Coraz więcej osób korzystających z aplikacji do poznawania partnerów doświadcza nieprzyjemnych sytuacji podczas pierwszych spotkań. W sieci mnożą się historie ludzi, którzy po obiecującej randce zostali z niczym – dosłownie i w przenośni. Zjawisko przybiera na sile, a specjaliści od relacji międzyludzkich biją na alarm. Tendencje w poszukiwaniu miłości zmieniają się wraz z duchem czasu, ale ta konkretna budzi poważny niepokój.
Umówili się na romantyczną kolację. To, co stało się po otrzymaniu rachunku, zszokowało wszystkich
Portale i aplikacje służące do nawiązywania znajomości przeżywają prawdziwy rozkwit. Badania przeprowadzone przez Mediapanel na zlecenie Wirtualnych Mediów pokazują skalę tego zjawiska w Polsce. Liderem pozostaje Badoo z imponującą liczbą 3,59 miliona użytkowników. Tuż za nim plasuje się Tinder, z którego korzysta 2,27 miliona osób. Podium zamyka Sympatia z niemal dwoma milionami odwiedzających miesięcznie.
Ranking uzupełniają kolejne serwisy – erodate.pl przyciąga 1,1 miliona internautów, Grindr gromadzi 723 tysiące użytkowników, zakazanamilosc.pl odwiedza 359 tysięcy osób. Dalsze miejsca zajmują flirt.com, loveaholics.com, fellow.pl oraz casualdating.com. Tak ogromna popularność platform randkowych sprawia, że pojawiają się na nich również osoby o nieuczciwych zamiarach. Rozwój tych serwisów idzie niestety w parze z nowymi, niepokojącymi zachowaniami części ich użytkowników.
Sneating. Co to jest i czemu niepokoi?
Bycie singlem ma swoje niezaprzeczalne zalety – pełna wolność w dysponowaniu czasem i nieograniczona możliwość poznawania nowych ludzi. Status osoby wolnej na portalach społecznościowych otwiera drzwi do fascynujących znajomości.
Pierwsze spotkanie z osobą poznaną przez internet zawsze wiąże się z emocjami, nadziejami i lekkim dreszczykiem ekscytacji. Większość wybiera na taką okazję neutralny teren – kawiarnię, cukiernię lub restaurację. Wspólny posiłek od zawsze uchodził za doskonały sposób na przełamanie lodów i lepsze poznanie drugiego człowieka.
Kwestia regulowania rachunku podczas pierwszej randki od lat wywołuje gorące dyskusje. Panuje ogólne przekonanie, że płaci osoba zapraszająca. Rozsądek podpowiada jednak, by zawsze mieć przy sobie odpowiednią sumę pieniędzy, niezależnie od tego, kto wystąpił z inicjatywą spotkania. Problem nie dotyczy preferencji kulinarnych – współczesne restauracje oferują bogaty wybór dań dla każdego. Niestety, niektórzy celowo wykorzystują tę sytuację. Zjawisko ma swoją nazwę – sneating – i dotyka coraz większej liczby osób poszukujących miłości.
Na czym dokładnie polega ten proceder? Osoba praktykująca sneating umawia się na randkę wyłącznie po to, by zjeść i wypić na cudzy koszt. Po uregulowaniu rachunku przez nieświadomego towarzysza znika bez śladu i urywa wszelki kontakt. Wymówki bywają klasyczne – rzekomo zapomniany portfel i obietnica rewanżu przy następnym spotkaniu, które nigdy nie nadchodzi.
Ceny rosną, a z nimi liczba ofiar
Skala problemu narasta wraz ze wzrostem kosztów życia. Zwykła kawa ze średnim kawałkiem ciasta w osiedlowym lokalu to wydatek przekraczający 30 złotych. Ceny dań w restauracjach poszybowały w górę średnio o jedną piątą. Część osób postanowiła wykorzystać randki jako metodę na darmowe posiłki, co ich zdaniem stanowi sposób radzenia sobie z rosnącymi cenami.
Eksperci zajmujący się relacjami międzyludzkimi jednoznacznie potępiają takie zachowanie. Wykorzystywanie czyjegoś zaufania i traktowanie drugiego człowieka jak bankomatu przynosi krzywdę i niszczy wiarę w szczerość intencji innych ludzi. Co istotne, ofiarami padają zarówno kobiety, jak i mężczyźni – sneating nie zna podziału na płcie.
Jak uchronić się przed nieuczciwymi randkowiczami? Specjaliści radzą, by już na początku spotkania zaproponować podział kosztów lub osobne rachunki. Wystarczy proste stwierdzenie o chęci zapłacenia za siebie. Warto też wybierać na pierwszą randkę miejsca w umiarkowanych cenach. Jeśli osoba poznana przez internet nalega na wizytę w ekskluzywnej restauracji, powinno to wzbudzić czujność.
Jak się uchronić? Przestroga płynąca z głośnego przypadku
Historia zna przypadki oszustw matrymonialnych na znacznie większą skalę. Shimon Hayut, bohater głośnego dokumentu platformy Netflix zatytułowanego „Oszust z Tindera”, wyłudził od kobiet poznanych przez aplikację randkową łącznie ponad 10 milionów dolarów. Izraelczyk podający się za dziedzica fortuny diamentowej stał się symbolem zagrożeń czyhających na osoby szukające miłości w internecie.
Osoby poznane w sieci mogą okazać się wspaniałymi partnerami, ale równie dobrze mogą mieć nieuczciwe zamiary. Ostrożność i zdrowy rozsądek pozostają najlepszą obroną przed wykorzystaniem. Sneating może wydawać się błahostką w porównaniu z milionowymi oszustwami, ale dla osoby, która padła jego ofiarą, stanowi bolesne doświadczenie podkopujące zaufanie do innych ludzi.

