Luty przyniósł dane, które na pierwszy rzut oka wywołały niemałe poruszenie wśród analityków. Deficyt budżetowy wystrzelił do poziomów niewidzianych od wielu miesięcy, a dochody podatkowe zjechały do wartości nienotowanych od blisko dekady. Ale zanim zaczną się czarne scenariusze – warto wiedzieć, co tak naprawdę stoi za tymi liczbami. Bo część wyjaśnień jest zaskakująco prozaiczna.
Deficyt bije rekordy, VAT w dołku. Budżet ledwo zipie
Deficyt budżetu państwa w lutym wyniósł 44,8 mld złotych – najwyżej od grudnia 2024 roku. Przez cały ubiegły rok żaden miesiąc nie przyniósł tak głębokiego minusa. Problemem nie były tym razem wydatki, które rosły w normalnym tempie. Winę ponoszą dochody – niższe aż o 20 procent rok do roku. Wpływy z podatków skurczyły się o 23 procent do zaledwie 18,7 mld złotych, osiągając poziom niewidziany od grudnia 2016 roku.
Największa dziura pojawiła się w VAT – dochody z tego podatku stopniały o 25 procent. Resort finansów tłumaczy to splotem dwóch okoliczności: styczeń był sztucznie wysoki przez VAT od zakupów militarnych rozliczanych pod koniec 2024 roku, a lutowy odczyt obciążył gwałtowny spadek produkcji przemysłowej o 1,5 procent i budowlanej o 12,8 procent – wywołany przez mroźną zimę w styczniu. Nie wszystko jednak wygląda źle: CIT wzrósł o 25 procent, akcyza o 28 procent.
W skali ostatnich dwunastu miesięcy deficyt urósł do 288 mld złotych, ale wciąż jest poniżej rekordowego poziomu 314 mld złotych z listopada ubiegłego roku. Wydatki ogółem sięgają 885 mld złotych, z czego 78 mld pochłania obsługa długu – to niecałe 9 procent całości.
Inflacja daje wytchnienie, ropa psuje nastrój
Na tym tle jedna informacja wyróżnia się pozytywnie: inflacja bazowa w Polsce spadła do 2,5 procent – najniżej od października 2019 roku. To wskaźnik liczony bez cen żywności, energii i paliw, pokazujący kondycję reszty gospodarki. Trafił dokładnie w cel inflacyjny NBP. Problem w tym, że zbiegło się to z kryzysem paliwowym.
Konflikt w rejonie Zatoki Perskiej zablokował Cieśninę Ormuz i zatrzymał morski eksport ropy. Baryłka Brent kosztuje już 104 dolary. Orlen podnosi ceny hurtowe każdego dnia – benzyna 95 to 5,56 zł netto (blisko 6,84 zł z VAT), diesel przekroczył 6,58 zł netto, czyli ponad 8 złotych z podatkami. W tej sytuacji inflacja bazowa staje się kluczowym narzędziem obserwacyjnym dla RPP. Jeśli droga ropa zacznie przenosić się na ceny innych towarów i usług, bank centralny stanie przed trudnym pytaniem o podwyżki stóp. Jeśli szok paliwowy pozostanie odizolowany – presja zelżeje.
ETS i OKI – co jeszcze zmienia się w regulacjach
W Brukseli zbliża się szczyt, na którym unijni liderzy mają dyskutować o systemie ETS – mechanizmie wymuszającym zakup pozwoleń na emisję CO2. Szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen zapowiedziała, że system wymaga „dostosowania do nowych realiów”. Cena pozwoleń już zdążyła spaść o 25 procent w ciągu dwóch miesięcy – ze 90 do 67 euro za tonę – jakby rynek wyprzedził decyzje polityków.
Włochy i polski prezydent wprost postulują zawieszenie systemu. Von der Leyen proponuje ostrożniejsze korekty: więcej bezpłatnych pozwoleń dla przemysłu i lepszą kontrolę wahań cen. Osobno rząd opublikował zaktualizowany projekt ustawy o Osobistych Kontach Inwestycyjnych, które mają ruszyć od stycznia 2027 roku.
Aktywa do 100 tysięcy złotych będą zwolnione z podatku – ale waloryzacja tego progu o inflację zacznie obowiązywać dopiero od 2030 roku. Podatek od kwot powyżej progu będzie wyliczany jako 19 procent głównej stopy NBP, a jego ostateczna wysokość będzie ogłaszana co roku najwcześniej w listopadzie.


