Jeszcze kilka lat temu wydawało się, że najgorsze czasy dla Polski są już za nami. Że członkostwo w NATO i Unii Europejskiej gwarantuje spokój na pokolenia. Że dzieci i wnuki obecnych Polaków nigdy nie będą musiały przeżywać tego, co ich przodkowie. Tymczasem jeden z najważniejszych polskich polityków ostatnich dekad właśnie publicznie przyznał, że ta wizja legła w gruzach.
Komorowski przerwał milczenie. Jego słowa o przyszłości Polski i wnuków mrożą krew w żyłach
Bronisław Komorowski udzielił RMF FM wywiadu, który elektryzuje opinię publiczną. Słowa byłego prezydenta są wyjątkowo osobiste i pozbawione dyplomatycznych uników. Polityk, który przez całe życie angażował się w walkę o wolność Polski, dziś otwarcie mówi o swoich lękach. I nie chodzi tu o abstrakcyjne rozważania geopolityczne, lecz o coś znacznie bardziej przejmującego.
Rozmowa z Tomaszem Terlikowskim ujawnia głęboki pesymizm człowieka, który jeszcze niedawno wierzył w świetlaną przyszłość swojego kraju. Co takiego zmieniło się w ostatnim czasie, że doświadczony polityk stracił wiarę w bezpieczne jutro dla kolejnych pokoleń Polaków?
Sny, które już nie wracają
Komorowski wyznał, że kiedyś miewał sny o bezpiecznej Polsce, w której jego dzieci i wnuki mogą żyć bez obaw. Te optymistyczne wizje nocne już go nie nawiedzają. Były prezydent wprost przyznaje, że dostrzega poważne zagrożenie dla przyszłości kraju.
Na pytanie dziennikarza, czy nadejdzie moment, w którym polskie wnuki będą musiały walczyć o wolność ojczyzny, Komorowski odpowiedział twierdząco. Wskazał przy tym na specyficzny, tragiczny rys polskiego losu. Przypomniał, że każde pokolenie Polaków musiało stawiać czoła dramatycznym wyzwaniom – jedni szli na wojnę, inni trafiali na Syberię lub do więzień.
Sam Komorowski również należy do tego grona – był więźniem politycznym i przebywał w obozie internowania. Mimo tych doświadczeń żywił przekonanie, że kolejne pokolenia będą już wolne od takich traum. Dziś widzi, że ta nadzieja okazała się płonna.
Kreml czeka na rozpad Zachodu
Głównym źródłem niepokoju byłego prezydenta jest sytuacja na wschodzie Europy. Komorowski ostrzega przed konsekwencjami ewentualnego rosyjskiego zwycięstwa na Ukrainie. Według niego podporządkowanie Kijowa Moskwie wzmocniłoby Rosję i rozbudziło jej apetyty na odbudowę dawnej strefy wpływów. Polska, jako historyczny obszar rosyjskiej dominacji, znalazłaby się w orbicie zainteresowań Kremla.
Równie niepokojące są dla Komorowskiego sygnały zza oceanu. Były prezydent skrytykował amerykańskie aspiracje wobec Grenlandii, określając je jako działania naruszające jedność Sojuszu Północnoatlantyckiego. Sytuacja, w której najpotężniejszy członek NATO wysuwa roszczenia terytorialne wobec znacznie słabszego partnera, budzi jego poważny sprzeciw.
Komorowski podkreśla, że właśnie na takich podziałach wewnątrz zachodnich struktur najbardziej zależy Rosji. Kreml marzy o dezintegracji zarówno Unii Europejskiej, jak i NATO, lub przynajmniej o osłabieniu ich wewnętrznej spójności i zdolności do wspólnego działania.
Ameryka patrzy gdzie indziej
Szczególny niepokój byłego prezydenta budzi zmiana kursu amerykańskiej polityki zagranicznej związana z prezydenturą Donalda Trumpa. Komorowski zauważa odejście Waszyngtonu od poczucia odpowiedzialności za losy demokratycznych państw i sojuszników.
Stany Zjednoczone koncentrują obecnie swoje zasoby i zaangażowanie w regionach bezpośrednio związanych z własnymi interesami ekonomicznymi i bezpieczeństwa. Jednocześnie wycofują się z obszarów, gdzie takich bezpośrednich korzyści nie dostrzegają. Europa Wschodnia, a zwłaszcza Ukraina, należy niestety do tej drugiej kategorii – podsumowuje z goryczą Komorowski.
Słowa byłego prezydenta stanowią bolesną diagnozę obecnej sytuacji geopolitycznej Polski. Człowiek, który całe życie poświęcił walce o niepodległość, dziś otwarcie przyznaje, że optymizm co do przyszłości kolejnych pokoleń Polaków go opuścił.


