Niewielu spodziewało się, że temat wróci tak szybko. Zaledwie kilka tygodni po tym, jak premier osobiście zablokował prace nad głośną reformą Państwowej Inspekcji Pracy, na biurko Rządowego Centrum Legislacji trafiła kolejna wersja dokumentu. Emocje sięgają zenitu, bo stawka gry dotyczy setek tysięcy osób pracujących na umowach cywilnoprawnych i kontraktach B2B.
Projekt, który sparaliżował koalicję, wraca w nowej odsłonie
Sam projekt zdążył już podzielić nie tylko scenę polityczną, ale wywołał gorącą debatę wśród przedsiębiorców, prawników i pracowników, którzy obawiają się daleko idących zmian na rynku pracy. Napięcie rośnie z każdym dniem, a kolejne szczegóły nowej wersji ustawy budzą zarówno nadzieje, jak i poważne obawy.
Przypomnijmy kontekst: na początku stycznia Donald Tusk podczas konferencji po szczycie w Paryżu zdecydował o zamrożeniu projektu. Szef rządu stwierdził wówczas, że nadmierne kompetencje urzędników decydujących o formie zatrudnienia mogłyby okazać się destrukcyjne dla przedsiębiorców. Szczególne kontrowersje budziła możliwość administracyjnego przekształcania umów cywilnoprawnych w stosunki pracy – bez zgody którejkolwiek ze stron.
Projekt przygotowany przez resort Agnieszki Dziemianowicz-Bąk przewidywał ponadto wymianę danych pomiędzy PIP, Zakładem Ubezpieczeń Społecznych oraz Krajową Administracją Skarbową w celu typowania firm do kontroli. Tymczasem okazuje się, że szefowa Rządowego Centrum Legislacji, dr Joanna Knapińska, już wcześniej ostrzegała premiera przed nieprzewidywalnością skutków tej regulacji. Jak przyznała w rozmowie z Business Insider Polska, uznaje tę ustawę za najtrudniejszy projekt legislacyjny, z jakim RCL zetknęło się w ciągu ostatnich dwóch lat.
Co więcej, informowała o tych zagrożeniach bezpośrednio szefa rządu. Knapińska podkreśliła przy tym, że RCL zgłaszało zastrzeżenia do projektu od samego początku procesu legislacyjnego, a znaczna część tych uwag znalazła odzwierciedlenie w kolejnych wersjach dokumentu. Mimo to skala wyzwań regulacyjnych pozostaje ogromna, a sam projekt ma ponownie trafić pod obrady Stałego Komitetu Rady Ministrów.
Dwustopniowa procedura i prawo do pozwu – co kryje nowy projekt
Najnowsza wersja dokumentu, datowana na 28 stycznia 2026 roku, wprowadza mechanizm, którego brakowało w poprzednich odsłonach. Zamiast natychmiastowej decyzji administracyjnej o istnieniu stosunku pracy, organy PIP najpierw będą wydawać polecenie usunięcia naruszeń. Polecenie to obejmie zarówno kwestię funkcjonowania umowy cywilnoprawnej, jak i faktyczne świadczenie pracy w warunkach odpowiadających stosunkowi pracy w rozumieniu art. 22 § 1 Kodeksu pracy.
Dopiero gdy pracodawca zignoruje to polecenie, inspektor okręgowy będzie mógł sięgnąć po decyzję stwierdzającą istnienie stosunku pracy. To zasadnicza różnica wobec wcześniejszych propozycji – decyzja stanie się wykonalna dopiero po uprawomocnieniu orzeczenia sądu, a nie z chwilą jej wydania. Wprowadzono również instytucję zabezpieczenia oraz przepisy mające zapobiegać przewlekłości postępowań sądowych.
Projekt rozszerza też arsenał narzędzi inspekcji o poważne uprawnienia procesowe. Okręgowy inspektor pracy zyska zmodyfikowane prawo do wytaczania powództw na rzecz obywateli o ustalenie istnienia lub treści stosunku pracy, a także do wstępowania – za zgodą powoda – do już toczących się postępowań sądowych na każdym ich etapie.
Co istotne, gdy inspektor skieruje powództwo do sądu, nie będzie jednocześnie wydawał decyzji administracyjnej dotyczącej tego samego zakresu. Powództwo ma być kierowane w szczególności wtedy, gdy konieczne jest ustalenie istnienia stosunku pracy za okres wcześniejszy niż ten, który może objąć decyzja administracyjna. Wszczęcie postępowania przez inspektora przerwie bieg przedawnienia roszczeń pracowniczych – po przerwaniu termin zacznie biec na nowo dopiero od dnia uprawomocnienia się decyzji lub orzeczenia sądowego.
