W polskich finansach publicznych coś zaczyna się zmieniać i to nie tylko na papierze. Kiedy prezes NIK Mariusz Haładyj ogłosił kierunki działania Izby na najbliższe miesiące, wielu ekonomistów zaczęło nerwowo przeglądać własne prognozy. Sprawa jest poważna, bo dotyczy nie marginalnych kwot, lecz pieniędzy idących w miliardy. A to dopiero początek tego, co Izba szykuje na najbliższe miesiące – informuje portal WNP.pl.
NIK bierze pod lupę biliony złotych. To, co odkryli kontrolerzy, może zaskoczyć niejednego polityka
Publiczne środki miały napędzać gospodarkę, finansować inwestycje i budować bezpieczeństwo kraju. Tymczasem kontrolerzy zaczynają odkrywać, że rzeczywistość bywa daleka od oficjalnych zapowiedzi rządu. Skala rozbieżności między planami a ich realizacją może okazać się zaskakująca. Procedury kontrolne dopiero nabrały rozpędu, ale Izba już teraz daje do zrozumienia, że niektóre ustalenia mogą wywołać spore poruszenie.
Najwyższa Izba Kontroli uruchomiła cały pakiet kontroli obejmujący budżet państwa, dochody podatkowe i największe programy inwestycyjne. Trwa badanie wykonania ubiegłorocznego budżetu, choć na oficjalne wyniki przyjdzie jeszcze poczekać. Najpierw muszą powstać wystąpienia pokontrolne, potem ruszy procedura odwoławcza przed Kolegium Izby, a dopiero na końcu zostanie przyjęta całościowa analiza. Szczegóły poznamy najpewniej latem, ale już teraz warto przyjrzeć się temu, co NIK zdradza na temat swoich priorytetów i co może zmienić sposób, w jaki patrzymy na kondycję polskich finansów publicznych.
Izba bada finanse państwa na wielu poziomach jednocześnie. Kontrolerzy analizują budżet zarówno według metodologii krajowej, jak i w ujęciu unijnym, które obejmuje szerszy zakres danych o długu publicznym i deficycie sektora finansów publicznych. Prezes Haładyj podkreślił, że w tym roku NIK zamierza wyraźniej niż w poprzednich latach pokazać czteroletnie trendy wydatkowe w najważniejszych obszarach. Tego rodzaju analizy pojawiały się wcześniej, ale ostatnio schodziły na dalszy plan.
Budżet na cenzurowanym i podatki pod kontrolą
Za priorytetowe Izba uznaje wydatki na obronność, ochronę zdrowia oraz obsługę rosnącego długu publicznego. To nieprzypadkowy wybór. Wydatki w tych trzech kategoriach rosną najszybciej, a fundusze pozabudżetowe odgrywają przy tym coraz większą rolę, szczególnie przy finansowaniu zbrojeń. Sam deficyt budżetu państwa to zaledwie wycinek. Druga, mniej widoczna część, to właśnie fundusze pozabudżetowe, których znaczenie w ostatnich latach rośnie w tempie, które powinno niepokoić. Kontrolerzy badają cały proces budżetowy od początku do końca: od przygotowania ustawy budżetowej, przez przestrzeganie stabilizującej reguły wydatkowej, aż po faktyczne wykonanie.
Ekonomiści od miesięcy wskazują na nadmierny optymizm prognoz dochodowych wpisanych do ustawy budżetowej. NIK potwierdza, że realistyczność tych prognoz stanowi element kontroli. Ma to spore znaczenie, bo zawyżone prognozy dochodów automatycznie poszerzają przestrzeń do zwiększania wydatków w ramach stabilizującej reguły wydatkowej. Izba bada więc zarówno etap planowania budżetu, jak i jego faktyczne wykonanie, sprawdzając, czy zapisane w ustawie rozwiązania dało się w ogóle zrealizować.
