Nikt nie spodziewał się, że zwykły spacer w pobliżu krakowskiego Dworca Głównego zamieni się w odkrycie, które poruszyło tysiące ludzi. Pewna kobieta natknęła się na coś, czego nie sposób było zignorować. To, co zobaczyła, natychmiast skłoniło ją do działania.
Mężczyzna skatował królika. Przypadkowe odkrycie, które wstrząsnęło miastem
Reakcje mieszkańców i internautów były błyskawiczne. Sprawa obiegła sieć, a emocje sięgnęły zenitu. Pytanie o to, kto stoi za tym okrucieństwem, zadawali wszyscy. Odpowiedź jednak nadchodziła powoli. Policja od początku traktowała sprawę poważnie. Nagrania z monitoringu miejskiego stały się kluczem do rozwikłania zagadki, a śledztwo ruszyło pełną parą.
Środa 11 lutego przyniosła dramatyczne odkrycie w tzw. Ogrodzie Kasztanowym Krakowian. Kobieta znalazła małego królika w stanie wskazującym na celowe, brutalne działanie człowieka. Gryzoń trafił natychmiast pod opiekę Krakowskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami.
Stan zwierzęcia był wstrząsający – obcięte uszy, głęboka rana cięta na grzbiecie, rany na wargach, uszkodzone kończyny, zaropiałe oczy, odparzenia i skrajne wychudzenie. Weterynarz jednoznacznie wykluczył atak innego zwierzęcia. Obrażenia były dziełem człowieka. Łapek nie udało się uratować – amputowano je.
Marcyś – ofiara ludzkiego okrucieństwa
Królikowi nadano imię Marcyś. Ostatecznie trafił do nowego domu, pod opiekę pani Kasi – kobiety doświadczonej w opiece nad zajęczakami, w tym niepełnosprawnymi. KTOZ wyznaczył nagrodę 13 500 zł za wskazanie sprawcy. Policja ustaliła trop i w środę udała się pod adres w centrum miasta. Zastała tam 21-latka, który początkowo zaprzeczał, jakoby cokolwiek wiedział o króliku. Chwilę później zmienił jednak zeznania.
Po przewiezieniu na komendę młody mężczyzna przyznał się do skatowania Marcysia i porzucenia go na ulicy. W mieszkaniu policjanci znaleźli ostry przedmiot, którym zadano zwierzęciu rany, oraz marihuanę. 21-latek przeszedł konsultację medyczną. Grożą mu zarzuty znęcania się nad zwierzęciem – przestępstwo zagrożone karą do trzech lat pozbawienia wolności.
– Maluch ma się dobrze i porusza się sprawnie. Jest pod stałą kontrolą lekarzy weterynarii, obrażenia wciąż się goją, ale Marcysiowi humor niezmiennie dopisuje i wesoło kica. Apetyt oczywiście jest i z przyjemnością zajada sianko i ziółka. Bardzo się cieszymy, że pomimo stanu, w jakim został znaleziony, króliczek tryska energią. Warto było walczyć o niego, a jego happy end dodaje nam skrzydeł do dalszych działań – czytamy na profilu KTOZ Kraków na Instagramie.
Wyświetl ten post na Instagramie


