Kiedy unijny program finansowania obronności zaczynał nabierać kształtów, część europejskich stolic podchodziła do niego z dystansem – żeby nie powiedzieć: z lekceważeniem. Dziś te same stolice pilnie wysyłają sygnały do Brukseli. Co się zmieniło? Więcej, niż można by przypuszczać.
Polska może stracić miliardy. Prezydent zablokował ustawę, a Europa puka po więcej
Internet huczy, komentatorzy nie kryją zaskoczenia, a polscy politycy znaleźli się między młotem a kowadłem. Z jednej strony – historyczna szansa na dziesiątki miliardów euro dla krajowego przemysłu zbrojeniowego. Z drugiej – prezydenckie weto, które postawiło cały projekt pod znakiem zapytania. To nie koniec tej historii. To dopiero jej środek.
Zanim jednak poznamy szczegóły batalii o unijne miliardy, warto zrozumieć, skąd w ogóle wzięło się całe zamieszanie – i dlaczego akurat teraz Polska znalazła się w samym centrum europejskiej debaty o bezpieczeństwie. Jeszcze w sierpniu 2025 roku część państw członkowskich UE – zwłaszcza z południa kontynentu – otwarcie twierdziła, że program SAFE ich nie dotyczy. Zbrojenia? To problem innych. Takie było ówczesne nastawienie Cypru i podobnych mu krajów.
Południe Europy mówiło „nie”. Potem przyszedł Bliski Wschód
Sytuacja zmieniła się diametralnie po eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie. Te same państwa wróciły do Komisji Europejskiej z pytaniem: czy zostały jakieś środki z SAFE, bo chętnie skorzystają. Pełnomocniczka rządu ds. SAFE Magdalena Sobkowiak-Czarnecka w Studiu PAP nie kryła ironii, opisując tę nagłą zmianę frontu – Cypr jako przykład kraju, który niespodziewanie odkrył, że geopolityka jednak go dotyczy.
W unijnych instytucjach zaczęły się już nieoficjalne rozmowy o ewentualnym programie SAFE II. Lider delegacji europosłów z komisji bezpieczeństwa i obrony Nicolás Pascual de la Parte z grupy EPP potwierdził w połowie lutego w polskim Sejmie, że temat kolejnej edycji programu jest realnie rozważany. Według jego oceny SAFE II trafiłby do przyszłego Funduszu Konkurencyjności UE – z komponentem bezpieczeństwa i środkami na mobilność wojskową.
43,7 miliarda euro dla Polski – i nagłe weto prezydenta
SAFE to instrument o wartości 150 miliardów euro. Polska miałaby z niego otrzymać 43,7 mld euro – więcej niż jakiekolwiek inne państwo członkowskie. Rząd zapowiedział, że aż 89 proc. tych środków zasiliłoby polskie firmy zbrojeniowe.
W czwartek prezydent Karol Nawrocki ogłosił, że nie podpisze rządowej ustawy wdrażającej mechanizm SAFE. Dzień później rząd odpowiedział uchwałą w sprawie Programu Polska Zbrojna – dokument upoważnia ministrów obrony i finansów do podpisania umowy dotyczącej SAFE, a spłata pożyczki ma następować ze środków poza minimalnym limitem wydatków obronnych.
Sobkowiak-Czarnecka podkreśliła, że obecne środki z SAFE Polska wyda do 2028 roku. Wtedy wejdzie w życie nowy budżet UE – i właśnie na tym skupiają się teraz negocjatorzy: żeby jak najwięcej pieniędzy na obronność znalazło się w unijnych ramach finansowych po 2028 roku. SAFE pełni więc rolę pomostu – finansuje zbrojenia teraz, zanim długoterminowe mechanizmy budżetowe wejdą w życie.
SAFE II – marzenie czy realna perspektywa?
Dyskusja o kolejnej edycji programu trwa, ale Sobkowiak-Czarnecka studzi nadmierne oczekiwania: rozmowy mają wciąż charakter wstępny, a priorytetem pozostają negocjacje nowego wieloletniego budżetu UE na lata 2027–2034. Pascual de la Parte zaznaczył, że negocjacje w sprawie nowych ram finansowych ruszą w najbliższych miesiącach.
Jedno zdaje się pewne w tej układance – kraje, które jeszcze rok temu wzruszały ramionami na hasło „europejska obronność”, dziś stoją w kolejce. A Polska, choć uwikłana we wewnętrzny spór polityczny wokół SAFE, pozostaje największym potencjalnym beneficjentem całego programu.
Źródło: WP Wiadomości