Tymczasem na osobnym torze toczy się kontrola podatku CIT, która może przynieść naprawdę głośne ustalenia. Izba po raz pierwszy podjęła próbę samodzielnego oszacowania luki w podatku dochodowym od osób prawnych. W odróżnieniu od VAT-u, który jest podatkiem zharmonizowanym na poziomie Unii Europejskiej i posiada wypracowaną międzynarodową metodologię szacowania luki, CIT wymaga od każdego kraju stworzenia własnych narzędzi analitycznych. Polska bierze udział w dwóch projektach badawczych: jednym prowadzonym z Komisją Europejską, drugim z Międzynarodowym Funduszem Walutowym. Pierwsza metoda bazuje na danych makroekonomicznych, druga na analizie reprezentatywnej próby podatników.
Ponieważ żaden z tych projektów nie został jeszcze zamknięty, NIK postanowił działać na własną rękę. Przy wsparciu zewnętrznego eksperta kontrolerzy podjęli próbę oszacowania skali problemu. Wyniki są na etapie weryfikacji i Izba nie chce ich jeszcze upubliczniać. To zrozumiałe, bo dane o luce w CIT mogą mieć poważne konsekwencje polityczne. Zapowiedź jest jednak konkretna: rezultaty kontroli CIT trafią do Sejmu w połowie lipca, mniej więcej w tym samym czasie co analiza wykonania budżetu państwa.
Miliardy z KPO, które nie trafiły tam, gdzie miały
Krajowy Plan Odbudowy to największy program inwestycyjny ostatnich lat w Polsce. Dane, które wyłaniają się z analiz NIK, mogą jednak rozczarować zwolenników szybkiej modernizacji kraju. Około 90 procent środków z KPO wykorzystano dotychczas do zarządzania płynnością finansową, a nie do bezpośrednich inwestycji. Główną przyczyną były opóźnienia w realizacji poszczególnych programów. Realne inwestycje ruszyły dużo wolniej, niż ktokolwiek zakładał. Te liczby robią wrażenie.
Prezes NIK zastrzegł jednak, że ta liczba nie oznacza automatycznie marnotrawstwa. Część wydatków została wcześniej prefinansowana przez Polski Fundusz Rozwoju. W takich przypadkach pieniądze z KPO pełnią funkcję rozliczeniową i wracają do instytucji, które wcześniej wyłożyły własne środki. Sam program jest zresztą elastyczny. Od początku jego funkcjonowania wprowadzono kilka rewizji, zmieniając harmonogramy i zakres planowanych działań. Mimo to dane o 90 procentach środków przeznaczonych na płynność, a nie na konkretne projekty, dają do myślenia.
NIK kontroluje KPO w sposób rozproszony. Program obejmuje wiele sektorów i jest podzielony na komponenty powiązane z konkretnymi kamieniami milowymi. Poszczególne departamenty Izby badają realizację inwestycji w ramach komponentu środowiskowego, infrastrukturalnego i obronnościowego. W drugiej połowie roku kontrolerzy zajmą się też przedsięwzięciami onkologicznymi finansowanymi z tego programu. Wszystkie wyniki dotyczące KPO zostaną następnie uwzględnione w lipcowej analizie wykonania budżetu prezentowanej w Sejmie.
Izba zamierza stopniowo wdrażać ocenę efektywności wydawanych pieniędzy na wzór Europejskiego Banku Inwestycyjnego, który analizuje każde wydane na inwestycje euro. Prezes Haładyj wskazał, że chodzi o koncepcję value for money, czyli badanie, jakie realne efekty przynoszą publiczne nakłady. Na razie wiele działań z KPO pozostaje na wczesnym etapie, więc miarodajne oceny pojawią się dopiero po zakończeniu poszczególnych programów. Wtedy NIK planuje analizować wpływ wydatków na produktywność, konkurencyjność i odporność gospodarki na kryzysy.
