Nikt się tego nie spodziewał. Kiedy informacja ujrzała światło dzienne, internet dosłownie zawrzał. Przez lata krążyły plotki, domysły i teorie, ale brakowało wiarygodnego źródła, które mogłoby je potwierdzić. Teraz wszystko się zmieniło za sprawą człowieka, który przez lata stał na czele jednej z najpotężniejszych służb wywiadowczych na świecie.
Kreml ukrywa prawdę od lat. Były szef brytyjskiego wywiadu właśnie to potwierdził
Sir Richard Dearlove, legenda brytyjskiego wywiadu, postanowił przerwać milczenie. Jego słowa, wypowiedziane w wywiadzie dla brytyjskiego dziennika „The Sun”, zelektryzowały opinię publiczną i wywołały lawinę komentarzy. To, co ujawnił, może zmienić sposób postrzegania rosyjskiej polityki na najwyższych szczeblach władzy.
Sprawa dotyczy bezpośrednio Władimira Putina i metod, jakie Kreml stosuje, by chronić swojego przywódcę. Były szef MI-6 nie owijał w bawełnę i wprost odniósł się do kwestii, którą rosyjskie władze konsekwentnie negują od ponad dwóch dekad. Eksperci od lat analizowali każde publiczne wystąpienie rosyjskiego prezydenta, szukając dowodów na potwierdzenie swoich podejrzeń.
Zabójstwa jako norma – dlaczego ochrona Putina wymaga niezwykłych środków?
Dearlove potwierdził wprost to, co w Moskwie podejrzewano od dawna: Władimir Putin korzysta z usług sobowtórów. Były szef brytyjskiego wywiadu uznał takie rozwiązanie za całkowicie logiczne, biorąc pod uwagę specyfikę rosyjskiej polityki. Jak sam zauważył, zabójstwa stanowią rozpowszechnioną praktykę w rosyjskich kręgach władzy od wielu lat, dlatego używanie dublerów można uznać za niemal standardowy środek bezpieczeństwa dla kogoś na pozycji Putina.
Według Dearlove’a rosyjski przywódca mógłby stać się celem ukraińskich dronów, gdyby tylko siły Kijowa zdołały ustalić jego dokładną lokalizację w określonym czasie. Warto przy tym pamiętać, że sam Putin nie stroni od podobnych metod. Na początku wojny ukraińskie służby rozbiły w Kijowie trzy lub cztery grupy, w tym jedną złożoną z Czeczenów, które Kreml wysłał z misją zamordowania prezydenta Wołodymyra Zełenskiego.
Były szef MI-6 szczegółowo wyjaśnił, w jakich okolicznościach Kreml może wysyłać dublerów zamiast prawdziwego Putina. Chodzi przede wszystkim o wizyty w fabrykach, na placach zabaw czy innych miejscach pod gołym niebem, gdzie prasa obserwuje wydarzenie z pewnej odległości. Na zewnątrz budynków nie sposób mieć pełnej kontroli nad otoczeniem, szczególnie wobec zagrożenia atakiem dronów.
Dearlove zastrzegł jednak, że dublowanie prezydenta nie wchodzi w grę podczas spotkań dyplomatycznych czy ważnych rozmów, ponieważ niezwykle trudno perfekcyjnie naśladować każdy szczegół zachowania Putina, a bliski kontakt mógłby zdemaskować podstęp.
Kreml zaprzecza od 2001 roku, ale Moskwa i tak wie swoje
Rosyjskie władze wielokrotnie dementowały informacje o istnieniu sobowtórów. Pierwsze oficjalne zaprzeczenie pojawiło się już w 2001 roku, podczas pierwszej kadencji Putina na Kremlu. Później sam rosyjski przywódca przyznał, że proponowano mu wówczas korzystanie z dublerów w okresie „walki z terroryzmem”, czyli podczas podbijania Czeczenii.
Jeden z rosyjskich blogerów twierdzi, że w 2010 roku ówczesny szef FSB Nikołaj Patruszew wraz z dwoma innymi osobami przekonał Putina do rozpoczęcia korzystania z dublerów ze względów bezpieczeństwa. W Służbie Bezpieczeństwa Prezydenta powstał podobno specjalny wydział zajmujący się sobowtórami. Wymagania stawiane kandydatom były jednak tak wygórowane, że do 2018 roku udało się znaleźć zaledwie dwóch odpowiednich ludzi.
