Fundacja po DRUGIE prowadzi jedyny w kraju Dom dla Młodzieży w kryzysie bezdomności. — Młodzi dorośli, tuż po 18. roku życia, to grupa, która funkcjonuje poza systemem — mówi w rozmowie z Onetem Agnieszka Sikora, założycielka Fundacji.
Młodych bezdomnych jest dużo więcej niż mówią statystyki
Według najnowszych danych Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, w Polsce żyje co najmniej 31 tys. osób w kryzysie bezdomności. W ciągu ostatnich pięciu lat liczba młodych dorosłych (18–25 lat) doświadczających bezdomności wzrosła o ponad 200 osób i wynosi obecnie 1020. Eksperci podkreślają jednak, że rzeczywista skala zjawiska jest znacznie większa, ponieważ młodzi często ukrywają swój problem — nocują u znajomych, w opuszczonych domach lub na stacjach kolejowych.
– Młodzież ma inne sposoby radzenia sobie z bezdomnością i nie ma jej w tych miejscach, w których wiemy, że są inni bezdomni. Jest bardzo mobilna i często rozwiązuje problem bezdomności, chociażby nocując na kanapie u kolegi – tłumaczy Agnieszka Sikora z Fundacji po DRUGIE.
Historie Oli i Roksany pokazują, że bezdomność wśród młodych nie wynika z wyboru, lecz z braku wsparcia i trudnych doświadczeń rodzinnych. Ola, 19-latka, po śmierci ojca stała się ofiarą przemocy domowej ze strony matki.
– Dostałam klucze do starego rodzinnego domu bez prądu i ogrzewania. W ostatnie mrozy w środku było –11 stopni. To była moja jedyna opcja. Czasem chodziło się po koleżankach, spało po stacjach – wspomina w rozmowie z Onetem. Ostatecznie została sama, bez możliwości ukończenia szkoły i stałego miejsca zamieszkania
21-letnia Roksana także została bez opieki po śmierci babci. Mieszka w domu bez ogrzewania i ciepłej wody. – Mamę nie obchodzi, że tu jestem, chyba jest jej wygodniej beze mnie – wyznaje. Obie dziewczyny zgłosiły się po pomoc do Fundacji po DRUGIE.
System nie zauważa młodych dorosłych
Jak podkreśla Agnieszka Sikora, system opieki w Polsce nie przewiduje szczególnego wsparcia dla osób w wieku 18–21 lat, które opuszczają domy dziecka, placówki resocjalizacyjne lub doświadczają przemocy w rodzinie. – 18-, 19- czy 20-latek, który doświadcza bezdomności, w Polsce nie istnieje. Nie mamy żadnych rozwiązań – podkreśla Sikora. Brak wsparcia prowadzi do sytuacji, w której młodzi, pozbawieni podstawowych umiejętności życiowych i zaplecza finansowego, trafiają na ulicę lub do opuszczonych budynków.
„Wyp***dalaj z domu” – te słowa usłyszała od własnej matki. Miała 19 lat i właśnie straciła wszystko
19-letnia Ola w środku zimy została bez dachu nad głową. Jej historia to tylko wierzchołek góry lodowej – tysiące młodych Polaków znika z systemu pomocy, a państwo udaje, że ich nie widzi. Niektóre historie zaczynają się tak cicho, że nikt ich nie słyszy. Przez lata nikt nie reagował, nikt nie pytał, nikt nie wyciągał ręki. A potem nagle wszystko eksploduje i młody człowiek zostaje sam – bez pieniędzy, bez wykształcenia, bez jakiejkolwiek nadziei na normalność. Dokładnie tak wyglądało życie Oli, która dziś ma zaledwie 19 lat i od miesięcy nie ma stałego miejsca zamieszkania.
Jej przypadek nie jest odosobniony. Fundacja po DRUGIE, jedyna w Polsce organizacja kompleksowo zajmująca się młodzieżą w kryzysie bezdomności, alarmuje – skala problemu rośnie z roku na rok, a system pomocy społecznej całkowicie ignoruje istnienie tej grupy. Młodzi dorośli tuż po osiemnastych urodzinach wypadają z wszelkich statystyk i programów wsparcia.