Osobną kwestią pozostaje zakres kontroli spółek z udziałem Skarbu Państwa. Kilka lat temu doszło do głośnego sporu między NIK a Orlenem, który twierdził, że Izba ma prawo kontrolować wyłącznie podmioty z większościowym udziałem państwa. Prezes Haładyj odrzucił tę interpretację. Wskazał, że ustawa o NIK nie zawiera takiego ograniczenia, a wszędzie tam, gdzie państwo angażuje swój majątek, kontrola powinna sięgać. Przyznał jednocześnie, że od lat trwają spory interpretacyjne, szczególnie wokół spółek giełdowych, i warto doprecyzować przepisy. Bo gdyby przyjąć skrajnie wąskie rozumienie prawa, większość kapitałowego zaangażowania państwa w spółki znalazłaby się poza jakimkolwiek nadzorem.
Energia, zbrojenia i bilion złotych do skontrolowania
NIK nie zamierza odpuszczać też największych inwestycji infrastrukturalnych. W tym roku Izba planuje kontrolę wykorzystania środków z Funduszu Reprywatyzacji w kilku spółkach. Kontrolerzy często badają inwestycje jeszcze w trakcie ich realizacji, skupiając się na procesach planowania, zarządzania ryzykiem i procedurach decyzyjnych. Celem jest formułowanie rekomendacji, zanim dojdzie do poważnych problemów.
Transformacja energetyczna trafiła na listę priorytetów NIK. Izba planuje sprawdzić, czy zmiany w strukturze wytwarzania energii są spójne z prognozowanym zapotrzebowaniem na prąd w przyszłości. To pytanie, które spędza sen z powiek nie tylko kontrolerom, ale i przedsiębiorcom. Kontrolerzy zbadają, czy odchodzenie od jednych źródeł energii na rzecz innych nie doprowadzi do sytuacji, w której zabraknie mocy wytwórczych. Izba ma przy tym przewagę nad niezależnymi analitykami, bo poza danymi publicznymi może sięgać po wewnętrzne dokumenty administracji rządowej, niedostępne dla nikogo z zewnątrz.
Rząd zapowiada inwestycje o wartości biliona złotych w ciągu najbliższej dekady. Prezes Haładyj potwierdził, że Izba zamierza je systematycznie kontrolować, kierując się analizą ryzyka. Tam, gdzie zagrożenie nieprawidłowościami jest największe, tam trafią kontrolerzy. Równocześnie rośnie liczba audytów ewaluacyjnych, które oceniają nie tylko prawidłowość wydatków, ale też ich skuteczność i realne rezultaty dla obywateli i gospodarki.
W 2026 roku NIK przyjrzy się zamówieniom publicznym udzielanym w trybie in-house, badając ich efektywność i przejrzystość. Izba zamierza też szerzej niż dotychczas analizować procesy inwestycyjne, uwzględniając działania administracji publicznej wydającej decyzje środowiskowe i budowlane. Opóźnienia na tych etapach generują poważne koszty zarówno dla budżetu, jak i dla całej gospodarki. Na tapecie pojawi się też kwestia udziału krajowych firm w dużych projektach, tzw. local content, szczególnie przy wydatkach na obronność. Ten temat coraz głośniej wybrzmiewa w debacie publicznej i polityce przemysłowej państwa.
Żeby sprostać tym wszystkim zadaniom, NIK wzmacnia swoje zaplecze eksperckie. Niedawno kontrolerzy odbyli wizytę studyjną w szwedzkim urzędzie audytu państwowego, a w planach są warsztaty z Europejskim Trybunałem Obrachunkowym. Finanse publiczne stały się o wiele bardziej skomplikowane niż jeszcze kilkanaście lat temu. Obejmują zaawansowane mechanizmy finansowe, optymalizacje podatkowe i transfery technologii.
Prezes Haładyj zaznaczył, że Izba zamierza koncentrować się na zadaniach realizowanych przez państwo, a nie wyłącznie na poszczególnych instytucjach. Chodzi o dostarczanie twardej informacji zwrotnej o rzeczywistych rezultatach, tak aby rządzący mogli korygować polityki publiczne tam, gdzie to konieczne. Lato pokaże, czy te zapowiedzi przełożą się na fakty, które wstrząsną debatą o stanie polskich finansów.
Źródło: WNP.pl

