Poranny spokój w centrum Katowic został brutalnie przerwany tuż przed piątą rano. To, co wydarzyło się 23 października 2014 roku, na długo pozostało w pamięci nie tylko mieszkańców śląskiej stolicy, ale całej Polski. Potężna eksplozja doszczętnie zniszczyła trzy kondygnacje kamienicy przy ulicy Chopina, zamieniając ją w stertę gruzu i ruin.
Tragedia, która wstrząsnęła polskimi mediami. Zginęli wraz z dwuletnim synkiem
Gdy na miejsce dotarły pierwsze ekipy ratunkowe, obraz był przerażający. Języki ognia szalały wokół zniszczonego budynku, a strażacy rozpoczęli desperacką walkę z czasem. W kamienicy w momencie wybuchu przebywało 21 osób. Niemal wszystkie udało się uratować. Niemal wszystkie.
Wiadomość o tragedii błyskawicznie obiegła redakcje mediów w całym kraju. Jeszcze nikt nie wiedział, jak dramatyczny będzie finał tej historii. Akcja ratunkowa trwała w najlepsze, a na miejscu pojawiali się dziennikarze i reporterzy z różnych stacji. W ich oczach widać było coś więcej niż profesjonalne zaangażowanie – był w nich niepokój i strach.
Godziny mijały nieubłaganie, a nadzieja topniała z każdą chwilą. Strażacy przeszukiwali gruzowisko cegła po cegle, ciężki sprzęt niestrudzenie usuwał kolejne tony gruzu. Brakowało trojga mieszkańców – reportera „Faktów” TVN Dariusza Kmiecika, jego żony Brygidy Frosztęga-Kmiecik, dziennikarki TVP Katowice, oraz ich dwuletniego synka Remka.
Tuż przed północą nadzieja zgasła definitywnie. Ratownicy odnaleźli ciała wszystkich trzech poszukiwanych. O godzinie 2:16 nadeszło oficjalne potwierdzenie – rodzina nie żyje. Dariusz i Brygida mieli zaledwie po 33 lata. Przed nimi było całe życie, kariera, wychowywanie syna.
Dramat był tym większy, że Brygida zaledwie tydzień wcześniej odbierała nagrodę na Przeglądzie i Konkursie Dziennikarskim Oddziałów Terenowych TVP za cykl reportaży o równouprawnieniu w rodzinie. Nikt wówczas nie przypuszczał, że jej własna rodzina przestanie istnieć w tak tragicznych okolicznościach. Śledztwo wykazało później, że za wybuchem stał jeden z mieszkańców kamienicy, który umyślnie uszkodził instalację gazową w swojej łazience. Mężczyzna zmarł kilka tygodni później w Centrum Leczenia Oparzeń, co uniemożliwiło jego przesłuchanie i zmusiło prokuraturę do umorzenia sprawy.
Łzy kolegów z redakcji
Kamila Rachwalska, wówczas reporterka Superstacji, wspominała później, że relacjonowała wydarzenia na żywo, stojąc w deszczu razem z innymi dziennikarzami. O śmierci Dariusza, Brygidy i małego Remka dowiedziała się podczas swojej relacji. Pracowała obok przyjaciół i koleżanek zmarłych, wszyscy mieli łzy w oczach.
Justyna Pochanke, prowadząc tego dnia „Fakty” TVN, informowała widzów o tragedii dotykającej ich własną redakcję. Atmosfera w studiach telewizyjnych była przytłaczająca. Grzegorz Kajdanowicz przyznał po latach, że mimo dziennikarskiego doświadczenia i codziennego obcowania z dramatycznymi sytuacjami, ta tragedia bardzo mocno wstrząsnęła całą redakcją.
Dariusz Kmiecik związany był z „Faktami” od 2006 roku. Specjalizował się w relacjonowaniu wydarzeń ze Śląska, szczególnie tych dotyczących górnictwa. Jego reportaż o himalaistach Arturze Hajzerze zajął drugie miejsce na Krakowskim Festiwalu Filmów Górskich w 2013 roku, a rok później został nagrodzony na Ogólnopolskim Konkursie Dziennikarskim.
Brygida z kolei zajmowała się tematyką społeczną w katowickim oddziale TVP i była wielokrotną laureatką prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym na Międzynarodowym Festiwalu Sztuki Reportażu „Camera Obscura” oraz w konkursie „Silesia Press”. Byli cenionymi profesjonalistami, którzy swoją pracą służyli prawdzie i ludziom. Ich śmierć pozostawiła pustkę niemożliwą do zapełnienia.


