukacyjny. Chodziło o to, by posłowie ze wszystkich stron sceny politycznej mogli usłyszeć argumenty tych, których nowe przepisy dotkną najbardziej. Podczas obrad wyszły na jaw szokujące szczegóły projektowanych regulacji, o których opinia publiczna wie jeszcze niewiele.
Sejm pracuje nad zakazem sprzedaży napojów imitujących alkohol
Sejm proceduje obecnie dwa poselskie projekty zmian w ustawie o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi. Propozycje idą znacznie dalej, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Według przedstawionych założeń całkowicie zakazana zostałaby reklama piwa. Co więcej, za formę promocji uznano by również sprzedaż z wykorzystaniem rabatów, programów lojalnościowych, bonifikat czy pakietów. Nawet organizowanie konkursów i gier losowych związanych z piwem stałoby się nielegalne.
Przewodniczący zespołu parlamentarnego nie owija w bawełnę, opisując potencjalne skutki wejścia przepisów w życie. Według jego oceny z polskich miast zniknęłyby popularne ogródki piwne, stanowiące nieodłączny element letniego krajobrazu. Sport straciłby sponsorów z branży browarniczej, co szczególnie boleśnie odczułyby mniejsze ośrodki i kluby spoza pierwszej ligi. Piwo mogłoby również zniknąć z półek małych, osiedlowych sklepów, które stanowią podstawę polskiego handlu detalicznego.
Najbardziej kontrowersyjny wydaje się jednak zapis dotyczący produktów wykorzystujących oznaczenia podobne do napojów alkoholowych. Jeden z projektów wprost zakazuje wprowadzania do obrotu artykułów spożywczych, których nazwa, znak towarowy lub opakowanie przypomina alkohol. To oznacza potencjalną eliminację z rynku całego segmentu piw bezalkoholowych – kategorii, która jako jedyna notuje wzrosty w pogrążonej w kryzysie branży. Dane za ubiegły rok pokazują, że piwa „zero” stanowiły już ponad sześć procent rynku pod względem wolumenu i siedem i pół procent pod względem wartości sprzedaży.
Zamknięte browary i znikające miejsca pracy
Liczby obrazujące kondycję polskiego piwowarstwa są alarmujące. Od sześciu lat branża notuje systematyczne spadki – konsumpcja zmniejsza się o sześć do siedmiu procent rocznie. Jeszcze w 2018 roku statystyczny Polak wypijał ponad sto litrów piwa rocznie, podczas gdy prognozy na rok bieżący mówią o zaledwie osiemdziesięciu litrach. Produkcja skurczyła się w ciągu pięciu lat o trzynaście procent, spadając z niemal czterdziestu do niecałych trzydziestu pięciu milionów hektolitrów.
Bartłomiej Morzycki, dyrektor Związku Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego – Browary Polskie, przedstawił podczas posiedzenia zespołu szczegółowe dane na temat stanu sektora. Raport przygotowany przez Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych CASE pokazuje, że mimo trudności branża wciąż generuje wartość dodaną przekraczającą dwadzieścia miliardów złotych rocznie, co odpowiada ponad pół procenta całego PKB. W Polsce funkcjonuje trzysta trzydzieści siedem browarów, z czego dwieście pięćdziesiąt to zakłady rzemieślnicze i restauracyjne – często małe firmy rodzinne kultywujące tradycje sięgające kilkuset lat wstecz.
Andrzej Biegun, reprezentujący Krajową Sekcję Przemysłu Piwowarskiego NSZZ „Solidarność”, mówił o ogromnym zaniepokojeniu panującym wśród załóg browarów. Sam reprezentuje Grupę Żywiec, która już zamknęła dwa zakłady produkcyjne, a kolejny znajduje się pod znakiem zapytania. Związkowiec podkreślał, że utrzymanie miejsc pracy staje się coraz trudniejsze, co generuje napięcia w zespołach pracowniczych. Łącznie w całym łańcuchu wartości branży piwowarskiej zatrudnionych jest około osiemdziesięciu pięciu tysięcy osób – w tym prawie trzydzieści tysięcy w handlu i czternaście tysięcy w rolnictwie.
Polscy rolnicy mogą stracić rynek na rzecz zagranicy
Problem wykracza daleko poza same browary. Mariusz Śmich, przewodniczący Związku Polskich Plantatorów Chmielu, alarmował podczas spotkania, że spadająca produkcja piwa bezpośrednio przekłada się na sytuację jego kolegów po fachu. Mniejsze zapotrzebowanie na piwo oznacza mniejsze zamówienia na chmiel, a nowe zakazy tylko pogłębią ten trend. Przedstawiciel plantatorów zwracał uwagę na paradoks – piwa bezalkoholowe i niskoalkoholowe również wymagają chmielu, a to właśnie ten segment jako jedyny rośnie.
Dane przytaczane przez analityków CASE, powołujących się na raport Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, pokazują dramatyczną skalę zmian na polskiej wsi. W ciągu dwudziestu lat liczba plantatorów chmielu zmniejszyła się o połowę. Efekt jest taki, że już ponad połowa przetworzonego chmielu używanego przez krajowe browary pochodzi z importu. Dalsze utrudnianie produkcji piwa w Polsce sprawi, że tę lukę wypełnią zagraniczni producenci, korzystający z surowców od rolników z innych państw.
Poseł Kowalski zwracał uwagę na pewną niekonsekwencję w polityce rządu. Skoro Polska sprzeciwia się umowie handlowej Unii Europejskiej z krajami Mercosur, argumentując ochroną rodzimego rolnictwa, to powinna być równie konsekwentna wobec własnych producentów. Browary, przetwórcy i rolnicy tworzą siłę eksportową polskiej gospodarki, której nie wolno osłabiać pochopnymi regulacjami. Związkowiec Biegun przypominał, że branża już ponosi ogromne obciążenia – podatek cukrowy, koszty systemu kaucyjnego, a tylko dzięki prezydenckiemu wetu udało się powstrzymać piętnastoprocentową podwyżkę akcyzy.
Tymczasem najstarszy browar w kraju – Namysłów – właśnie jest zamykany. Niedawno ten sam los spotkał browar w Leżajsku. Przedstawiciele branży zgodnie twierdzą, że ten trend należy pilnie odwrócić, zanim będzie za późno. Ponad trzysta małych browarów rzemieślniczych, często budujących tożsamość lokalnych społeczności i stanowiących wizytówkę polskich gmin, może nie przetrwać kolejnej fali regulacji.


