Niewiele decyzji w ostatnich miesiącach elektryzowało polską scenę polityczną tak bardzo jak ta. Emocje sięgają zenitu, a komentatorzy nie kryją zaskoczenia skalą konfliktu, jaki rozgorzał wokół pozornie technicznej regulacji. Prezydent Karol Nawrocki niespodziewanie stanął przed wyborem, który – niezależnie od jego ostatecznej decyzji – wywoła falę krytyki z jednej lub drugiej strony barykady.
Nawrocki w potrzasku. Ta decyzja może go politycznie kosztować więcej, niż ktokolwiek przewidywał
Sprawa dotyczy ustawy uchwalonej 13 lutego przez Sejm, która ma umożliwić Polsce skorzystanie z unijnego programu dozbrajania SAFE. Głosowanie nie pozostawiło złudzeń co do głębokości podziałów – 236 posłów opowiedziało się za przyjęciem regulacji, 199 było przeciw, a czterech wstrzymało się od głosu.
Przepisy przewidują utworzenie specjalnego funduszu zarządzanego przez Bank Gospodarstwa Krajowego, przez który miałyby przepływać europejskie środki na wzmocnienie armii. Tymczasem atmosfera wokół tej ustawy gęstnieje z dnia na dzień. Obserwatorzy zwracają uwagę, że bez względu na to, jaką drogę obierze prezydent, konsekwencje polityczne mogą okazać się daleko idące. A najciekawsze rozdziały tej historii dopiero się rozgrywają.
Najgłośniejszy sprzeciw wobec ustawy płynie ze strony Prawa i Sprawiedliwości. Jarosław Kaczyński publicznie zaatakował proponowane rozwiązanie, argumentując, że przystąpienie do programu SAFE w obecnym kształcie uzależni Polskę finansowo od asortymentu wyznaczonego przez Brukselę. Prezes PiS ostrzegł, że taki mechanizm de facto zablokuje prawidłowy rozwój polskich sił zbrojnych.
Stanowisko największej partii opozycyjnej stawia prezydenta Nawrockiego w niezwykle kłopotliwej sytuacji. Dokument czeka już na jego biurku, a wybór sprowadza się do dwóch opcji: zgoda na dofinansowanie armii z unijnych środków albo wsparcie narracji polityków, którym zawdzięcza swoją polityczną karierę.
Profesor Bartłomiej Biskup z Uniwersytetu Warszawskiego wskazuje, że odmowa złożenia podpisu natychmiast naraziłaby głowę państwa na zarzuty działania wbrew interesom obronności kraju. Obóz rządzący z pewnością wykorzystałby taką decyzję do budowania presji medialnej.
Lojalność czy racja stanu? Dylemat bez dobrego wyjścia
Jednocześnie prof. Biskup zauważa, że podpisanie ustawy może spotkać się z otwartym niezadowoleniem polityków PiS. Zdaniem politologa racjonalniejszym krokiem wydaje się jednak akceptacja regulacji, a następnie próba załagodzenia napięć z partią Kaczyńskiego. Koszty takiego scenariusza byłyby prawdopodobnie mniejsze niż odpieranie oskarżeń o sabotowanie bezpieczeństwa militarnego.
Profesor Rafał Chwedoruk przypomina natomiast kluczowy kontekst tej sytuacji – to Prawo i Sprawiedliwość wyniosło Nawrockiego na polityczne szczyty, nie odwrotnie. Podpisanie ustawy wbrew linii partii mogłoby zostać odebrane przez elektorat PiS jako gest nielojalnościowy i zupełnie niezrozumiały.
Z drugiej strony – jak podkreśla Chwedoruk – nastroje społeczne w Europie, również nad Wisłą, przesuwają się dziś wyraźnie w kierunku proeuropejskim. Weto wobec unijnego programu zbrojeniowego mogłoby zrazić sporą grupę wyborców i na lata przyczepić Nawrockiemu łatkę eurosceptyka. Dla prezydenta postrzeganego jako polityk bliższy Waszyngtonowi niż Brukseli to ryzyko, którego nie sposób lekceważyć – zwłaszcza z myślą o przyszłych wyborach.


