in ,

Olimpijczyk pracował 42 lata. Gdy zobaczył kwotę emerytury, nie wierzył oczom

Były reprezentant Polski, który przez dekady poświęcał się sportowi i pracy zawodowej, otrzymał od ZUS emeryturę zbliżoną do minimalnej. Jego historia obnaża poważną lukę w systemie.

świadczenie wspierające 2024 wniosek pdf
Fot. Depositphotos; ZUS

Niewiele osób spodziewałoby się, że wieloletnia służba krajowi na arenach sportowych całego świata może zakończyć się finansowym rozczarowaniem. Tymczasem historia, która wstrząsnęła opinią publiczną, dotyczy człowieka z ponad czterdziestoletnim stażem pracy. Sportowca, który startował w barwach biało-czerwonych, a po przejściu na emeryturę usłyszał od ZUS kwotę, która odebrała mu mowę.

Olimpijczyk przepracował ponad 42 lata. Gdy zobaczył kwotę emerytury, nie wierzył własnym oczom

Sprawa szybko zyskała rozgłos, bo nie chodzi o jednostkowy przypadek. Okazuje się, że dziesiątki byłych reprezentantów Polski – ludzi, którzy treningi i zawody traktowali jak pełnoetatową pracę – znalazło się w niemal identycznej sytuacji. Mechanizm, który do tego doprowadził, sięga kilku dekad wstecz i ma korzenie w systemie, którego oficjalnie dawno już nie ma.

Mężczyzna nie zamierzał się pogodzić z decyzją urzędników. Postanowił walczyć o swoje prawa, a jego determinacja zaprowadziła go znacznie dalej, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Zanim jednak poznamy szczegóły tej batalii, warto zrozumieć, dlaczego problem dotyka akurat sportowców z tamtej epoki.

Stypendium zamiast pensji – pułapka rodem z PRL

Źródło problemu tkwi w sposobie wynagradzania zawodników w czasach Polski Ludowej. Sportowcy wyczynowi utrzymywali się głównie ze stypendiów przyznawanych przez państwo lub macierzyste kluby. Choć kwoty te stanowiły ich jedyny dochód, nie podlegały obowiązkowi odprowadzania składek emerytalnych. Lata intensywnych treningów i startów międzynarodowych po prostu nie istnieją w oczach systemu ubezpieczeń społecznych.

Dodatkową komplikację stanowiło tzw. fikcyjne zatrudnienie. Wielu zawodników figurowało formalnie jako pracownicy różnych zakładów, choć faktycznie zajmowali się wyłącznie sportem. Istniejące świadectwa pracy nie szły w parze z realnymi wynagrodzeniami ani składkami przekazywanymi do systemu. ZUS konsekwentnie odmawia więc uwzględniania tych okresów przy wyliczaniu świadczeń.

Ta systemowa luka sprawiła, że ludzie, którzy poświęcili najlepsze lata życia reprezentowaniu kraju, otrzymują dziś emerytury oscylujące wokół kwot minimalnych. Wielu z nich uważa takie traktowanie za głęboko niesprawiedliwe i szuka pomocy w sądach.

Kajakarz z Moskwy kontra ZUS – sprawa, która zmieniła wszystko

Jednym z najbardziej znanych przypadków jest historia Andrzeja Klimaszewskiego – kajakarza, który startował na igrzyskach olimpijskich w Moskwie w 1980 roku. Przez dwanaście lat reprezentował Polskę, a po zakończeniu kariery otrzymał świadczenie niewiele przewyższające minimum. Sportowiec otwarcie mówił mediom, że przez cały okres startów w kadrze narodowej stypendium stanowiło jego wyłączne źródło utrzymania, a mimo to sąd okręgowy nie uznał tych kwot za podstawę do naliczenia składki.

Klimaszewski nie jest odosobnionym przypadkiem. Podobne doświadczenia mają inni kajakarze – Tomasz Świerczyński i Waldemar Merk – również wieloletni reprezentanci kraju na zawodach najwyższej rangi. Ich kariery sportowe nie przełożyły się na godne zabezpieczenie na starość.

Przełom nastąpił w 2022 roku, gdy spór kajakarzy z ZUS dotarł aż do Sądu Najwyższego. Ten stanął po stronie sportowców i orzekł, że stypendia powinny być brane pod uwagę przy ustalaniu wysokości emerytury – nawet wobec braku odprowadzanych składek. Sąd podkreślił, że po przeliczeniu na współczesne realia ówczesne stypendia odpowiadały kwocie rzędu ośmiu do dwunastu tysięcy złotych miesięcznie.

Wyrok jest, ale problem wciąż zostaje

Mimo korzystnego orzeczenia Sądu Najwyższego sytuacja wielu byłych sportowców wciąż pozostaje nierozwiązana. Główną przeszkodą jest brak dokumentacji. Część zawodników nie dysponuje żadnymi dowodami potwierdzającymi pobieranie stypendiów sprzed kilkudziesięciu lat. Polski Związek Kajakowy deklaruje, że jest w stanie poświadczyć jedynie sam fakt przynależności do kadry narodowej oraz udziału w igrzyskach olimpijskich i mistrzostwach świata.

To oznacza, że droga do przeliczenia emerytury pozostaje dla wielu zamknięta – nie z powodu braku podstaw prawnych, lecz przez brak kartek papieru. System, który dekady temu nie zadbał o właściwe ewidencjonowanie dochodów sportowców, teraz obciąża ich konsekwencjami własnych zaniedbań.

Historia Klimaszewskiego i jego kolegów z kadry kajakarskiej obnażyła mechanizm, o którym przez lata nikt głośno nie mówił. Orzeczenie Sądu Najwyższego dało nadzieję, ale dla wielu byłych olimpijczyków walka o godną emeryturę wciąż trwa.

Źródło: Goniec Sport

safe co to znaczy w polityce

Wiemy, co Nawrocki zrobi z SAFE. Pilny komunikat z Pałacu Prezydenckiego

rakieta balistyczna co to

PILNY KOMUNIKAT. „Pocisk balistyczny z Iranu wszedł w naszą przestrzeń powietrzną”