Minus jedenaście stopni w środku domu
Historia Oli mogłaby posłużyć za scenariusz dramatycznego filmu. Dopóki żył jej ojciec, chronił dzieci przed agresją. Po jego śmierci matka poczuła, jak to określa sama Ola, „wolność” – zaczęły się regularne pobicia i przemoc psychiczna. Dziewczyna doznała złamania ręki i nogi. Codzienne znęcanie się doprowadziło ją do samookaleczania.
Szkoła widziała wszystko – i nie robiła nic. Wychowawczyni Oli stwierdziła, że nastolatka po prostu chce być „modna jak inni”, bagatelizując wyraźne sygnały o przemocy domowej. Dopiero w szkole zawodowej ktoś w końcu zgłosił sprawę odpowiednim instytucjom. Do osiemnastych urodzin Ola przebywała w placówce opiekuńczo-wychowawczej.
Rodzina jednak nie odpuściła – wywierała presję, by wróciła do domu i opiekowała się chorą na cukrzycę matką z problemami neurologicznymi. W dniu osiemnastych urodzin Ola przekroczyła próg rodzinnego domu i natychmiast została zwyzywana przez rodzeństwo. Twierdzili, że przesadza z tą przemocą. Gdy pokazała im nagranie zachowania matki, usłyszała, że dobrze, iż taka jest, bo dzięki niej będzie „twarda”.
Albo szkoła, albo opieka nad matką
Sytuacja szybko stała się nie do zniesienia. Osiemnastolatka została sama ze schorowaną kobietą, która wymagała całodobowej opieki. Rodzeństwo – dwie starsze siostry i brat – konsekwentnie odmawiało jakiejkolwiek pomocy. Ola wielokrotnie błagała, by ktoś przyjechał choć na kilka godzin, żeby mogła wyjść na spacer z psem. Nikt nie reagował.
Matka dodatkowo szantażowała córkę, zabraniając jej chodzić do szkoły. Wybór był prosty i brutalny – nauka albo dach nad głową. Pewnego dnia padły słowa, które wszystko zakończyły. Matka kazała jej „wyp***dalać”. Ola wstała i wyszła z zamiarem, że nigdy nie wróci. Dwie godziny później zadzwoniła siostra z informacją, że matka się przewróciła i potrzebuje pomocy. Dziewczyna wróciła – po raz ostatni.
Gdy matka trafiła do Domu Pomocy Społecznej, Ola została na ulicy. Zaczęło się tułanie – noce u koleżanek, drzemki na stacjach kolejowych, godziny spędzone w centrach handlowych. Na chwilę znalazła schronienie u siostry ciotecznej, ale historia się powtórzyła. Wyszła załatwić sprawę związaną z pracą, a w odpowiedzi dostała SMS: „Jesteś już dorosła, nie wracaj”.
Termometr pokazał minus jedenaście
Siostra dała jej w końcu klucze do starego, opuszczonego domu rodzinnego. Teoretycznie miała dach nad głową – praktycznie trafiła do lodówki. Budynek nie miał prądu ani ogrzewania. Gdy na początku stycznia przez Polskę przetoczyła się fala mrozów, temperatura wewnątrz spadła do minus jedenastu stopni Celsjusza. Ola sama nie wie, jak to przetrwała.
Jej matka i siostrzenica zadzwoniły w tym czasie tylko raz – żeby pośmiać się z tego, że jest bezdomna. „Ja nie mam rodziny” – mówi dziś dziewczyna w rozmowie z Onetem. Podobną historię ma 21-letnia Roksana. Po śmierci babci, która jako jedyna się nią zajmowała, została w domu bez ogrzewania i ciepłej wody. Matka, jak sama przyznaje, prawdopodobnie cieszy się, że córki nie ma w pobliżu – jej ulubioną rozrywką było chodzenie po znajomych i melinach.
