Nikt się tego nie spodziewał. Kiedy informacja o stanie konta Funduszu Sprawiedliwości ujrzała światło dzienne, wielu obserwatorów życia publicznego nie mogło uwierzyć własnym oczom. Kwota, która widnieje na rachunku bankowym, przyprawia o zawrót głowy. Tymczasem w całej Polsce rozgrywał się dramat, o którym głośno zaczęto mówić dopiero pod koniec minionego roku – podaje Wirtualna Polska.
Prawie 600 milionów leży na koncie, a tysiące ofiar przestępstw zostało bez grosza pomocy. Co się dzieje w Ministerstwie Sprawiedliwości?
Sytuacja, jaka wytworzyła się wokół jednego z najważniejszych funduszy celowych w kraju, budzi ogromne emocje. Organizacje pozarządowe, które przez lata budowały struktury wsparcia dla najbardziej potrzebujących, znalazły się nagle w dramatycznym położeniu. Niektóre musiały rozwiązać umowy z pracownikami, inne pożegnały się z wynajmowanymi lokalami. Zespoły specjalistów, formowane latami, rozpadły się niemal z dnia na dzień.
Resort sprawiedliwości przekonuje, że panuje nad wydarzeniami i nikt nie ucierpi. Komunikaty płynące z ministerstwa mają uspokajający ton. Rzeczywistość opisywana przez tych, którzy na co dzień pomagają pokrzywdzonym, wygląda jednak zupełnie inaczej. Przedstawiciele organizacji pomocowych wskazują, że kontakt z urzędnikami jest praktycznie niemożliwy, a oficjalne zapewnienia służą raczej wyciszeniu medialnej burzy niż rozwiązaniu problemu.
Setki milionów na koncie, pustka w kieszeniach potrzebujących
Stan Funduszu Sprawiedliwości na połowę grudnia wynosił ponad 584 miliony złotych. To niemal o 160 milionów więcej niż pół roku wcześniej, kiedy na rachunku znajdowało się 425 milionów. Przyrost środków sięgnął blisko 37 procent. Paradoksalnie rosnące saldo nie przełożyło się na zwiększenie pomocy dla tych, którym fundusz miał służyć. Stało się dokładnie odwrotnie.
Od pierwszego dnia nowego roku tysiące beneficjentów straciło dostęp do wsparcia. Ogólnopolska sieć organizacji, która przez wiele lat oferowała kompleksową pomoc prawną, psychologiczną i materialną, przestała funkcjonować w dotychczasowej formie. Osoby dotknięte przemocą domową, ofiary przestępstw seksualnych, seniorzy oszukani metodą na wnuczka czy na policjanta – wszyscy oni mogli do tej pory liczyć na bony żywnościowe, pomoc w zakupie lekarstw czy wsparcie przy załatwianiu spraw urzędowych. Teraz zostali praktycznie sami.
Minister Waldemar Żurek podpisał w grudniu dokument potwierdzający, że konkursu na kolejny okres finansowania nie uda się rozstrzygnąć w terminie. Nowych umów z organizacjami pomocowymi od początku roku po prostu nie będzie. Szef resortu nie wyjaśnił przyczyn opóźnienia ani nie przedstawił żadnych wytycznych dla podmiotów, które dotychczas udzielały wsparcia. Jedyne co zrobił, to wyznaczył nowy termin rozstrzygnięcia konkursu na koniec stycznia.
Gra bez reguł i prawnego zabezpieczenia
Ratunkiem miało być specjalne rozporządzenie ministra. Jego projekt pojawił się jednak dopiero 29 grudnia i tego samego dnia trafił do konsultacji społecznych. Zakłada ono, że organizacje kontynuujące pomoc z własnej kieszeni otrzymają później zwrot poniesionych kosztów. Problem polega na tym, że nikt nie wie kiedy, na jakich zasadach i jakie dokumenty będą potrzebne. Na początku stycznia rozporządzenie wciąż nie zostało podpisane i nie weszło w życie, choć teoretycznie ma obowiązywać wstecz – od pierwszego dnia roku.
