in ,

Minister finansów zapowiada nowy podatek. „Trzeba przyspieszyć podwyżki”

Niemal 8 na 10 ankietowanych ekspertów uważa, że Polska powinna szybciej podnosić akcyzę na alkohol. Weto prezydenta Nawrockiego wywołało poruszenie wśród ekonomistów.

wydatki budżetu państwa
Fot. X / @domanski_andrz

Dyskusja o podatkach na używki wraca jak bumerang. Grudniowa decyzja głowy państwa wzbudziła falę komentarzy, a rząd szykuje kolejne podejście do sprawy. Właśnie ujawnione dane mogą zaskoczyć wielu Polaków: alkohol i papierosy nigdy nie były tak łatwo dostępne jak dziś. I to mimo wieloletnich podwyżek.

Ekonomiści łapią się za głowy. Co dalej z cenami alkoholu?

Polityka podatkowa wobec alkoholu i tytoniu od lat budzi emocje, ale rzadko trafia na czołówki portali. Tym razem stało się inaczej. Prezydent Karol Nawrocki w grudniu odmówił podpisania rządowego projektu zakładającego znacząco wyższą podwyżkę akcyzy na napoje alkoholowe. Ministerstwo Finansów chciało, by od początku 2026 roku stawki wzrosły o 15 proc., a rok później o kolejne 10 proc.

Te propozycje łamały dotychczasową tzw. mapę drogową ustaloną przez poprzedni gabinet, która przewidywała coroczne podnoszenie akcyzy o 5 proc. w latach 2023-2027. Po wecie prezydenta to właśnie ta skromniejsza, pięcioprocentowa podwyżka weszła ostatecznie w życie na początku bieżącego roku. Decyzja Nawrockiego nie przeszła bez echa.

Portal money.pl przeprowadził szeroką ankietę, której wyniki okazały się zaskakująco jednoznaczne. Spośród 49 ekspertów biorących udział w sondzie, aż 38, czyli blisko 78 proc., opowiedziało się za przyspieszeniem podwyżek akcyzy na alkohol, biorąc pod uwagę zarówno kwestie budżetowe, jak i zdrowotne.  Ale zanim przejdziemy do argumentów obu stron, warto przyjrzeć się temu, jak naprawdę wyglądają proporcje między zarobkami Polaków a cenami tego, co piją i palą. Bo to właśnie te liczby stanowią sedno debaty.

Alkohol tanieje, choć nikt tego nie zauważa

Brzmi absurdalnie? A jednak dane nie kłamią. Od początku 2010 roku przeciętna pensja w Polsce wzrosła prawie trzykrotnie. Płaca minimalna podskoczyła jeszcze bardziej, ponad trzy i pół razy. W tym samym czasie ogólny poziom cen poszedł w górę o 75 proc., żywność podrożała o 98 proc. Tymczasem ceny napojów alkoholowych, liczone jako średnia ważona ich strukturą spożycia, zwiększyły się zaledwie o 51 proc.

Mówiąc wprost: alkohol drożał wolniej niż prawie wszystko inne. Wynagrodzenia rosły szybciej niż ceny wódki, piwa czy wina, więc dla przeciętnego Polaka alkohol jest dziś relatywnie tańszy niż kilkanaście lat temu. Dr Radosław Piwowarski z Uniwersytetu Łódzkiego zwrócił uwagę na tę rosnącą dostępność i powiązał ją z problemem nadmiernego spożycia, wskazując choćby na plagę pijanych kierowców.

Papierosy podrożały mocniej, bo o 165 proc., ale i tak nie nadążyły za wzrostem zarobków. W 2025 roku za jedną pensję minimalną można było nabyć 225 paczek papierosów. Dla porównania: średnia z ostatnich dwóch dekad to 162 paczki. Bywały lata, kiedy ten wskaźnik spadał do zaledwie 133. Dr Piwowarski zwracał też uwagę, że cena paczki papierosów w Polsce należy do najniższych w Unii Europejskiej. To zdaniem zwolenników podwyżek dowód na to, że dotychczasowa polityka akcyzowa wymaga korekty.

Budżet zyska, ale nie to jest najważniejsze

Na pierwszy rzut oka przychody z akcyzy na alkohol nie robią wrażenia. Cała akcyza odpowiada za niecałe 6 proc. dochodów sektora finansów publicznych. Lwią część generują paliwa silnikowe (ok. 41 proc. wpływów), za nimi wyroby tytoniowe (ok. 33 proc.), a alkohol na trzecim miejscu z udziałem 16 proc. MF oszacowało, że proponowana podwyżka przyniosłaby dodatkowe 1,8 mld zł łącznie z nowym podatkiem od wygranych.

