To, co wydarzyło się na początku tego roku w polskiej służbie zdrowia, może niepokoić każdego, kto choć raz trafił na szpitalny oddział. Od tygodni środowisko medyczne buzuje od kontrowersji, a organizacje zrzeszające szpitale nie kryją oburzenia. Powód jest prozaiczny, ale dotyczy milionów Polaków – chodzi o to, co ląduje na szpitalnym talerzu i za jakie pieniądze.
Szpitalne jedzenie może drastycznie się pogorszyć. Ministerstwo mówi: „zaufajcie dyrektorom”
Przez ponad dwa lata w polskich placówkach funkcjonował specjalny mechanizm finansowania posiłków. Dzięki niemu dyrektorzy szpitali nie mogli przesuwać środków przeznaczonych na żywienie na inne cele – remonty, pensje czy zakup leków. Pieniądze miały chronić pacjentów przed bylejakością na talerzach.
Program objął 582 placówki i ponad 3,7 miliona hospitalizowanych osób. Każda z nich mogła liczyć na posiłki finansowane z osobnej, zabezpieczonej puli środków. Dyrektor placówki nie miał prawa przekierować ani złotówki z tego budżetu na cokolwiek innego. Niespodziewanie ten system przestał istnieć z końcem ubiegłego roku. Zamiast niego Ministerstwo Zdrowia zaproponowało coś, co nazywa „nowym standardem żywieniowym”.
Brzmi dobrze, ale diabeł – jak zwykle – tkwi w szczegółach. Rozporządzenie weszło w życie 1 stycznia 2026 roku po konsultacjach publicznych zakończonych w lipcu 2025. Szczegóły nowego systemu mogą sprawić, że szpitalne posiłki staną się pierwszą ofiarą cięć budżetowych w placówkach borykających się z chronicznym niedofinansowaniem.
Mniej pieniędzy, więcej swobody – przepis na kłopoty
Sedno problemu sprowadza się do jednej liczby: 21 złotych. Tyle w nowym systemie wynosi dzienny dodatek na żywienie jednego pacjenta. Wcześniej, w ramach wygaszonego programu „Dobry Posiłek”, kwota ta sięgała 25,62 zł. Spadek o blisko 18 procent – i to w okresie, gdy ceny żywności nieustannie rosną.
Ogólnopolski Związek Szpitali Powiatowych zareagował natychmiast, określając tę obniżkę jako absurdalną i nie do zaakceptowania. Organizacja zwróciła uwagę na fakt, że przez cały okres trwania programu pilotażowego nikt nie zadbał o waloryzację stawki, choć koszty produktów spożywczych systematycznie szły w górę. Dwa lata bez jakiejkolwiek podwyżki, a na koniec – cięcie o prawie jedną piątą.
Ministerstwo Zdrowia prezentuje jednak zupełnie inną arytmetykę. Wiceminister Tomasz Maciejewski, prezes NFZ Filip Nowak oraz prezes AOTMiT Daniel Rutkowski przedstawili wyliczenia, według których łączna stawka na żywienie wyniesie średnio 64 zł dziennie. Skąd ta kwota? Resort zsumował dotychczasowe finansowanie żywienia ukryte w wycenach świadczeń (około 43 zł) z nowym dodatkiem (21 zł). Tyle że jest jeden zasadniczy problem – nikt nie zagwarantował, że te pieniądze rzeczywiście trafią na talerze pacjentów.
Kluczowa zmiana polega bowiem na tym, że środki na żywienie przestają być wydzielone. Wcześniej szpital dostawał konkretną kwotę, którą musiał wydać wyłącznie na posiłki. Teraz pieniądze wpływają do ogólnego ryczałtu i dyrekcja sama decyduje o ich podziale. Finansowanie pochodzi z pozycji budżetowych NFZ oznaczonych jako B2.3 (leczenie szpitalne), B2.4 (opieka psychiatryczna i leczenie uzależnień) oraz B2.5 (rehabilitacja lecznicza) – a więc trafia do jednego wspólnego worka razem ze środkami na całą działalność placówki.
Związek Powiatów Polskich alarmował o tym zagrożeniu już na początku stycznia. Bez oznaczonych pieniędzy dyrektorzy szpitali będą szukać oszczędności tam, gdzie najłatwiej – właśnie na posiłkach. I trudno się dziwić: kiedy placówka zmaga się z długami, a na horyzoncie majaczy konieczność naprawy sprzętu medycznego lub pokrycia braków kadrowych, obiad pacjenta schodzi na dalszy plan. To scenariusz, który może się ziścić w setkach placówek.
Pilotaż obnażył niewygodną prawdę
Dane z programu „Dobry Posiłek” dostarczają argumentów obu stronom sporu, ale jedna statystyka jest szczególnie wymowna. Aż 93 procent szpitali uczestniczących w pilotażu nie wydało na żywienie pacjentów pełnej przydzielonej kwoty. Mimo że środki miały być przeznaczone wyłącznie na posiłki, placówki znajdowały sposoby, by kierować je na inne potrzeby. To niepokojąca informacja, bo jeśli nawet zabezpieczone pieniądze nie trafiały na talerze, co stanie się teraz, gdy zniknie ostatnia bariera ochronna?
Prezes AOTMiT Daniel Rutkowski potwierdził to publicznie, wskazując, że przy średnim koszcie hospitalizacji sięgającym kilku tysięcy złotych, dodatkowe 25 zł dziennie na jedzenie stanowi znikomy ułamek budżetu – na tyle mały, że trudno go wyśledzić w księgowości szpitala. Resort zdrowia interpretuje te dane jednoznacznie: skoro szpitale nie wykorzystywały pełnej stawki, to pieniędzy było za dużo. Stąd obniżka do 21 złotych.
