Napięcie na linii Warszawa-Moskwa osiągnęło w ostatnich dniach nowy poziom. Dyplomatyczna wymiana ciosów między oboma państwami nabrała tempa, a kolejne oświadczenia płynące znad Wisły i znad Moskwy nie pozostawiają złudzeń co do skali konfliktu. Sprawa, która jeszcze kilka tygodni temu mogła wydawać się rutynowym sporem administracyjnym, przerodziła się w poważny kryzys.
Moskwa grozi Polsce. Padły słowa o „konsekwencjach” dla Warszawy
Wszystko zaczęło się od serii niepokojących incydentów na terenie Polski. Na Mazowszu i Lubelszczyźnie doszło do zdarzeń, które przykuły uwagę służb specjalnych i organów ścigania. Polskie władze szybko połączyły te wydarzenia z działalnością obcego wywiadu, co uruchomiło lawinę konsekwencji dyplomatycznych.
Minister Radosław Sikorski stanął przed trudną decyzją. Szef polskiej dyplomacji musiał zareagować na to, co służby określiły jako bezpośrednie zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa. Odpowiedź była zdecydowana i bezprecedensowa.
Pod koniec listopada szef MSZ zdecydował o zamknięciu Konsulatu Generalnego Federacji Rosyjskiej. Bezpośrednim powodem tej decyzji były akty dywersji, do których doszło na terenie kraju. W miejscowości Mika na Mazowszu eksplodował ładunek wybuchowy, niszcząc fragment infrastruktury kolejowej.
To nie był jedyny incydent. W miejscowości Gołąb na Lubelszczyźnie wykryto uszkodzenia sieci trakcyjnej. Polskie organy ścigania ustaliły, że za oboma aktami sabotażu stoi Moskwa. Kreml miał zlecić te operacje, co stanowiło przekroczenie kolejnej czerwonej linii.
Rosjanie otrzymali termin opuszczenia placówki do 23 grudnia. Jednak w wyznaczonym dniu konsulat pozostał zamknięty od środka. Strona rosyjska argumentowała, że budynek stanowi jej własność i odmówiła przekazania obiektu. Polscy urzędnicy, którzy stawili się w środę, nie mogli wejść do środka.
Zacharowa ostrzega Warszawę
W Boże Narodzenie głos zabrała Marija Zacharowa, rzeczniczka rosyjskiego MSZ. Jej słowa były jednoznaczne i nacechowane agresywną retoryką. Przedstawicielka Kremla określiła działania polskich władz jako próbę przejęcia konsulatu.
Zacharowa użyła ironicznego języka, sugerując, że polscy decydenci mają „gorączkę”. Jednocześnie wezwała Warszawę do zastanowienia się nad konsekwencjami podejmowanych kroków. Według niej działania Polski są nielegalne i mają charakter prowokacji.
Reakcja Moskwy pokazuje, jak poważnie Kreml traktuje utratę placówki dyplomatycznej. Groźby pod adresem Polski wpisują się w szerszą strategię zastraszania państw europejskich, które sprzeciwiają się rosyjskiej polityce. Warszawa na razie nie komentuje najnowszych oświadczeń rosyjskiej dyplomacji.


