Świat polskich mediów pogrążył się w smutku. Przez dekady jego nazwisko otwierało drzwi największych redakcji w kraju, a w czasach, gdy inni woleli milczeć, wybierał ryzyko i bunt. Dziś bliscy, koledzy z branży i samorządowcy żegnają postać, której biografia mogłaby z powodzeniem posłużyć za scenariusz filmu o najnowszej historii Polski.
Odszedł człowiek, który walczył z komuną i rządził mediami. Polska traci legendę dziennikarstwa
O odejściu znanego dziennikarza poinformował publicznie Arkadiusz Chęciński, prezydent Sosnowca. Wiadomość trafiła do mediów społecznościowych i błyskawicznie obiegła branżowe środowisko. Maciej Wojciechowski miał 62 lata i przez większość zawodowego życia związany był z najważniejszymi tytułami prasowymi oraz telewizją publiczną. Jego śmierć poruszyła zarówno kolegów po fachu, jak i polityków różnych opcji.
Samorządowcy z Zagłębia przekazali, że ostatnie miesiące życia dziennikarza naznaczyła ciężka choroba. To właśnie ona okazała się bezpośrednią przyczyną zgonu. Rodzina zmarłego otrzymała oficjalne wyrazy współczucia od przedstawicieli środowiska medialnego. Lokalni politycy również wystosowali kondolencje.
Postać Macieja Wojciechowskiego trudno opisać jednym zdaniem. Łączył w sobie cechy zaangażowanego społecznika i twardego menedżera mediów. Mało kto wie, że zanim zaczął kierować redakcjami, ryzykował własną wolnością. Jego życiorys to jeden z tych, które warto przypominać młodszym pokoleniom.
Środowisko dziennikarskie pożegnało go z wyraźnym żalem. Wielu kolegów podkreślało jego konsekwencję i wierność zasadom. Branża traci postać, która kształtowała oblicze polskich mediów przez ponad trzy dekady. Ten dorobek pozostanie trudny do powtórzenia.
Maciej Wojciechowski nie żyje. Buntownik z czasów PRL
Lata osiemdziesiąte zastały Wojciechowskiego w szeregach opozycji antykomunistycznej. Kolportował podziemną prasę, w tym wydawnictwa „Solidarności Walczącej” i „Tygodnik Mazowsze”. Wiosną 1982 roku, krótko po zatrzymaniu opozycjonistów, wziął udział w odwetowej akcji w Opolu. Razem z dwoma kompanami obrzucił kamieniami willę szefa wojewódzkiej milicji.
Sprawa zakończyła się procesem przed sądem wojskowym. Wyrok skazujący skierował go do zakładu poprawczego, choć karę zawieszono. Mimo represji nie wycofał się z działalności podziemnej. Kierował Organizacją Młodzieżową KPN Strzelec i działał w Niezależnym Zrzeszeniu Studentów.
Po przemianach ustrojowych nadal angażował się politycznie. W 1996 roku współzakładał katowicki oddział Ligi Republikańskiej. Rok później wstąpił do Stowarzyszenia Pokolenie. W latach 2001–2004 zasiadał w Radzie Politycznej Prawa i Sprawiedliwości.
Państwo doceniło jego zasługi w walce o wolność. Prezydent RP nadał mu w 2010 roku Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski. Dziewięć lat później dołączył do tego Krzyż Wolności i Solidarności. Te odznaczenia stały się oficjalnym potwierdzeniem długoletniego zaangażowania.
Szefował największym redakcjom prasowym i telewizyjnym
Karierę dziennikarską rozwijał równolegle z aktywnością społeczną. W latach dziewięćdziesiątych kierował kolejno „Dziennikiem Łódzkim” oraz „Dziennikiem Zachodnim”. Obie funkcje pełnił jako redaktor naczelny. Już wtedy zyskał reputację skutecznego zarządcy redakcji.
Najdłużej związany był jednak z Telewizją Polską. Katowickim ośrodkiem TVP kierował aż dwukrotnie, w latach 2004–2006 oraz 2018–2022. Podczas drugiej kadencji śląska stacja znacząco zwiększyła produkcję programów dla anten ogólnopolskich. To jeden z wymiernych efektów jego pracy.
Pomiędzy tymi okresami trafił do centrali. Od września 2006 do 2007 roku odpowiadał za TVP1, czyli telewizyjną Jedynkę. Później pracował również jako doradca zarządu spółki. Jego doświadczenie wykraczało więc poza ramy regionalnego zarządzania.
Dorobek publicystyczny dopełniła książka napisana wspólnie z dziennikarką Anitą Gargas. Publikacja z 1991 roku traktowała o partiach politycznych w Polsce. Od 2007 roku angażował się także w działalność edukacyjną. Pełnił wówczas funkcję wiceprezesa zarządu Fundacji Edukacja bez Granic.


