Informacja, która niedawno obiegła media, zelektryzowała miłośników polskiej kinematografii. Jeden z największych serwisów streamingowych na świecie ogłosił projekt, który natychmiast wzbudził kontrowersje wśród fanów rodzimego kina. Reakcje nie kazały na siebie długo czekać, a głosy krytyków i entuzjastów mieszają się w burzliwej dyskusji.
Strasburger przerwał milczenie. Jego słowa o planach Netflixa zaskoczą wielu
Wśród osób, które postanowiły zabrać głos w tej sprawie, znalazła się postać wyjątkowo związana z tematem. Choć przez lata kojarzony głównie jako gospodarz popularnego teleturnieju, ma na swoim koncie kreacje w produkcjach, które zapisały się złotymi zgłoskami w historii polskiej kultury. Jego wypowiedź dla Plejady okazała się zaskakująco szczera i pozbawiona dyplomatycznych ogródek.
Gwiazdor przyznał otwarcie, że czuje się w niezręcznej sytuacji, komentując plany innych twórców. Mimo to zdecydował się podzielić przemyśleniami, które mogą zaskoczyć niejednego widza. Jego argumenty opierają się na wieloletnim doświadczeniu w branży i głębokim szacunku dla dorobku poprzedników.
Netflix sięga po polski klasyk literatury
Gigant streamingowy zapowiedział realizację serialowej adaptacji „Nocy i dni” Marii Dąbrowskiej. W głównych rolach zobaczymy Tomasza Schuchardta jako Bogumiła oraz Jaśminę Polak wcielającą się w Barbarę. Produkcja ma stanowić nowe spojrzenie na losy bohaterów kultowej powieści, którą czytały pokolenia Polaków.
Karol Strasburger, odtwórca roli Józefa Toliboskiego w filmowej wersji z lat siedemdziesiątych, wyraził swoje wątpliwości wobec tego przedsięwzięcia. Aktor podkreślił, że oryginalna ekranizacja Jerzego Antczaka wciąż żyje wśród widzów i jest regularnie emitowana przez stacje telewizyjne. Produkcja ta startowała do Oscara i pozostaje głęboko zakorzeniona w świadomości publiczności.
Gwiazdor cytowany przez Plejadę wskazał na fundamentalny problem nowej adaptacji. Dzieło Antczaka powstawało przez trzy lata przy ogromnych nakładach finansowych, z dbałością o każdy szczegół kostiumowy i scenograficzny. Współczesne produkcje realizowane są znacznie szybciej i przy mniejszych budżetach, co według aktora może przełożyć się na finalną jakość.
Gorzkie słowa o sensie przerabiania arcydzieł
Strasburger zwrócił uwagę na paradoks tworzenia adaptacji literackiej przy jednoczesnej chęci zaprezentowania własnej wizji artystycznej. Jeśli twórcy pragną opowiedzieć historię na swój sposób, być może powinni sięgnąć po inny materiał źródłowy. Porównania z kultowym filmem będą nieuniknione i mogą okazać się bezlitosne dla nowej produkcji.
Gospodarz „Familiady” zaznaczył również, że bohaterowie powieści Dąbrowskiej stanowią wyraźnie określoną parę szukającą swojego szczęścia. Nie sposób nagle uczynić główną postacią kogoś z dalszego planu i opowiedzieć historię zupełnie inaczej. Skoro sięga się po konkretną książkę, przerabianie jej na coś odmiennego mija się z celem.
Aktor podkreślił jednocześnie, że sztuka pozostaje wolna i każdy ma prawo realizować własne pomysły artystyczne. Nie zamierza odmawiać nikomu możliwości tworzenia. Wyraził jednak przekonanie, że istnieją dzieła, które należy pozostawić w spokoju. Oryginalna ekranizacja „Nocy i dni” z niezapomnianą Jadwigą Barańską, Jerzym Bińczyckim, Beatą Tyszkiewicz i Stanisławą Celińską stanowi właśnie taki przypadek. Skoro coś jest dobre, powielanie tego wydaje się pozbawione sensu.


