in ,

Iran znalazł sposób, by uderzyć nas po kieszeni. Ameryka nie wie, co robić

Teheran nie celuje już tylko w bazy wojskowe. Jego nowa broń to ceny paliw, paraliż żeglugi i globalny chaos gospodarczy, który odczuwają miliony ludzi na całym świecie.

atak na iran 2026
Fot. Depositphotos

Dwa tygodnie walk zmieniły nie tylko mapę Bliskiego Wschodu, ale przede wszystkim portfele zwykłych ludzi na każdym kontynencie. Ceny na stacjach benzynowych szybują, rynki finansowe reagują nerwowo, a analitycy z niepokojem śledzą każdy kolejny dzień konfliktu. To, co dzieje się między Waszyngtonem a Teheranem, odbija się dziś na cenach w sklepach od Warszawy po Tokio.

W co gra Iran? Ropy zabraknie, a portfele się kurczą

Pierwsze dni starcia wyglądały dość przewidywalnie. Iran przyjmował amerykańskie i izraelskie ciosy, odpowiadając salwami dronów i rakiet wymierzonych w miasta Izraela oraz bazy USA w regionie. Chodziło o jedno – wyczerpanie wrogowi zapasów pocisków przechwytujących. Cięższe, bardziej niszczycielskie pociski Teheran miał trzymać na później, na drugą fazę konfliktu.

Strategia typowa dla państwa świadomego, że otwartego starcia z supermocarstwem nie wygra. Ale okazało się, że Iran prowadził równocześnie zupełnie inną grę. I to właśnie ta gra może ostatecznie zdecydować o losach całego konfliktu. Skala tego, co Teheran przygotował, zaskoczyła nawet doświadczonych obserwatorów regionu.

Irańskie drony i rakiety uderzyły w instalacje naftowe i gazowe Kataru, Arabii Saudyjskiej oraz Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Zaatakowane zostały też tankowce pływające po Zatoce Perskiej. Przepływ przez Cieśninę Ormuz – kluczowy szlak transportu surowców energetycznych – został praktycznie zablokowany. Ceny ropy natychmiast wystrzeliły w górę.

Donald Trump podczas orędzia o stanie państwa 24 lutego, zaledwie kilka dni przed wybuchem wojny, poświęcił Iranowi zaledwie kilka zdań. Znacznie więcej mówił o cenach benzyny, inflacji i kondycji amerykańskiej gospodarki. Irańskie kierownictwo doskonale to odczytało. Bomby spadające na odległe bazy nie zainteresują przeciętnego Amerykanina. Ale cena galona benzyny na stacji za rogiem – owszem.

I dokładnie tak się stało. Gdy walki objęły cały region Zatoki, ceny energii poszybowały, wywołując wstrząsy na światowych giełdach. Waszyngton ostrzeżenia Teheranu wcześniej zbagatelizował. Brak jakiegokolwiek planu awaryjnego tylko pogłębił narastającą panikę na rynkach.

Nie tylko ropa – paraliż od lotnisk po serwery

Strategia Iranu okazała się szersza, niż ktokolwiek zakładał. Drony i pociski trafiły w centra danych należące do Amazona, sparaliżowały lotnisko w Dubaju i zniszczyły infrastrukturę portową kilku państw Zatoki. Zakłócona żegluga przez Cieśninę Ormuz zatrzymała nie tylko tankowce, ale też kontenerowce przewożące petrochemikalia, nawozy i towary przemysłowe. Uderzenie objęło branże technologiczną, lotniczą i logistyczną jednocześnie.

Geografia działa tu na korzyść Teheranu. Iran panuje nad całym północnym wybrzeżem Zatoki, spoglądając z góry na pola naftowe po drugiej stronie wody i kontrolując wszystko, co tamtędy przepływa. Na drugim końcu Półwyspu Arabskiego sojusznicy Iranu, Huti, kontrolują podejście do Morza Czerwonego i trasę wiodącą ku Kanałowi Sueskiemu. Teheran potrafi więc dusić światowy handel z dwóch stron jednocześnie.

Ludzie, którzy dziś podejmują decyzje w Teheranie, to weterani wojen asymetrycznych prowadzonych w Iraku i Syrii. Drony, rakiety krótkiego zasięgu i miny niszczące tankowce oraz porty działają według tej samej logiki co improwizowane ładunki wybuchowe, które nękały amerykańskich żołnierzy w Iraku. Tyle że skala jest nieporównywalnie większa, a efekty odczuwa cały świat.

Warunki Teheranu i wyścig z czasem

Ataki rakietowe na topniejące izraelskie zapasy pocisków przechwytujących już raz pomogły wymusić zawieszenie broni – gdy USA i Izrael wspólnie uderzyły na Iran w czerwcu 2025 roku. Tym razem sytuacja wygląda inaczej. Iran może prowadzić wojnę gospodarczą znacznie dłużej i przy mniejszym koszcie własnym. Samo wstrzymanie ognia nie rozwiąże problemu, bo firmy, inwestorzy i turyści nie wrócą do państw Zatoki, dopóki będą się obawiać wznowienia działań wojennych.

Irańskie kierownictwo otwarcie deklaruje, że nie zgodzi się na rozejm, jeśli Ameryka nie zrozumie pełnych kosztów gospodarczych tej wojny. Teheran stawia konkretne warunki: międzynarodowe gwarancje suwerenności z udziałem Rosji i Chin, odszkodowania wojenne, weryfikowalne zawieszenie broni w Libanie, porozumienie w sprawie programu nuklearnego – nawiązujące do rozmów genewskich z lutego – oraz zniesienie sankcji.

Presja na Waszyngton rośnie z każdym dniem. Końca walk domagają się państwa Zatoki, kraje azjatyckie, afrykańskie i europejskie – wszystkie odczuwające skutki gospodarcze konfliktu. USA i Izrael zintensyfikowały bombardowania, licząc na złamanie irańskiego oporu.

Teheran odpowiada dalszym duszeniem globalnej gospodarki, przekonany, że Waszyngton prędzej czy później uzna porozumienie polityczne za jedyne wyjście. Irańscy przywódcy postawili wszystko na jedną kartę – weszli do tej wojny z zamiarem, by była ostatnią. Albo ich złamie, albo zmieni warunki, na jakich funkcjonuje ich państwo.

Źródło: FT

marta nieradkiewicz wiek

Kim jest Marta Nieradkiewicz? Aktorka się przyznała. Dopadła ją ciężka choroba

Fot. Wojciech Olkuśnik/East News

POLSKA ZBROJNA już w Sejmie. Program SAFE uratowany? Rząd omija weto