Maja Kuźmicz, szefowa Niebieskiej Linii IPZ należącej do ogólnopolskiej sieci pomocy pokrzywdzonym, zwróciła się mailowo do kierownictwa departamentu odpowiedzialnego za Fundusz z prośbą o wyjaśnienia. Pytała o podstawę prawną do dalszego działania, o zasady gromadzenia danych osobowych bez stosownych umów z ministerstwem, o reguły ewentualnych refundacji. Wskazywała, że bez formalnego umocowania organizacje narażają się na poważne konsekwencje prawne. Do 8 stycznia nie otrzymała żadnej odpowiedzi.
Organizacje stoją przed nierozwiązywalnym dylematem. Pomagając potrzebującym bez podstawy prawnej, mogą narazić się nawet na odpowiedzialność karną. Ministerstwo milczy, a rozporządzenie, nawet jeśli ostatecznie wejdzie w życie, nie daje żadnych twardych gwarancji. Przedstawiciele sektora pozarządowego wprost mówią, że jako podmioty niemające rezerw finansowych, nie są w stanie kredytować działalności przez kolejne tygodnie. Dodają też, że po dotychczasowych doświadczeniach trudno ufać zapewnieniom, iż wszystko rozstrzygnie się do końca stycznia.
Obietnice bez pokrycia i kuratorzy w roli ratowników
Wiceminister Sławomir Pałka jeszcze w grudniu zapewniał, że wszystkie organizacje startujące w konkursie zostaną wezwane do uzupełnienia braków formalnych jeszcze przed świętami. Tak się nie stało. Szefowa Niebieskiej Linii potwierdza, że na początku stycznia żadne wezwanie nie dotarło i nikt z resortu się nie kontaktował. Oznacza to, że procedura konkursowa utknęła na etapie wstępnej weryfikacji zgłoszeń. Dopiero po jej zakończeniu zewnętrzna firma, wyłoniona w przetargu, ma przeprowadzić ocenę merytoryczną. Potem nastąpi wybór zwycięzców i podpisanie umów. Teoretycznie wszystko ma się zmieścić przed końcem stycznia.
Jeszcze gorzej wygląda sytuacja z pomocą postpenitencjarną. Konkursu w tym obszarze nie tylko nie rozstrzygnięto – do 23 grudnia nawet go nie ogłoszono. Ogłoszenie pojawiło się w wigilię. Rozstrzygnięcie zaplanowano dopiero na drugi kwartał 2026 roku. W praktyce oznacza to, że kilkadziesiąt placówek prowadzonych przez organizacje pozarządowe straciło finansowanie z początkiem roku. Osoby opuszczające zakłady karne i potrzebujące wsparcia w powrocie do społeczeństwa muszą szukać pomocy gdzie indziej.
Według wiceministra Pałki zadania te mogą przejąć kuratorzy sądowi, bo tak przewiduje ustawa. Ogólnopolski Związek Zawodowy Kuratorów Sądowych przyjął to stanowisko ze zdumieniem. Kuratorzy podkreślają, że nie są zatrudnieni jako psychologowie ani doradcy zawodowi i tego typu wsparcie nie należy do ich ustawowych obowiązków. Wytyczne dotyczące nowych zadań trafiły do nich dopiero w pierwszych dniach stycznia, choć miały obowiązywać od początku roku. Tymczasem organizacje pozarządowe, do których wciąż zgłaszają się byli więźniowie, odsyłają ich do sądów z wnioskami o sfinansowanie pobytu w ośrodkach postpenitencjarnych.
Ministerstwo tłumaczy opóźnienia koniecznością zachowania podwyższonych standardów przy rozstrzyganiu konkursów. Fundusz Sprawiedliwości był bowiem przedmiotem kontroli wewnętrznych i zewnętrznych, w tym ze strony Najwyższej Izby Kontroli. Resort wdraża wynikające z nich rekomendacje. Wiceminister Pałka wspominał też o paraliżu decyzyjnym wśród urzędników, którzy obawiają się podejmować działania, widząc że ich poprzednicy za podobne czynności mają stawiane zarzuty.
Ze zgromadzonych na koncie 584 milionów 18 milionów przeznaczono na umowy zawarte wcześniej i realizowane w bieżącym roku. Kolejne 133 miliony zarezerwowano na nierozstrzygnięte jeszcze konkursy dotyczące pomocy pokrzywdzonym i pomocy postpenitencjarnej. Resort zapewnia, że jest świadomy powagi sytuacji i wszystkie działania zmierzają do tego, by środki trafiły do uprawnionych w sposób bezpieczny, przejrzysty i zgodny z prawem.


