Ryszard Petru ogłosił w Radiu Zet, że złożona została propozycja likwidacji 13. i 14 emerytury. Pod koniec ubiegłego roku do Sejmu trafił dokument, który – jeśli zyska poparcie – może zmienić sytuację finansową milionów Polaków. Skala proponowanych zmian jest tak duża, że trudno znaleźć w ostatnich latach porównywalny projekt dotyczący finansów publicznych.
Likwidacja trzynastek, czternastek i 800 plus. Co zakłada projekt w Sejmie?
Propozycja budzi ogromne emocje, bo dotyka dwóch niezwykle wrażliwych obszarów: świadczeń socjalnych i podatków. Z jednej strony miliony rodzin i seniorów, z drugiej – każdy pracujący obywatel. Kto zyska, a kto straci? Odpowiedź nie jest tak oczywista, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka.
Komisja ds. Petycji Sejmu już rozpoczęła prace nad tym dokumentem. Może go odrzucić i tym samym zamknąć temat. Ale może też zaopiniować go pozytywnie – a wtedy sprawy nabiorą zupełnie innego tempa. Nic nie jest przesądzone, ale sam fakt, że projekt trafił pod obrady, mówi sporo o kierunku debaty nad kondycją państwowej kasy.
Autorzy projektu proponują coś, o czym do niedawna mało kto odważył się mówić głośno: całkowitą likwidację trzynastych i czternastych emerytur oraz zamknięcie programu Rodzina 800 plus. Te dwa filary polityki socjalnej ostatnich lat miałyby po prostu zniknąć. Trzynastki i czternastki wprowadzano, żeby chronić seniorów przed skutkami galopującej inflacji – szczególnie tych z najniższymi świadczeniami. Program 500 plus, później podniesiony do 800 plus, miał zachęcać Polaków do posiadania dzieci.
Problem polega na tym, że inflacja wyhamowała, a liczba urodzeń spadła poniżej poziomu sprzed uruchomienia programu. Oba cele, dla których te świadczenia powołano do życia, nie zostały osiągnięte albo straciły aktualność. To główny argument zwolenników likwidacji – po co utrzymywać kosztowne programy, które nie spełniają swojej pierwotnej funkcji?
W zamian za zlikwidowane świadczenia projekt przewiduje podwojenie kwoty wolnej od podatku PIT do 60 tysięcy złotych. Każdy Polak zarabiający do tej kwoty rocznie nie płaciłby ani złotówki podatku dochodowego. Autorzy powołują się na konieczność gruntownej reformy finansów publicznych i proponują radykalne ograniczenie transferów socjalnych w zamian za zwolnienie obywateli z PIT oraz likwidację ulg w pozostałych podatkach.
Podwojenie kwoty wolnej w PIT do 60 tys. zł – ile zyskają podatnicy i ile straci budżet?
Kalkulacja stojąca za projektem opiera się na prostej matematyce. Likwidacja PIT od dochodów osobistych oznaczałaby ubytek wpływów do budżetu na poziomie 97,6 miliarda złotych. Jednocześnie zamknięcie programu 800 plus oraz zakończenie wypłat trzynastek i czternastek przyniosłoby oszczędności rzędu 97 miliardów. Bilans wychodzi niemal na zero.
Nie da się pominąć kontekstu politycznego. Podwojenie kwoty wolnej od podatku PIT było jedną z głównych obietnic wyborczych obecnego rządu i jednocześnie najpoważniejszą z niezrealizowanych. Premier i minister finansów zapewniali, że podwyżka nastąpi jeszcze w tej kadencji, przed kolejnymi wyborami. Tymczasem deficyt budżetowy rośnie i bez poważnego cięcia wydatków ta obietnica pozostanie na papierze. A wybory coraz bliżej.
Rosnący deficyt sprawia, że zmiany w przychodach państwa wymagają równoczesnych cięć po stronie wydatków. Podnoszenie podatków niemal gwarantuje falę niezadowolenia. Logika projektu jest więc czytelna: łatwiej politycznie dać coś wszystkim, a zabrać mniejszej grupie. Czy taki rachunek okaże się do przyjęcia dla posłów i wyborców – to pytanie, na które odpowiedź poznamy w najbliższych miesiącach.