Konsekwencje decyzji stwierdzającej stosunek pracy będą daleko idące i dotkną wielu sfer prawa. Datą zawarcia umowy o pracę stanie się dzień wydania decyzji, a od tego momentu będzie ona wywoływać skutki na gruncie prawa pracy, prawa podatkowego, ubezpieczeń społecznych i zdrowotnych oraz obowiązkowych wpłat na fundusze. Stronom przysługiwać będzie odwołanie do sądu na zasadach określonych w Kodeksie postępowania cywilnego, co stanowi dodatkowe zabezpieczenie przed arbitralnością rozstrzygnięć.
Interpretacje za 40 złotych, koalicyjny spór i druzgocące sondaże
Jednym z najbardziej zaskakujących elementów nowego projektu jest instytucja interpretacji indywidualnych wydawanych przez Głównego Inspektora Pracy – wzorowana na interpretacjach podatkowych znanych z ordynacji podatkowej. Podmiot zatrudniający będzie mógł złożyć wniosek z opisem stanu faktycznego i własnym stanowiskiem, a za opłatą zaledwie 40 złotych otrzyma w ciągu 30 dni wiążącą interpretację dotyczącą charakteru łączącego go stosunku prawnego.
Kto zastosuje się do takiej interpretacji, zyska ochronę przed sankcjami administracyjnymi, karami i podwyższonymi daninami. Wniosek będzie musiał zawierać między innymi opis stanu faktycznego, stanowisko wnioskodawcy oraz dowód uiszczenia opłaty. Ochrona nie zadziała jednak, jeśli rzeczywisty stan faktyczny okaże się odmienny od tego przedstawionego we wniosku – organy inspekcji zachowają wtedy pełne prawo do przeprowadzenia kontroli.
Reforma od samego początku dzieliła koalicję rządową już na etapie prac w Stałym Komitecie Rady Ministrów. Polskie Stronnictwo Ludowe organizowało sejmowe konferencje z udziałem przedstawicieli środowisk biznesowych, a szef klubu ludowców Krzysztof Paszyk dawał do zrozumienia, że żadne poprawki kosmetyczne nie zmienią negatywnego odbioru tego projektu wśród przedsiębiorców.
Polska 2050 sygnalizowała poparcie, ale wyłącznie warunkowe – szef klubu Paweł Śliz podkreślał, że reforma musi być rozsądna, wyważona i zgodna z kamieniami milowymi Krajowego Planu Odbudowy. Eksperci z kolei wskazywali na groźne mieszanie ról kontrolnych i orzeczniczych. Prof. Grażyna Spytek-Bandurska z Federacji Przedsiębiorców Polskich w wypowiedzi dla Salon24 ostrzegała, że przy takim modelu organ kontrolno-nadzorczy mógłby jednocześnie pełnić funkcję egzekutora i sądu.
Reforma PIP wstrzymana? Liczby mówią same za siebie i potwierdzają skalę społecznego oporu
Badanie opinii publicznej zlecone przez Polski Związek Pracodawców Ochrona wykazało, że możliwość jednostronnego przekształcania umów przez inspektora PIP odrzucało 61 procent wyborców Koalicji Obywatelskiej, 68 procent wyborców Nowej Lewicy, a nawet 51 procent elektoratu Partii Razem – ugrupowania oficjalnie popierającego reformę. Ponad połowa wyborców KO uznawała, że faktycznym celem ustawy są dodatkowe wpływy budżetowe, a nie troska o prawa pracowników.
Większość respondentów przewidywała również, że przekształcenie kontraktu B2B lub zlecenia w etat oznaczałoby spadek wynagrodzenia netto – co dodatkowo podsyca obawy osób pracujących w tym modelu. Zgodnie z projektem, ustawa miałaby wejść w życie trzy miesiące po ogłoszeniu w Dzienniku Ustaw. Biorąc pod uwagę temperaturę politycznego sporu, głębokość podziałów wewnątrz koalicji oraz wyniki badań opinii publicznej, droga do uchwalenia tej ustawy zapowiada się niezwykle burzliwie i pełna niespodziewanych zwrotów akcji.


