in

„Ołowiane dzieci” już na Netfliksie. Ten szokujący serial wgniata w fotel

Zatrucie ołowiem niszczyło zdrowie tysięcy śląskich dzieci w czasach PRL-u. Netflix właśnie przypomniał tę historię, a toksykolog ostrzega — ołowica nadal zbiera swoje żniwo.

ołowiane dzieci serial ile odcinkow o czym
Fot. materiały prasowe

Niektóre choroby potrafią czaić się latami, niszcząc organizm po cichu. Wystarczy skażona woda, brudne powietrze i gleba przesiąknięta metalem ciężkim, by ciało zaczęło przegrywać walkę, o której nawet nie wie. Górny Śląsk doświadczył tego na masową skalę kilkadziesiąt lat temu — a mimo upływu czasu temat wraca ze zdwojoną siłą. Nie tylko za sprawą nowej produkcji streamingowej, ale przede wszystkim dlatego, że zagrożenie bynajmniej nie zniknęło.

Truciznę wchłaniali latami, a nikt im nie powiedział. Netflix pokazał ich historię

11 lutego na Netfliksie zadebiutował serial Macieja Pieprzycy pt. „Ołowiane dzieci”. Produkcja opowiada autentyczną historię epidemii zatrucia ołowiem wśród najmłodszych mieszkańców Górnego Śląska, do której doszło w dekadzie lat 70. ubiegłego wieku. To historia, która przez lata pozostawała w cieniu, a która teraz budzi ogromne emocje. Ale serial to tylko wierzchołek góry lodowej — bo ołów zabija powoli i robi to do dziś.

Dr Eryk Matuszkiewicz, specjalista toksykologii klinicznej z Oddziału Toksykologii Szpitala Miejskiego w Poznaniu, nie ukrywa, że problemy z tym metalem ciężkim wcale nie należą do przeszłości. Toksykolog przyznał, że jeszcze niedawno przyjmował pacjentów z ostrym zatruciem tym pierwiastkiem. Drogi narażenia na ołów są zaskakująco liczne — i nie dotyczą wyłącznie terenów postindustrialnych.

„Ołowiane dzieci”. Lekarka, która stanęła przeciwko systemowi i uratowała małych pacjentów

Centralną postacią serialu — i prawdziwą bohaterką tamtych wydarzeń — jest Jolanta Wadowska-Król, pediatra pracująca w katowickich Szopienicach. To ona jako pierwsza połączyła fakty i zaczęła podejrzewać, że masowe problemy zdrowotne jej najmłodszych pacjentów mają wspólne źródło. Powtarzające się nieprawidłowości w wynikach morfologii krwi, uporczywe objawy zatrucia — wszystko wskazywało na toksyczne działanie ołowiu. Tyle że w tamtych czasach ołowicę traktowano wyłącznie jako schorzenie zawodowe dorosłych robotników.

Wadowska-Król nie czekała na systemowe rozwiązania. Na własną rękę odwiedzała rodziny, pukając od drzwi do drzwi i namawiając rodziców, by poddali swoje dzieci badaniom. Skala problemu, którą udało jej się ujawnić, przerosła najczarniejsze scenariusze — dzięki jej determinacji tysiące dzieci z regionu trafiły pod opiekę lekarzy.

Objawy diagnozowane u małych pacjentów tworzyły przerażający katalog: przewlekła niedokrwistość, brak apetytu, chroniczne osłabienie, opóźnienia rozwojowe, obniżona zdolność uczenia się, uszkodzenia organów wewnętrznych oraz problemy neurologiczne. Szczególnie niepokojący był jeden schemat — dzieci trafiały do szpitala, ich parametry krwi poprawiały się, ale kilka tygodni po powrocie do domu wszystko wracało do punktu wyjścia. Organizmy małych pacjentów na nowo napełniały się trucizną.

Dr Matuszkiewicz wyjaśnił mechanizm tego zjawiska. Według toksykologa to typowy wzorzec przewlekłego narażenia środowiskowego, charakterystyczny dla uprzemysłowionych regionów. Huty metali uwalniały substancje toksyczne przenikające do wód gruntowych, gleby i powietrza. Wieloletnie spożywanie skażonej wody i warzyw wyhodowanych na zatrutej ziemi miało katastrofalny wpływ na zdrowie — zwłaszcza najmłodszych mieszkańców.

Ołów atakuje dzieci i dorosłych na zupełnie różne sposoby

Mechanizm działania ołowiu na organizm człowieka różni się diametralnie w zależności od wieku. Jak tłumaczył dr Matuszkiewicz, u dzieci ten metal ciężki uderza przede wszystkim w układ krwiotwórczy — zaburza proces dojrzewania czerwonych krwinek, co prowadzi do niedokrwistości. Równocześnie atakuje ośrodkowy układ nerwowy, wywołując poważne dysfunkcje neurobehawioralne. Maluchy tracą zdolność koncentracji, mają kłopoty z myśleniem, kojarzeniem faktów, a ich funkcje poznawcze ulegają dramatycznemu pogorszeniu.