Ta logika budzi jednak poważne wątpliwości. Fakt, że placówki przechwytywały środki na inne cele, nie oznacza przecież, że pacjenci dostawali wystarczająco dobry posiłek. Oznacza raczej, że mechanizm kontroli zawiódł. Zamiast go uszczelnić, resort postanowił go zlikwidować i zastąpić czymś jeszcze bardziej opartym na zaufaniu do zarządzających placówkami.
Na konferencji prasowej dziennikarze zadali resortowi kluczowe pytanie: czy ministerstwo może zagwarantować, że sto procent dodatku żywieniowego faktycznie zostanie przeznaczone na posiłki? Odpowiedź padła wymijająca – resort powołał się na zaufanie do menedżerów i ich elastyczność w gospodarowaniu środkami. Zapytano również, czy NFZ wprowadzi obowiązek odrębnej ewidencji kosztów żywienia, tak by można było prześledzić ścieżkę tych pieniędzy w szpitalnych księgach.
Tu odpowiedź okazała się bezpośrednia i jednoznaczna: nie będzie żadnej takiej zmiany, bo od zarządzania środkami są menedżerowie kierujący szpitalem. Prezes NFZ Filip Nowak podsumował stanowisko Funduszu wprost, stwierdzając, że doświadczenia z pilotażu dowiodły, iż przekazywanie środków odrębnym, dedykowanym strumieniem nie gwarantuje realizacji usług na wymaganym poziomie jakości.
Nowe zasady i petycja do premiera
Resort broni swojej decyzji o rezygnacji z osobnego finansowania żywienia czterema argumentami. Po pierwsze, żaden rozwinięty kraj na świecie nie wydziela kosztów posiłków szpitalnych w odrębnej pozycji budżetowej. Po drugie, wyodrębnianie kolejnych składników – podwyżek, żywienia, innych elementów – mogłoby doprowadzić do rozpadu systemu rozliczeń.
Ministerstwo podaje tu przykład Stanów Zjednoczonych, gdzie model osobnego rozliczania poszczególnych elementów opieki zdrowotnej skutkuje wydatkami na poziomie 18 procent PKB przy nieproporcjonalnych efektach zdrowotnych dla obywateli. Po trzecie, zamknięta stawka ograniczałaby rywalizację między placówkami – szpital, który chciałby zaoferować lepsze jedzenie, byłby ograniczony sztywnym limitem. Wreszcie po czwarte, dyrektorzy powinni mieć pełną swobodę podejmowania decyzji zarządczych.
Nowy standard wprowadza natomiast kilka rozwiązań, które wcześniej nie funkcjonowały. Placówki będą musiały weryfikować gramaturę serwowanych posiłków, przeprowadzać okresowe badania laboratoryjne żywności, a pacjenci zyskają możliwość wypełniania ankiet oceniających jakość wyżywienia. Szpitale muszą też zapewnić dostęp do wody pitnej na każdym oddziale oraz prowadzić na swoich stronach internetowych zakładki edukacyjne poświęcone żywieniu.
Do listy wymaganych diet dołączyły opcje wegańska, ketogenna oraz dedykowana osobom cierpiącym na fenyloketonurię. Obowiązkowe staje się również zatrudnienie dietetyka, opracowywanie dziesięciodniowych jadłospisów oraz publikowanie menu wraz ze zdjęciami posiłków w internecie.
Za niespełnienie wymogów grozi kara
Za niespełnienie wymogów grozi kara w postaci współczynnika korygującego, który obniży finansowanie szpitala – ale dopiero po wykryciu nieprawidłowości podczas kontroli prowadzonej przez NFZ od września 2026 roku. Placówki mają czas na pełne dostosowanie się do nowych reguł do 1 września 2026 roku. Jednocześnie do końca lutego bieżącego roku muszą złożyć oświadczenie o rozpoczęciu wdrażania standardu – w przeciwnym razie nie otrzymają pieniędzy za styczeń.
Roczny koszt nowego systemu dla NFZ oszacowano na 895,8 mln zł. Dla porównania, pilotaż „Dobry Posiłek” kosztował w 2024 roku 888,5 mln zł, ale obejmował jedynie część szpitali, podczas gdy nowy standard ma dotyczyć wszystkich placówek w kraju. Tymczasem organizacja Longevity Foundation uruchomiła petycję adresowaną do premiera Donalda Tuska pod hasłem „Przywróć Dobry Posiłek”, dostępną na stronie przywrocdobryposilek.pl.
Autorzy domagają się trzech rzeczy: zachowania odrębnego finansowania żywienia szpitalnego, zabezpieczenia tych pieniędzy przed przesuwaniem na inne potrzeby oraz oficjalnego uznania wyżywienia za stały element standardu opieki medycznej. Nowe przepisy mogą teoretycznie podnieść jakość szpitalnego jedzenia – jednolite wymogi, nadzór dietetyczny, kontrole i ankiety to konkretne narzędzia.
Kluczowa luka polega jednak na braku mechanizmu, który zmusiłby szpitale do faktycznego wydawania pieniędzy na żywienie. Bez wydzielonej ewidencji kosztów nowy standard może pozostać jedynie zbiorem pięknych zasad zapisanych na papierze, a pacjenci nadal będą zdani na dobrą wolę szpitalnych menedżerów. A jak pokazał pilotaż – ta dobra wola ma swoje granice.


