Nadchodzi zmiana, która dotknie miliony Polaków mieszkających w blokach. Nowy obowiązek nałożony na zarządców nieruchomości zelektryzował lokatorów. Termin upływa nieubłaganie, a konsekwencje zaniedbań mogą okazać się bardzo bolesne — nie tylko dla zarządców.
Masz taki licznik w mieszkaniu? Szykuj się na przymusową wymianę albo słony rachunek
Sprawa wydaje się prozaiczna — chodzi przecież „tylko” o liczniki. Ale gdy przyjrzeć się szczegółom, skala przedsięwzięcia okazuje się ogromna, a skutki finansowe dotkną portfeli lokatorów. Najciekawsze kryje się jednak za samymi przepisami — oprócz kar i kosztów pojawiają się zaskakujące efekty uboczne, o których mało kto mówi.
Znowelizowana ustawa o efektywności energetycznej, dostosowująca polskie regulacje do unijnych dyrektyw, nakłada na zarządców konkretny obowiązek. Do końca 2026 roku tradycyjne ciepłomierze i wodomierze muszą zostać zastąpione urządzeniami z modułami zdalnego odczytu. Od stycznia 2027 roku rozliczanie ciepła i ciepłej wody ma odbywać się bez udziału inkasenta.
Nowe budynki nie mają problemu — deweloperzy montują takie systemy na etapie budowy. Inaczej wygląda sytuacja w starszym budownictwie, gdzie konieczny jest demontaż dotychczasowych urządzeń. Czasu zostało niewiele, a prace obejmują większość zarządców w kraju. Grzywna za niedopełnienie obowiązku sięga 10 tysięcy złotych. Formalnie odpowiada zarządca, ale koszty wymiany i sankcji niemal na pewno zostaną przerzucone na mieszkańców.
Portfele lokatorów mogą poważnie odczuć zmiany
Jeden licznik z modułem zdalnym to wydatek około 300 złotych. W większym bloku łączna kwota sięga dziesiątek tysięcy złotych. Pieniądze najczęściej pochodzą z funduszu remontowego, co oznacza podwyżkę składek albo rezygnację z innych remontów. Ustawodawca przewidział furtkę — wymiana nie obowiązuje tam, gdzie okaże się technicznie niewykonalna lub gdy koszty przewyższą spodziewane oszczędności. Każde odstępstwo wymaga jednak solidnej dokumentacji.
Nowe systemy mają zwiększyć przejrzystość rozliczeń, ale część lokatorów zgłasza niepokojące sygnały. Po wymianie rachunki w niektórych budynkach poszły w górę — niekiedy przez usterki sprzętu. Zużycie bywa wtedy szacowane na podstawie wcześniejszych średnich, co nie zawsze wypada korzystnie.
Precyzyjniejsze urządzenia rejestrują też każde marnotrawstwo — choćby wietrzenie mieszkania przy odkręconych grzejnikach. Celem zmian pozostaje poprawa efektywności energetycznej, co przy rosnących cenach energii ma znaczenie dla domowych budżetów. Dla wielu lokatorów to jednak kolejne obciążenie, na które nie byli przygotowani.