U osób dorosłych ołów obiera inny cel — niszczy obwodowy układ nerwowy. Objawia się to mrowieniem i drętwieniem kończyn, nadmierną wrażliwością skóry rąk i nóg. W najcięższych przypadkach dochodzi do uszkodzenia wątroby, nasilonych bólów brzucha określanych mianem kolki ołowiczej, a nawet encefalopatii ołowiczej, czyli bezpośredniego uszkodzenia mózgu.

Zatrucie może mieć charakter nagły, co udowadnia przypadek opisany przez poznańskiego toksykologa. Na jego oddział trafiło trzech mężczyzn regularnie korzystających ze strzelnicy. Wszyscy prezentowali zbliżone dolegliwości — mrowienie i drętwienie stanowiły dominujące objawy. Badania laboratoryjne potwierdziły znacząco podwyższone stężenie ołowiu we krwi. Co wymowne, antidotum potrzebne do leczenia trzeba było ściągać spoza szpitalnego magazynu.

Do zatrucia metalem ciężkim może dojść na wiele sposobów. Skażona żywność i woda — np. płynąca ze starych ołowianych rur albo warzywa rosnące na zanieczyszczonym gruncie — to najczęstsza droga. Ołów rozpuszczony w wodzie wchłania się szybciej niż ten obecny w pokarmie. Drugą istotną ścieżką narażenia pozostaje wdychanie pyłu i oparów, co dotyczy pracowników hut, odlewni, osób remontujących stare budynki oraz użytkowników strzelnic. Najmłodsi natomiast mogą połknąć skażony kurz, resztki starych farb zawierających ten metal, a zagrożeniem bywają też zanieczyszczone przyprawy, niektóre kosmetyki czy tania biżuteria.

Metal, który zostaje w ciele na lata — i wciąż zagraża

Nawet po postawieniu diagnozy walka z ołowiem jest długotrwała i trudna. Podstawową metodą terapii pozostaje chelatacja — podawanie specjalnych substancji chemicznych, które wiążą jony metalu, tworząc rozpuszczalne związki usuwane następnie z organizmu wraz z moczem. W ten sposób obniża się stężenie toksycznego pierwiastka we krwi i tkankach. Jednak, jak podkreślał dr Matuszkiewicz, sam proces eliminacji trwa niezwykle długo.

Ołów osadza się na narządach wewnętrznych — gromadzi się w wątrobie, śledzionie i kościach. Według toksykologa połowa zmagazynowanego w wątrobie i nerkach ołowiu zostaje usunięta dopiero po 20–30 dniach. Z czerwonych krwinek metal znika po około 35 dniach, ale prawdziwy problem stanowią kości — tam ołów potrafi zalegać średnio przez pięć lat, a niekiedy jeszcze dłużej.

Kluczowe znaczenie ma szybkie rozpoznanie i natychmiastowe przerwanie kontaktu ze źródłem narażenia. Stosuje się leki chelatujące takie jak EDTA, DMSA czy dimerkaprol, a jednocześnie wspiera się funkcjonowanie uszkodzonych narządów. U dzieci, przy odpowiednio wczesnej interwencji, możliwe jest ograniczenie trwałych następstw zatrucia — choć pełna regeneracja organizmu wymaga czasu i cierpliwości.

Choroba znana w PRL-u powraca?

W PRL-u dopiero pod koniec lat 70. i na początku lat 80. zaczęto stopniowo wygaszać najbardziej toksyczne wydziały górnośląskich hut. Współcześnie zakłady przemysłowe funkcjonują według znacznie bardziej rygorystycznych norm środowiskowych. Mimo to ołów zalegający w glebie, kurzu i najbliższym otoczeniu pozostaje aktywny przez dziesiątki lat. Mieszkańcy dawnych rejonów przemysłowych nadal są narażeni na jego szkodliwe działanie, a u dzieci z tych terenów wciąż rozpoznaje się przypadki ołowicy.

Diagnostyka opiera się na oznaczeniu poziomu ołowiu we krwi, uzupełnianym morfologią i badaniami oceniającymi sprawność narządów wewnętrznych. Szczególnie zagrożone pozostają dzieci — ich organizmy wchłaniają ten metal znacznie szybciej niż ciała dorosłych, a kontakt ze skażonym kurzem czy glebą jest na porządku dziennym. Ryzyko dotyczy również osób zatrudnionych w hutnictwie, recyklingu metali, produkcji akumulatorów oraz pracujących na terenach skażonych przemysłowo.

Dr Eryk Matuszkiewicz to specjalista toksykologii klinicznej i chorób wewnętrznych, absolwent Akademii Medycznej im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu. Od 2008 roku związany z Oddziałem Toksykologii Szpitala Miejskiego w Poznaniu, a od 2023 roku pełni funkcję konsultanta wojewódzkiego ds. toksykologii klinicznej dla województwa lubuskiego.

cukrzyca typu 2 a gorzka czekolada

Gorzka czekolada a cukrzyca. Czy można ją jeść? Dietetyk mówi wprost

imm raporty

Te redakcje dyktują, o czym mówi cała Polska. W 2025 roku Onet zwyciężył