W czasach ZSRR funkcjonowało powiedzenie: „Wierzę tylko w wiadomości zdementowane”. Dotyczyło ono częstych dementi radzieckiej agencji TASS. Podobna logika obowiązuje dzisiaj – im częściej Kreml zaprzecza istnieniu sobowtórów, tym bardziej opinia publiczna jest przekonana o ich istnieniu. Tylko jesienią 2023 roku rzecznik prasowy Putina aż czterokrotnie zaprzeczał, że prezydent korzysta z dublerów.
Sześciu „pseudo-Putinów” z własnymi pseudonimami i przypisanymi rolami
Różnice w wyglądzie Putina podczas poszczególnych wydarzeń publicznych mocno ugruntowują przekonanie o używaniu dublerów. Szczególnie głośna była jego niespodziewana nocna wizyta w podbitym Mariupolu w marcu 2023 roku. Putin widziany w tym mieście wyglądał na tyle inaczej, że powszechnie uznano go za sobowtóra. Dodatkowo wiadomo, że rosyjski prezydent unika miejsc, gdzie mógłby być narażony na niebezpieczeństwo – a Mariupol z pewnością do takich należał.
Jeszcze przed inwazją na Ukrainę niektórzy mieszkańcy Moskwy twierdzili, że potrafią rozróżnić aż sześciu „pseudo-Putinów”. Nadali im nawet charakterystyczne nazwy. Był więc „Dyplomata”, wykorzystywany do pokazywania się na briefingach i odczytywania przygotowanych tekstów – pojawił się podobno w 2015 roku. Funkcjonował też „Bankietowy”, określany jako przyjemny gość przyjęć, krążący z kieliszkiem szampana i używany do nagrywania materiałów wymagających kontaktu z publicznością.
Wyróżniano również „Goworuna” i „Udmurta”, który miał bardziej wystające kości policzkowe niż oryginał. Jako pierwszy pojawił się podobno „Sinjak”, ale został „usunięty” w 2010 roku po nieudanym występie – nikt jednak nie wyjaśnia, co dokładnie oznacza to sformułowanie.
Przekonanie o istnieniu dublerów zyskało w Moskwie status półoficjalnej teorii spiskowej. Jej zwolennicy uważają, że kandydatom na sobowtórów przeprowadzano operacje plastyczne dla zwiększenia podobieństwa do Putina. Były oficer KGB i rosyjskiego wywiadu Siergiej Żirnow potwierdza istnienie dublerów. Według niego są to oficerowie służb, chronieni tak samo jak prezydent.
Dublerzy techniczni w służbie dyktatora
Określa ich mianem „technicznych dublerów” i wskazuje, że wysyła się ich do Mariupola lub sadza za kierownicą samochodu, jak podczas przejazdu Mercedesem przez Most Krymski w październiku 2022 roku. Żirnow zastrzega jednak, że nikt nie uwierzy w wysłanie sobowtóra na spotkanie z szesnastoma przywódcami państw.
Generał Kyryło Budanow, gdy stał jeszcze na czele ukraińskiego wywiadu wojskowego, twierdził, że Putin ma co najmniej trzech dublerów i można ich łatwo rozpoznać. Poza odciskami palców ludzie posiadają bowiem inne niepowtarzalne cechy, jak kształt uszu – wykorzystywany do identyfikacji przestępców na przełomie XIX i XX wieku – czy wielkość przestrzeni między oczami. Te elementy zdradzają sobowtórów mimo przebytych operacji plastycznych.
Teoria dublerów przeniknęła nawet do rosyjskiej literatury. Emigracyjny wydawca Gieorgij Uruszadze zapowiedział publikację książki „Zwycięstwo będzie nasze” w 2025 roku. Fabuła rozpoczyna się od katastrofy atomowej – Putin wystrzeliwuje rakietę, która eksploduje nad Rosją, bo stamtąd nic nie jest w stanie dolecieć do celu. W dalszej części rosyjski przywódca siedzi na Kremlu ze swoimi sobowtórami, którym zdążyły już wyrosnąć brody i zupełnie nie przypominają oryginału. Historia ma jednak szczęśliwe zakończenie.


