Decyzje podjęte przez amerykańską administrację w środowy poranek zelektryzowały światowe rynki surowcowe. Ministerstwo Finansów Stanów Zjednoczonych ogłosiło pakiet restrykcji, które mogą na nowo zdefiniować układ sił w globalnym handlu energią. Eksperci z agencji Bloomberg nie ukrywają zaniepokojenia skalą możliwych konsekwencji.
Moskwa drży. Trump uderzył tam, gdzie najbardziej boli
To pierwsze tak poważne posunięcie Donalda Trumpa wobec rosyjskiego sektora energetycznego od momentu objęcia przez niego urzędu w drugiej kadencji. Waszyngton tym razem celuje w sam rdzeń rosyjskiej machiny eksportowej, uderzając w największe podmioty odpowiedzialne za wydobycie i sprzedaż surowców za granicę.
Władimir Putin natychmiast zareagował na doniesienia z Waszyngtonu. Rosyjski przywódca w swoim oświadczeniu starał się uspokajać nastroje, określając nowe restrykcje jako „poważne”, lecz jednocześnie przekonywał, że nie spowodują one żadnych dramatycznych skutków dla gospodarki jego kraju. Jednak odpowiedź ze strony amerykańskiego prezydenta była szybka i pełna ironii.
Amerykańskie sankcje objęły dwa kluczowe koncerny naftowe – Rosnieft oraz Łukoil, a także wszystkie ich spółki zależne. Te przedsiębiorstwa stanowią fundament rosyjskiego eksportu energetycznego, odpowiadając za wysyłkę około 2,2 miliona baryłek ropy dziennie. To dokładnie połowa całego eksportu surowca z tego kraju.
Sytuacja staje się jeszcze bardziej skomplikowana, gdy do równania dołączy się firmy już wcześniej objęte restrykcjami. Surgutnieftiegaz i Gazprom Nieft zostały zablokowane w przeszłości, a teraz lista się wydłuża. Łącznie amerykańskie sankcje obejmują już siedemdziesiąt procent całej rosyjskiej ropy trafiającej na zagraniczne rynki.
Analitycy nie mają złudzeń co do skutków takich działań. Władimir Czernow z Freedom Finance Global przeprowadził szczegółowe kalkulacje pokazujące skalę potencjalnych strat. Nawet przy pesymistycznym scenariuszu zakładającym zaledwie pięcioprocentowy spadek eksportu, straty mogą być odczuwalne. Jeśli do tego dojdą konieczne zwiększone rabaty na ropę, sytuacja stanie się naprawdę poważna.
Budżet Kremla pod presją
Czernow szacuje, że rosyjski budżet może tracić nawet sto dwadzieścia miliardów rubli miesięcznie. Brzmi to abstrakcyjnie, ale gdy zestawić te liczby z planami ministerstwa finansów w Moskwie, obraz staje się krystalicznie jasny. Władze rosyjskie zakładały w tym roku wpływy z podatków od sektora naftowo-gazowego na poziomie ośmiu przecinek trzech biliona rubli.
To oznacza średnio sześćset dziewięćdziesiąt miliardów rubli miesięcznie. Straty wynikające z nowych sankcji mogą więc sięgać około dwudziestu procent tej kwoty. Nie są to liczby, które można zignorować, szczególnie że dochody z eksportu ropy i gazu stanowią jedną czwartą wszystkich wpływów do państwowej kasy.
Dmitrij Polewoj, dyrektor inwestycyjny Astra Asset Management, przewiduje, że wolumen eksportu spadnie do momentu, aż logistyka nie zostanie odpowiednio przekształcona. Według niego rabaty na rosyjską ropę nieuchronnie wzrosną. Polewoj wskazuje jednak na czynniki, które mogą częściowo złagodzić negatywne skutki – wzrost globalnych cen surowca lub osłabienie rosyjskiej waluty.
Indie i Chiny zamykają kurki
Reakcja największych odbiorców rosyjskiej ropy przyszła błyskawicznie. Największe rafinerie w Indiach oraz państwowe koncerny naftowe Chin wstrzymały zakupy surowca z Rosji. To szczególnie dotkliwy cios, ponieważ te dwa azjatyckie mocarstwa odpowiadają łącznie za dziewięćdziesiąt procent ropy, którą tankowce wywożą z portów nad Morzem Czarnym i Morzem Bałtyckim.
Trump nie pozostawił bez komentarza optymistycznych zapewnień Putina. Prezydent Stanów Zjednoczonych odniósł się do słów rosyjskiego przywódcy w charakterystyczny dla siebie sposób, mówiąc krótko i z wyraźną dawką sarkazmu. Amerykański polityk stwierdził, że prawdziwy obraz sytuacji stanie się widoczny dopiero za pół roku, pozostawiając tym samym otwartą kwestię, kto miał rację w ocenie skutków nałożonych restrykcji.


