Sąd Apelacyjny w Warszawie zakończył jedną z najgłośniejszych spraw kryminalnych ostatnich lat. Decyzja zapadła we wtorek i nie pozostawia żadnych wątpliwości co do przyszłości mężczyzny, który dopuścił się okrutnego czynu w samym sercu polskiej stolicy. Sprawa od samego początku wzbudzała ogromne emocje, a jej przebieg śledził cały kraj.
Dorian S skazany. Dożywocie za zbrodnię w centrum stolicy. Sąd nie uwierzył w niewinność
Obrońcy skazanego próbowali do ostatniej chwili podważyć wyrok, przedstawiając szereg argumentów mających wykazać nieprawidłowości w postępowaniu. Ich działania nie przyniosły jednak oczekiwanego rezultatu. Sąd odwoławczy szczegółowo przeanalizował wszystkie zarzuty i nie znalazł podstaw do zmiany orzeczenia.
Tragiczne wydarzenia, które rozegrały się w lutym ubiegłego roku, wstrząsnęły opinią publiczną. Młoda kobieta została brutalnie zaatakowana w miejscu, które powinno gwarantować bezpieczeństwo. Sprawca nie okazał litości, a konsekwencje jego działań okazały się tragiczne w skutkach.
Pełnomocnicy Doriana S. nie szczędzili wysiłków, próbując uratować swojego klienta przed najsurowszą karą. Jak podkreślił sędzia referent Maciej Gruszczyński, obrona wykazała się kreatywnością, jednak nie zmieniło to całościowego obrazu sprawy. Postępowanie zostało przeprowadzone prawidłowo zarówno od strony proceduralnej, jak i materialno-prawnej.
Obrona walczyła do końca, ale argumenty nie przekonały sędziów
Jednym z kluczowych zarzutów była kwestia składu orzekającego. Obrońcy twierdzili, że w pracach bezprawnie uczestniczył sędzia Paweł Dobosz, co ich zdaniem stanowiło poważne uchybienie proceduralne. Sąd Apelacyjny odrzucił jednak tę argumentację, uznając, że przy wyznaczaniu składu nie doszło do żadnych naruszeń.
Kolejna linia obrony dotyczyła stanu psychofizycznego sprawcy w momencie popełnienia zbrodni. Pełnomocnicy oraz partnerka mężczyzny sugerowali, że podczas zabawy w jednym z warszawskich klubów ktoś dosypał mu do drinka substancję psychoaktywną, znaną potocznie jako tabletka gwałtu. Według tej wersji, obecność takiego środka mogła tłumaczyć nietypowe zachowanie 24-latka, a jej niewykrycie było skutkiem zbyt późnego pobrania próbek krwi.
Eksperci powołani przez sąd przedstawili jednak zupełnie inną ocenę sytuacji. Jak przekazał sędzia Gruszczyński, biegli stwierdzili, że niczym w zachowaniu oskarżonego nie wskazywało na jakiekolwiek upośledzenie. Jego działania były racjonalne i planowe od samego początku. Również po popełnieniu zbrodni mężczyzna zachowywał się w sposób przemyślany – wracając do domu, wyrzucał przedmioty, a jedną z pierwszych czynności było wysłanie wiadomości do ojca.
Biegli nie mieli wątpliwości – działał racjonalnie i z premedytacją
Prokuratura przedstawiła wyniki badań, które jednoznacznie wykazały, że Dorian S. jest osobą poczytalną. Ta informacja całkowicie zdezawuowała starania obrony o umorzenie postępowania z powodu niepoczytalności sprawcy. Podczas pierwszej rozprawy mężczyzna przyznał się do popełnienia przestępstwa, ale zaprzeczył, jakoby jego zamiarem było pozbawienie życia pokrzywdzonej.
Proces rozpoczął się 4 grudnia 2024 roku i w przeważającej części toczył się za zamkniętymi drzwiami. Dopiero podczas ostatniego posiedzenia, które odbyło się 13 stycznia, oskarżony wyraził skruchę. Jednak było to już za późno, by wpłynąć na wymiar kary. Pełnomocnik bliskich ofiary, mecenas Karol Dróżdż, podkreślał wówczas, że ryzyko dopuszczenia się przez sprawcę podobnego czynu w przyszłości jest bardzo duże, co uzasadniało wniosek o najsurowszą karę.
Strona oskarżenia domagała się dożywotniego pozbawienia wolności dla 24-latka oraz zadośćuczynienia w wysokości 200 tysięcy złotych dla rodziny pokrzywdzonej. Obrońcy natomiast wnosili o umorzenie postępowania lub wymierzenie łagodnej kary. Sąd Okręgowy w Warszawie orzekł karę dożywotniego więzienia w systemie terapeutycznym, a Sąd Apelacyjny utrzymał ten wyrok w mocy, czyniąc go prawomocnym.
Tragedia rozegrała się w nocy z 24 na 25 lutego w bramie posesji przy ulicy Żurawiej w centrum Warszawy. Nad ranem dozorca znalazł nagą i nieprzytomną 25-letnią Białorusinkę Lizę. Natychmiast wezwał pogotowie i policję. Stan kobiety okazał się krytyczny, a walka o jej życie trwała do 1 marca.
Dorian S. został zatrzymany jeszcze tego samego dnia, w którym dopuścił się przestępstwa. W jego mieszkaniu funkcjonariusze ujawnili nóż kuchenny użyty do ataku oraz kominiarkę. Mężczyzna zgwałcił pokrzywdzoną, a ponadto ją obrabował. Prokuratura postawiła mu zarzut zabójstwa na tle seksualnym i rabunkowym.


