Kiedy Główny Urząd Statystyczny podał swoje wyliczenia za styczeń 2026 roku, część ekonomistów odetchnęła z ulgą. Liczby wyglądały znośnie, nastroje były umiarkowanie optymistyczne. A jednak europejski urząd statystyczny szybko zweryfikował ten spokój. Różnica jest niewielka, ale wymowna.
Inflacja w Polsce wyższa, niż komunikuje rząd
Według danych GUS inflacja w Polsce w styczniu 2026 roku wyniosła 2,2 proc. Brzmi nieźle — zwłaszcza że analitycy skupieni wokół serwisu Macronext spodziewali się wyniku na poziomie 1,9 proc., co stanowiłoby najlepszy rezultat od siedmiu lat. Rzeczywistość okazała się jednak mniej łaskawa. Internet szybko podchwycił temat, a portal Business Insider Polska jako pierwszy zwrócił uwagę na rozbieżność między danymi krajowymi a unijnymi.
Eksperci zaczęli zadawać pytania — i nie bez powodu. Eurostat posługuje się własnym narzędziem pomiarowym — wskaźnikiem HICP, czyli zharmonizowanym indeksem cen konsumpcyjnych. Opiera się on na odmiennym koszyku zakupowym, co umożliwia rzetelne porównywanie danych między państwami członkowskimi UE. I właśnie ten wskaźnik pokazuje Polskę w nieco gorszym świetle.
Według wyliczeń Eurostatu inflacja w Polsce w styczniu 2026 roku wyniosła 2,5 proc. W grudniu 2025 roku było to 2,6 proc., co oznacza co prawda nieznaczny spadek, ale jednocześnie wyraźnie wyższy poziom niż ten raportowany przez GUS.
Kto radzi sobie lepiej, a kto gorzej od Polski?
Co więcej, Polska wciąż plasuje się powyżej unijnej średniej, która w styczniu wyniosła równe 2 proc. W strefie euro inflacja spadła do 1,7 proc. z 2 proc. miesiąc wcześniej — a cel inflacyjny Europejskiego Banku Centralnego zakłada właśnie utrzymanie wzrostu cen na poziomie około 2 proc. w dłuższym horyzoncie.
Na tle Europy Polska nie wypada najgorzej, ale daleko jej do czołówki. Najniższą inflację w całej UE odnotowała Francja — zaledwie 0,4 proc. Niemal równie dobrze poradziła sobie Dania z wynikiem 0,6 proc. To poziomy, przy których polskie 2,5 proc. robi wrażenie. Na drugim biegunie stoi Rumunia z inflacją sięgającą aż 8,5 proc. Powyżej 4 proc. notują też Słowacja, Chorwacja i Estonia. Wyższe wskaźniki od Polski mają również Litwa, Łotwa, Grecja i Irlandia.
Polska gospodarka pozostaje zatem gdzieś pośrodku — daleko od dramatycznych przypadków wschodnioeuropejskich, ale też daleko od wzorcowej stabilności Francji czy Danii. Ceny w kraju rosną szybciej niż wynosi średnia całej Unii, co warto mieć na uwadze przy planowaniu domowego budżetu.


