Coraz częściej zachodnie media pochylają się nad fenomenem polskiej gospodarki. To, co jeszcze niedawno wydawało się niemożliwe, dziś staje się przedmiotem poważnych analiz w renomowanych redakcjach. Niemcy, którzy przez lata patrzyli na wschodniego sąsiada z pewnym dystansem, teraz zaczynają przyglądać się Warszawie z mieszanką podziwu i zaskoczenia. Nasz kraj wyrasta na regionalnego lidera, a publicyści zza Odry próbują zrozumieć, jak to się stało.
Niemcy nie mogą uwierzyć w to, co dzieje się w Polsce. Padły mocne słowa o naszej gospodarce
Tym razem głos zabrał Jan Opielka na łamach „Berliner Zeitung”. Jego tekst to próba uchwycenia drogi, jaką Polska przeszła od przełomowego 1989 roku. Autor nie kryje, że dla wielu obserwatorów tempo polskich przemian pozostaje trudne do pojęcia. Pisze o kraju, który potrafił wykorzystać historyczną szansę i nie roztrwonił jej na polityczne spory.
W swoim materiale niemiecki dziennikarz porusza kilka wątków, które mogą zaskoczyć czytelników po obu stronach granicy. Niektóre z nich brzmią wręcz nieprawdopodobnie dla Niemców przyzwyczajonych do określonego porządku rzeczy. Inne stanowią poważną przestrogę przed nadmiernym optymizmem. Bo Polska, jak wynika z analizy, ma też swoje cienie.
Opielka stawia tezę, że obecny rząd w Warszawie myśli o sobie zupełnie inaczej niż jego poprzednicy sprzed dekady czy dwóch. Ambicje polityczne idą w parze z rosnącymi możliwościami ekonomicznymi. Padają w tekście liczby, które robią wrażenie. I padają fakty, które dla wielu Niemców są po prostu kłopotliwe.
Pociągi, które zawstydzają sąsiadów
Jednym z najbardziej zaskakujących punktów niemieckiej analizy jest porównanie kolei. Polskie składy jeżdżą dziś bardziej punktualnie niż te po zachodniej stronie Odry. Dla kraju, który przez dziesięciolecia kojarzył się z precyzją, to spostrzeżenie musi być bolesne. Opielka nie owija jednak tego w bawełnę.
Rok temu Polska po raz pierwszy zrównała się z Hiszpanią pod względem PKB na mieszkańca liczonego parytetem siły nabywczej. To moment symboliczny, ale zarazem konkretny. Pokazuje, że dystans dzielący nasz kraj od starych członków Unii Europejskiej topnieje szybciej, niż przewidywali nawet najwięksi optymiści. Hiszpania przestała być punktem odniesienia, do którego Polska aspiruje.
Według danych przytoczonych przez Opielkę, polska gospodarka plasuje się obecnie na 20. miejscu na świecie. Wszystko zależy od chwilowych wahań kursu złotego względem dolara, ale faktem jest, że Polska wyprzedziła w tej klasyfikacji Szwajcarię. Z tego powodu Warszawa zaczyna pukać do drzwi nieformalnej grupy G20.
Niemiecki publicysta zwraca uwagę na rolę samych Polaków w tym procesie. Wielu rodaków wróciło z emigracji, przywożąc ze sobą doświadczenia zdobyte na Zachodzie. Ich przedsiębiorczość i wiedza fachowa stały się jednym z motorów napędowych gospodarki. To kapitał, którego nie da się kupić ani wytworzyć dekretem.
Niemiec chwali rządy PiS. Wymienia konkrety
Tu zaczyna się wątek, który może zaskoczyć szczególnie. Opielka stwierdza wprost, że jednym z fundamentów dzisiejszego sukcesu była polityka gospodarcza Zjednoczonej Prawicy z lat 2015-2023. Autor zaznacza, że choć w Polsce i Europie często nazywano ten rząd zagrożeniem dla demokracji, w sferze ekonomii i polityki społecznej zrobiono wówczas wiele rzeczy dobrze. Ten ton w niemieckim mainstreamie nie jest powszechny.
Wśród konkretnych decyzji niemiecki dziennikarz wymienia wprowadzenie ustawowej minimalnej stawki godzinowej. Docenia również nowe świadczenia socjalne, które wprowadzono za poprzednich rządów. Polityka ukierunkowana na popyt wewnętrzny przyniosła efekty, które dziś widać w statystykach makroekonomicznych. Konsumpcja stała się silnikiem wzrostu.
Opielka chwali także walkę z luką w VAT, która przez lata stanowiła ogromne źródło strat budżetowych. Skarb państwa odzyskał miliardy złotych, które wcześniej znikały w szarej strefie. To pieniądze, które pozwoliły sfinansować zarówno świadczenia, jak i inwestycje infrastrukturalne. Niemiecki autor uznaje to za realne osiągnięcie.
Wśród wymienionych przedsięwzięć znalazł się też Centralny Port Komunikacyjny. Projekt, który budzi spory polityczne, dla Opielki jest przykładem ambitnego planowania długoterminowego. To inwestycja, jaką trudno sobie wyobrazić bez odwagi politycznej. Dla niemieckiego czytelnika to sygnał, że Polska gra coraz wyżej.
Cienie sukcesu, których nikt nie chce widzieć
Niemiecki publicysta nie zatrzymuje się jednak na pochwałach. Wskazuje, że polska gospodarka ma kilka poważnych słabości, które mogą zemścić się w nadchodzących latach. Pierwszą z nich jest gwałtownie rosnące zadłużenie sektora publicznego. To problem, którego skala niepokoi obserwatorów rynków finansowych.
Opielka krytycznie ocenia liberalny rząd Donalda Tuska, którego głównym hasłem ekonomicznym pozostaje deregulacja. Według autora gabinet do tej pory nie uruchomił państwowego programu mieszkaniowego, mimo apeli swojego lewicowego koalicjanta. Dziennikarz zwraca też uwagę na brak strategii migracyjnej i integracyjnej. Polska, jak pisze, należy do krajów o najniższych wskaźnikach urodzeń w Unii Europejskiej, a obecność uchodźców z Ukrainy oraz pracowników z państw trzecich wymaga przemyślanych rozwiązań.
Kolejnym bolesnym punktem jest ochrona zdrowia. Niemiecki autor mówi wprost o jej poważnym niedofinansowaniu. To dziedzina, w której polska transformacja nie poszła tak dobrze, jak w innych obszarach. Mimo wzrostu PKB pacjenci wciąż czekają miesiącami na podstawowe świadczenia.
Najmocniejsze słowa padają jednak w odniesieniu do warunków pracy. Opielka pisze, że specjalne strefy ekonomiczne bywają nazywane przez samych zatrudnionych „obozami pracy”. Pensje są tam zwykle ledwie wyższe od minimalnej krajowej, która w przeliczeniu wynosi około 1100 euro brutto miesięcznie. Imponujące wskaźniki makroekonomiczne i kwitnące metropolie nie zmieniają tego, że na niższych szczeblach drabiny społecznej życie pozostaje trudne.