Dr Mateusz Dadej z firmy Coface wskazywał, że korzyści fiskalne to tylko część równania. Ważniejsze, jak mówił, są długoterminowe oszczędności dla systemu ochrony zdrowia. Mniejsze spożycie używek oznacza mniejsze obciążenie szpitali i przychodni. Dadej zaznaczył, że obecna kondycja finansów publicznych wymaga takich działań, a niski koszt polityczny pozwala na wdrożenie nawet tuż przed wyborami.

Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu, ocenił podwyższanie akcyzy jako najmniej kontrowersyjny sposób na zwiększenie dochodów państwa, który nie grozi spowolnieniem gospodarczym. Dlatego rząd raczej nie odpuści. Sygnałem jest projekt ustawy Polski 2050 o podniesieniu progu podatkowego ze 120 do 140 tys. zł, w którym jako jedno ze źródeł finansowania wprost wskazano podwyżkę akcyzy na alkohol. W październiku 2024 roku gabinetowi udało się już zmienić mapę drogową dla wyrobów tytoniowych. Alkohol zapewne będzie następny.

Krytycy ostrzegają przed czarnym rynkiem

Nie wszyscy ekonomiści podzielają ten entuzjazm. Choć stanowią mniejszość, ich argumenty są konkretne. Piotr Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej, zwracał uwagę, że branża umówiła się na określoną ścieżkę zmian i należy tej umowy dotrzymać. Przyznawał wprawdzie, że alkohol i tytoń są w Polsce zbyt tanie, ale proponował inne rozwiązanie: wprowadzenie cen minimalnych zamiast szybszych podwyżek akcyzy.

Kamil Sobolewski, główny ekonomista Pracodawców RP, podnosił inny problem. Jego zdaniem osoby uzależnione nie przestaną kupować używek, tylko przeniosą się na czarny rynek po produkty spoza oficjalnego obiegu, często groźniejsze dla zdrowia.

Z tymi obawami polemizował prof. Łukasz Goczek. Jego zdaniem argument o nielegalnym handlu jest w debacie publicznej rozdmuchany ponad miarę, choć samo zjawisko dotyczy stosunkowo wąskiego marginesu rynku i zależy od wielu czynników, m.in. od jakości służb kontrolnych. Goczek tłumaczył, że szkody zdrowotne i społeczne nadmiernego picia mają charakter masowy i dobrze udokumentowany, podobnie jak wpływ wyższej akcyzy na ograniczenie tego spożycia.

Piotr Lewandowski i Maciej Albinowski z Instytutu Badań Strukturalnych zwracali uwagę, że nielegalny obrót papierosami w Polsce odpowiada za ok. 5 proc. konsumpcji. Rozmiar szarej strefy zależy ich zdaniem bardziej od skuteczności nadzoru państwa niż od samej wysokości podatku. Wzrost dostępności ekonomicznej używek osłabia zresztą argument o ekspansji czarnego rynku: skoro alkohol i papierosy są dziś tańsze w relacji do zarobków niż kiedyś, przywrócenie dawnych proporcji nie powinno wypchnąć konsumentów do szarej strefy.

Podatek, który uderza w tych, co mają najmniej

Jest jednak jeszcze jedna kwestia, która komplikuje sprawę nawet zwolennikom podwyżek. Akcyza na alkohol i papierosy to podatek regresywny. Oznacza to, że proporcjonalnie bardziej obciąża portfele osób o niższych dochodach, bo to właśnie te grupy wydają na używki relatywnie większą część swoich budżetów domowych.

Dr Michał Możdżeń z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie mówił wprost, że podstawowym celem podwyżek akcyzy powinny być efekty zdrowotne, nie fiskalne. Wskazywał na niezwykle wysoką regresywność tego podatku. To zastrzeżenie podziela dr Michał Zator z Uniwersytetu Notre Dame, który stwierdził, że rosnące wydatki na zbrojenia czy ochronę zdrowia nie powinny być pokrywane głównie z kieszeni uboższej części społeczeństwa.

Mateusz Dadej zauważał z kolei, że jedynym poważnym argumentem przeciwko podwyżkom pozostaje odwołanie do wolności osobistego wyboru. To wartość subiektywna, ale trudna do zbagatelizowania w demokratycznym społeczeństwie.

Rząd stoi więc przed trudnym wyborem. Zdecydowana większość ekonomistów popiera przyspieszenie podwyżek, powołując się na zdrowie publiczne i stabilność budżetu. Podatek ten uderza jednak nierównomiernie w różne grupy dochodowe. Politycy będą musieli rozstrzygnąć ten dylemat najprawdopodobniej jeszcze w tym roku.

pismo z urzędu skarbowego co to może być

Nie zapłaciłeś tego do 24 kwietnia? Skarbówka sięgnie po twoją pensję

tajne posiedzenie sejmu o co chodzi

Awantura na spotkaniu PiS. Terlecki powiedział to Kaczyńskiemu prosto w twarz