Niezależny rosyjski portal Mediazona dotarł do materiałów, które wyciekły wprost z ministerstwa spraw wewnętrznych Federacji Rosyjskiej. Treść dokumentów zelektryzowała media w całej Europie, a ich zawartość okazała się znacznie szersza, niż ktokolwiek mógł przypuszczać. Na ujawnionym wykazie figuruje blisko 97 tysięcy nazwisk.
Moskwa ściga Polaków. Nazwiska na tajnej liście rosyjskiego MSW szokują
Skala listy robi wrażenie, ale to nie sama liczba budzi największy niepokój. Wśród poszukiwanych znaleźli się politycy, wojskowi, aktywiści, dziennikarze i blogerzy z wielu państw. Około 800 osób trafiło tam z powodów czysto politycznych – w tym wysoko postawieni ukraińscy oficjele, dowódcy wojskowi oraz europejscy politycy, jak choćby premierka Estonii Kaja Kallas.
Jednak to nie estońska polityk wywołała w Polsce najwięcej poruszenia. Okazuje się bowiem, że Moskwa poszukuje także czterech polskich obywateli, a ich tożsamość rzuca zupełnie nowe światło na metody, jakimi posługuje się Kreml wobec tych, którzy podważają rosyjską narrację historyczną.
Kim są Polacy na celowniku Kremla?
Na liście figurują: Karol Rabenda, były wiceminister aktywów państwowych w rządach PiS, Roman Szełemej, prezydent Wałbrzycha, Karol Nawrocki, prezes Instytutu Pamięci Narodowej, oraz Piotr Hofmański, prezes Międzynarodowego Trybunału Karnego. Trójka pierwszych znalazła się na wykazie najprawdopodobniej dlatego, że brała udział w procesie likwidowania sowieckich pomników i usuwania symboli ZSRR z polskiej przestrzeni publicznej.
Przypadek Hofmańskiego ma zupełnie inny kontekst. Prezes MTK trafił pod lupę Moskwy najpewniej po tym, jak w marcu ubiegłego roku trybunał wydał nakaz aresztowania Władimira Putina. Sam sędzia potwierdził, że sprawa jest mu znana od miesięcy, a służby trybunału w Hadze na bieżąco monitorują sytuację.
Karol Nawrocki również wiedział o swoim statusie, zanim informacja przedostała się do mediów. Rzecznik prasowy IPN Rafał Leśkiewicz wskazał, że już wcześniej zakładano, iż szef Instytutu znajduje się w orbicie zainteresowania rosyjskich służb. Nawrocki od lat otwarcie konfrontuje się z rosyjskimi manipulacjami historycznymi dotyczącymi Polski.
Pomniki, które wciąż drażnią Moskwę
Leśkiewicz przypomniał, że po agresji Rosji na Ukrainę prezes IPN zaapelował do samorządów o usunięcie ostatnich sowieckich obiektów propagandowych – tak zwanych pomników wdzięczności Armii Czerwonej – z polskich miast. Każdemu demontażowi towarzyszyły kampanie informacyjne opisujące fakty związane z wkraczaniem wojsk sowieckich na ziemie polskie w latach 1944–1945: grabieże, gwałty i zbrodnie na ludności cywilnej.
Zdaniem rzecznika IPN reakcja Kremla na te działania wpisuje się w schemat typowy dla państwa totalitarnego i agresywną politykę Putina. Rosja po prostu nie toleruje przypominania niewygodnych faktów. Jedynym zaskoczonym okazał się Karol Rabenda, który przyznał, że nie miał pojęcia o figurowaniu na jakiejkolwiek liście.
Domyśla się jednak, że sprawa wiąże się z wyburzaniem sowieckich monumentów. Fakt, że Moskwa sięga po narzędzia ścigania wobec zagranicznych polityków i urzędników za likwidowanie propagandowych reliktów, pokazuje, jak daleko Kreml gotów jest się posunąć, by chronić własną wersję historii.


