Polityczna burza, która rozpętała się w poniedziałek, zaskoczyła nawet zaprawionych obserwatorów. Premier Donald Tusk niespodziewanie zaatakował środowisko PiS i Karola Nawrockiego, stawiając im zarzut, który w polskiej debacie pojawia się rzadko.
Tusk uderza w PiS: „Chcą nas wciągnąć w wojnę”. Kulisy ostrego starcia o Iran
Wszystko zaczęło się od niedzielnej wypowiedzi Marcina Przydacza, szefa Prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej, w Polsat News. Przydacz odniósł się do blokady cieśniny Ormuz przez Iran i oczekiwań Donalda Trumpa wobec sojuszników. Stwierdził, że Polska nie powinna angażować się militarnie, ale zachodni partnerzy z odpowiednią flotą mogliby wesprzeć Amerykanów.
Przydacz argumentował dwutorowo: wskazywał na interes ekonomiczny, bo odblokowanie cieśniny oznaczałoby spadek cen energii, ale przywoływał też solidarność euroatlantycką. Sam jednak podkreślił, że ani prezydent, ani większość Polaków nie chce takiego zaangażowania. Ta wypowiedź mogła wydawać się wyważona, ale w Kancelarii Premiera odczytano ją inaczej.
Kontratak premiera
Donald Tusk zareagował błyskawicznie. Na platformie X napisał, że środowisko PiS i Nawrockiego dąży do wplątania Polski w bliskowschodni konflikt. Dodał, że na to nie pozwoli, a oponentom przydałby się – jak to ujął – kubeł zimnej wody na głowę.
Premier już 17 marca, przed posiedzeniem rządu, wykluczył wysłanie polskich wojsk do Iranu – lądowych, powietrznych i morskich. Podkreślił, że Polska ma inne zobowiązania w ramach NATO i sojusznicy to akceptują. Konflikt irański nie zagraża bezpośrednio polskiemu bezpieczeństwu.
Tło, które zmienia wszystko
Kontekst sporu jest dramatyczny. 28 lutego Izrael wspólnie ze Stanami Zjednoczonymi przeprowadził naloty na Iran. Zginął najwyższy przywódca Ali Chamenei i inni prominentni przedstawiciele reżimu. Teheran odpowiedział atakami na amerykańskie bazy w regionie i na Izrael, a następnie zablokował cieśninę Ormuz – strategiczny szlak morski dla globalnego transportu surowców energetycznych.
Na tym tle wymiana ciosów między Tuskiem a PiS nabiera zupełnie innego wymiaru. Stawką nie jest już krajowa rywalizacja, ale pytanie o granice polskiego zaangażowania w konflikty daleko od własnych granic.


