Bruksela zaskoczyła branżę rolną w najgorszym możliwym momencie. 20 kwietnia komitet Rady Europejskiej w trybie pilnym przeforsował tak zwany akt techniczny dotyczący importu mięsa. Sprawę nagłośnił dopiero francuski tygodnik Le Point, ujawniając kulisy całej operacji.
Brukselska decyzja, która może pogrzebać europejskich rolników. Cichy ruch tuż przed startem umowy
Termin wprowadzenia zmian nie jest przypadkowy. Już 1 maja zacznie obowiązywać porozumienie handlowe między Unią Europejską a krajami Mercosuru. Nowe regulacje pojawiły się dosłownie kilka dni przed tą datą, niemal w ostatniej możliwej chwili. Krytycy mówią wprost o ukrytym mechanizmie. Sposób, w jaki przeprowadzono całą procedurę, wzbudza poważne wątpliwości w środowiskach rolniczych.
Wielu obserwatorów pyta, dlaczego tak ważna decyzja zapadła bez szerszej debaty publicznej. Sama Komisja Europejska próbuje uspokajać nastroje. Jej przedstawiciele przekonują, że wolumeny importu pozostają skromne wobec skali europejskiej produkcji. Rolnicy mają jednak zupełnie inne zdanie i nie zamierzają milczeć.
Kto naprawdę zyska na nowych zasadach?
Sednem zmian jest kwestia podziału kontyngentów taryfowych na wołowinę i drób. Dotąd to Unia samodzielnie zarządzała licencjami importowymi, dbając o zachowanie konkurencji między dostawcami. Teraz tę decyzję przekazano w ręce krajów eksportujących z Mercosuru, czyli przede wszystkim Brazylii. To one ustalą, kto otrzyma dostęp do rynku.
Władze brazylijskie zastosują własne kryteria przy podziale kwot. Liczyć się będzie historia eksportu, certyfikaty sanitarne oraz możliwości logistyczne danego producenta. Każde z tych kryteriów premiuje największych graczy na rynku. Mali i średni dostawcy praktycznie nie mają szans w takiej konkurencji. Od 2028 roku sytuacja stanie się jeszcze bardziej drastyczna. Europejscy importerzy zostaną zmuszeni do kupowania mięsa wyłącznie od dostawcy wskazanego przez kraje Mercosuru.
Cały proces ma odbywać się przez obowiązkowy dokument elektroniczny, bez możliwości obejścia. Eksperci nie mają złudzeń co do beneficjenta tych zmian. Brazylijski koncern JBS może zagarnąć od 80 do 85 procent całego unijnego kontyngentu. Mowa o światowym liderze branży mięsnej z obrotami przekraczającymi 86 miliardów dolarów rocznie.
Burza w Brukseli i głosy rolników
Reakcje na ujawnione zmiany są ostre. Były dyrektor generalny do spraw handlu w Komisji Europejskiej, Jean-Luc Demarty, mówi o skandalicznym i bezprecedensowym oddaniu suwerenności. Eurodeputowany Benoît Cassart z grupy Renew wysłał pilny list do Komisji z żądaniem cofnięcia decyzji. Francuscy producenci drobiu porównują sytuację do przypadku Ukrainy, gdzie firma MHP przejęła 90 procent kwot drobiowych.
Praktyczne skutki dla rynku mogą być druzgocące. JBS zyska możliwość sprzedaży mięsa po cenie nieznacznie niższej od unijnej, zgarniając rentę kwotową liczoną w setkach milionów euro rocznie. Europejscy importerzy stracą realny wybór i staną się zależni od jednego brazylijskiego dostawcy. To prosta droga do dumpingu cenowego.
Decyzja zapadła w wyjątkowo trudnym momencie dla unijnego rolnictwa. Hodowcy od miesięcy organizują protesty przeciwko porozumieniu z Mercosurem. Wskazują na ogromne różnice w standardach sanitarnych, środowiskowych i pracowniczych między oboma blokami. Brazylijska produkcja jest po prostu tańsza, bo działa na zupełnie innych zasadach.
Połączenie monopolu jednego gracza ze stopniowym znoszeniem ceł budzi największe obawy. Hodowcy ostrzegają, że taki układ uderzy w fundamenty europejskiej produkcji mięsa. Spadek dochodów może wykończyć tysiące rodzinnych gospodarstw. Bruksela najwyraźniej nie dostrzega skali zagrożenia, jakie sama wywołała.


