Koniec roku przynosi niepokojące informacje dla tysięcy osób potrzebujących pomocy. Organizacje wspierające ofiary przemocy i przestępstw alarmują, że od stycznia mogą zostać zmuszone do zawieszenia działalności. Powód? Ministerstwo Sprawiedliwości nie rozstrzygnęło w terminie konkursu, który miał wyłonić beneficjentów środków na kolejne lata – podaje „Rzeczpospolita”.
Chaos w Funduszu Sprawiedliwości. Ofiary przemocy zostały bez wsparcia
Sprawa nabiera szczególnego znaczenia, gdy weźmiemy pod uwagę skalę problemu. Setki punktów pomocy w całym kraju świadczy wsparcie prawne, psychologiczne i rzeczowe dla pokrzywdzonych. Teraz wszystkie te placówki stoją przed wielkim znakiem zapytania.
Sytuacja staje się coraz bardziej zagmatwana. Resort kierowany przez Waldemara Żurka miał wprowadzić porządek po aferze związanej z poprzednią ekipą. Tymczasem sam pogrąża się w administracyjnym chaosie, którego konsekwencje poniosą najbardziej bezbronni.
Ministerstwo postanowiło zaufać zewnętrznej firmie warszawskiej i zapłacić jej niemal milion złotych za oceną merytoryczną złożonych wniosków. Spółka Varsovia Capital została wybrana pod koniec listopada jako jedyny uczestnik przetargu ogłoszonego jeszcze latem. Jej usługi wyceniono na 959 tysięcy złotych.
Milion złotych za ocenę wniosków, a ofiar wciąż nie ma
Prezes firmy Paweł Iwanek stanowczo odrzuca odpowiedzialność za opóźnienia. Umowę podpisano dopiero 17 grudnia, a do tej pory spółka nie otrzymała żadnych dokumentów do oceny. Firma zapewnia, że dotrzyma 30-dniowego terminu, ale liczony on będzie dopiero od momentu przekazania materiałów.
Departament odpowiedzialny za Fundusz Sprawiedliwości został wzmocniony o dziesięciu nowych pracowników. Mimo to urzędnicy najwyraźniej nie poradzili sobie z oceną formalną wniosków. Konkurs ogłoszono pod koniec lipca, a termin składania ofert upłynął 30 września. Minęły kolejne miesiące, lecz resort wciąż nie zakończył podstawowych procedur.
Wszystkie obecne umowy z organizacjami pomocowymi wygasają z końcem grudnia. Program realizowany był w latach 2020-2025, a nowy miał bezproblemowo przejąć pałeczkę. Instytut Psychologii Zdrowia prowadzący „Niebieską Linię” jako pierwszy publicznie poinformował, że w styczniu zostanie bez finansowania. Problem dotyczy jednak wszystkich podmiotów korzystających ze środków.
Źródła zbliżone do ministerstwa wskazują na atmosferę strachu panującą w departamencie. Po aresztowaniu byłej dyrektorki Urszuli D. oraz jej podwładnej Karoliny K., pozostali pracownicy obawiają się, że za każdą decyzję mogą trafić za kratki. Ten „paraliż decyzyjny” skutecznie blokuje procedury administracyjne.
Strach przed aresztem paraliżuje urzędników
Resort w swoim piątkowym komunikacie potwierdza te doniesienia, choć ostrożnie. Ministerstwo deklaruje pełne zrozumienie dla obaw zespołu i zapewnia o wzmocnionych, uszczelnionych procedurach. Prace mają być prowadzone z najwyższą starannością.
Nowe zasady przeprowadzania konkursów miały opierać się na przejrzystych warunkach. Resort podkreśla, że ocena merytoryczna przez ekspertów zewnętrznych eliminuje możliwość arbitralnego przyznawania dotacji. Rozdzielenie decyzji eksperckich od administracyjnych ma zwiększać transparentność systemu.
Reforma miała uszczelnić mechanizmy po aferze z lat 2020-2025, gdy minister Zbigniew Ziobro wraz ze współpracownikami, w tym Marcinem Romanowskim odpowiedzialnym za Fundusz, otrzymali zarzuty karne. Kontrola Najwyższej Izby Kontroli oraz śledztwo prokuratury wykazały, że część ze 1,3 miliarda złotych, które wpłynęły do Funduszu, trafiała do podmiotów niemających nic wspólnego z pomocą ofiarom.
Sytuacja robi się jeszcze bardziej dramatyczna, gdy przyjrzymy się szczegółom konkursu. Od października wiadomo, że na cztery okręgi sądowe nie wpłynęła ani jedna oferta. Chodzi o Gliwice, Rybnik, Krosno i Siedlce – obszary obejmujące dziesiątki miast i gmin.
Cztery regiony kompletnie bez wsparcia
Mieszkańcy Zabrza, Rudy Śląskiej, Jastrzębia-Zdroju, Sanoka, Łukowa czy Mińska Mazowieckiego mogą zostać całkowicie pozbawieni dostępu do specjalistycznej pomocy. Ministerstwo mimo braku zainteresowania nie zdecydowało się na ponowne ogłoszenie konkursu dla tych regionów.
Nawet jeśli ocena formalna i merytoryczna zakończy się do końca stycznia, droga do uruchomienia pomocy będzie jeszcze długa. Po ocenach strony mają prawo do negocjacji, dostosowania ofert do realnych terminów realizacji, składania wymaganych załączników i zabezpieczeń umowy. Nikt nie potrafi dziś powiedzieć, ile placówek pomocy rzeczywiście ruszy w przyszłym roku.
Fundusz Sprawiedliwości, utworzony w 2012 roku, nabrał znaczenia dopiero od 2017 roku. Wtedy zaczął do niego płynąć strumień pieniędzy z sądów, z tytułu pracy więźniów oraz darowizn. Poprzez sieć kilkuset punktów i ośrodków prowadzonych przez organizacje pozarządowe oferowano pomoc prawną, psychologiczną i rzeczową ofiarom przestępstw, świadkom i byłym więźniom.
Nadzór nad Funduszem sprawuje wiceminister Sławomir Pałka, zawodowy sędzia, który stanowisko objął dopiero 10 października. Wcześniej przez lata był członkiem Krajowej Rady Sądownictwa. Ministerstwo nie udzieliło odpowiedzi na szczegółowe pytania dotyczące przyczyn opóźnień, odsyłając jedynie do ogólnikowego komunikatu opublikowanego w piątek.
Ogłoszony konkurs zakładał realizację pomocy w 47 ośrodkach. Teraz nie wiadomo, w ilu lokalizacjach faktycznie uda się uruchomić wsparcie dla potrzebujących. Osoby związane z branżą wprost przyznają, że sytuacja wymknęła się spod kontroli i nikt nie potrafi przewidzieć, jak długo potrwa zawieszenie działalności pomocowej.


