Jeszcze nie opadły emocje po krakowskim referendum, a politycy największych partii zaczęli traktować wynik głosowania jak zapowiedź dużo większej politycznej batalii. W poniedziałkowy poranek padły słowa, które natychmiast wywołały lawinę komentarzy.
Kraków odwołał prezydenta. PiS już uderza w Tuska
Niedzielne referendum w Krakowie zakończyło się wynikiem, który natychmiast odbił się szerokim echem w krajowej polityce. Mieszkańcy zdecydowali o odwołaniu Aleksandra Miszalskiego z funkcji prezydenta miasta. Frekwencja wyniosła 29,99 proc., co pozwoliło przekroczyć wymagany próg ważności głosowania. Za odwołaniem włodarza opowiedziało się 171 581 osób, przeciw było 3 631 mieszkańców.
Nieco inaczej wyglądała sytuacja w przypadku Rady Miasta Krakowa. Tam frekwencja okazała się zbyt niska, by referendum mogło przynieść skutek. Oznacza to, że radni zachowali swoje mandaty i nadal będą sprawować funkcje. Sam wynik głosowania pokazał jednak ogromną mobilizację przeciwników prezydenta miasta.
Aleksander Miszalski odniósł się do decyzji mieszkańców już po ogłoszeniu oficjalnych rezultatów. Podkreślił, że przyjmuje wynik referendum z szacunkiem i zaapelował o zakończenie politycznych podziałów. Zwrócił uwagę, że Kraków powinien ponownie stać się wspólnotą mimo ostrych sporów ostatnich miesięcy. Były już prezydent zaznaczył również, że wszystkim powinno zależeć na dobru miasta.
Wynik referendum błyskawicznie został jednak wciągnięty do ogólnopolskiej politycznej rozgrywki. Politycy PiS zaczęli przedstawiać wydarzenia w Krakowie jako sygnał szerszej zmiany nastrojów społecznych. W partii Jarosława Kaczyńskiego pojawiły się nawet porównania do przyszłych wyborów parlamentarnych. Krakowskie głosowanie stało się dla prawicy symbolicznym argumentem w walce z rządem Donalda Tuska.
Czarnek ruszył do ofensywy
Już w poniedziałek rano w Krakowie pojawił się Przemysław Czarnek. Towarzyszyła mu między innymi Beata Szydło oraz grupa polityków PiS. Podczas konferencji prasowej politycy nie ukrywali satysfakcji z wyniku referendum. Wystąpienia szybko przerodziły się w mocne polityczne deklaracje wymierzone w obóz rządzący.
Przemysław Czarnek przekonywał, że mieszkańcy Krakowa ukarali władzę, która jego zdaniem nie słuchała obywateli. Kandydat PiS na premiera stwierdził również, że podobny los może spotkać Donalda Tuska. Według niego referendum ma być początkiem politycznej fali, która obejmie całą Polskę. Polityk sugerował, że wydarzenia z Krakowa są początkiem poważniejszych zmian na krajowej scenie.
W podobnym tonie wypowiadała się Beata Szydło. Była premier oceniła, że mieszkańcy usunęli złego gospodarza miasta i powinni zrobić to samo wobec obecnej koalicji rządzącej. Politycy PiS wyraźnie próbowali nadać lokalnemu referendum wymiar ogólnokrajowy. Kraków stał się dla nich politycznym symbolem i narzędziem do ataku na rząd.
Entuzjazm przy Nowogrodzkiej może jednak okazać się przedwczesny. Odwołanie urzędującego prezydenta nie oznacza automatycznie sukcesu kandydata PiS w przyszłych wyborach. Przed Krakowem dopiero kampania i wybór nowego włodarza miasta. Już teraz zainteresowanie startem ogłosili Marian Banaś oraz Bartosz Bocheńczak z Konfederacji.