Obie kobiety trafiły do Fundacji po DRUGIE, która prowadzi jedyny w Polsce Dom dla Młodzieży w kryzysie bezdomności. Placówka mieści się na warszawskim Wawrze i może przyjąć czternaście osób. Choć teoretycznie przeznaczona jest dla osób od osiemnastu do dwudziestu pięciu lat, największą grupę stanowią najmłodsi – między osiemnastym a dwudziestym pierwszym rokiem życia.
Tysiąc dwadzieścia oficjalnie, tysiące w ukryciu
Według badania przeprowadzonego w lutym 2024 roku przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, w Polsce żyje co najmniej 31 042 osoby w kryzysie bezdomności. W grupie wiekowej od osiemnastu do dwudziestu pięciu lat odnotowano 1020 takich osób – o ponad dwieście więcej niż w 2019 roku, kiedy było ich 784. Te liczby jednak drastycznie zaniżają rzeczywistość.
Bezdomność wśród młodzieży przybiera bowiem formę ukrytą. Młodzi ludzie nie śpią na ławkach w parkach ani pod mostami – koczują u znajomych, w opuszczonych budynkach, centrach handlowych. Jak tłumaczy Agnieszka Sikora, młodzież ma inne sposoby radzenia sobie z brakiem dachu nad głową i nie przebywa w miejscach typowych dla starszych bezdomnych. Jest bardzo mobilna, często rozwiązuje problem nocując na kanapie u kolegi.
Kim są ci młodzi ludzie? Wbrew stereotypom to nie osoby z marginesu społecznego. Uciekają przed przemocą domową, konfliktami rodzinnymi, alkoholizmem bliskich. Wielu z nich właśnie opuściło domy dziecka lub placówki resocjalizacyjne – brakuje im podstawowych umiejętności życiowych. Nie wiedzą, jak zarządzać budżetem, znaleźć pracę czy wynająć mieszkanie. Nigdy nie mieszkali w czystym pokoju, nie znają rytmu normalnego dnia, nie stosowali się do żadnych zasad. I nagle zostają z tym wszystkim sami.
Jedyna taka fundacja w Polsce
Fundacja po DRUGIE powstała 5 maja 2011 roku. Początkowo koncentrowała się na młodzieży opuszczającej placówki resocjalizacyjne – młodzieżowe ośrodki wychowawcze i zakłady poprawcze. Z czasem rozszerzyła działalność na walkę z bezdomnością wśród młodych dorosłych. Przez lata rozwijała mieszkania treningowe – bezpieczne przestrzenie, gdzie podopieczni uczą się samodzielności.
Okazało się jednak, że to nie wystarcza. Część osób nie była gotowa na samodzielne życie i odpowiedzialność, która się z tym wiąże. Potrzebne było miejsce dające coś więcej – doświadczenie prawdziwego domu, relacji, opieki, troski, poczucia bezpieczeństwa. Miejsce, gdzie młodzi ludzie mogą być czasem rozpieszczeni, ale poznają też granice.
Agnieszka Sikora zwraca uwagę na jeszcze jeden problem – ignorancję ze strony szkół. Wielu nauczycieli szuka pomocy dla uczniów w potrzebie, zdarzają się nawet przypadki osobistego przywożenia podopiecznych do fundacji. Niestety większość pedagogów woli nie widzieć sygnałów ostrzegawczych. Bo jak się zobaczy problem, trzeba będzie się nim zająć.
Tymczasem w Domu dla Młodzieży na Wawrze trafiają dzieci, które teoretycznie miały rodziny – ale te rodziny były domami tylko z nazwy. Są też wychowankowie rodzin adopcyjnych z traumatycznymi doświadczeniami z przeszłości, których żadna terapia nie jest w stanie całkowicie wymazać. Ci ostatni paradoksalnie najczęściej wciąż mogą liczyć na wsparcie swoich rodziców adopcyjnych.


