Od lat słyszeli, że system jest sprawiedliwy. Dziś coraz głośniej mówią o poczuciu krzywdy i nierównym traktowaniu. W tle są ogromne pieniądze, polityczne kalkulacje i tysiące osób, które nadal nie wiedzą, czy państwo w końcu zmieni zasady gry.
Emeryci mundurowi czekają na przełom. Rząd analizuje zmiany,
Temat tzw. starego portfela ponownie wrócił do politycznych rozmów. Chodzi o żołnierzy, którzy rozpoczęli służbę przed 2 stycznia 1999 roku i po zakończeniu kariery wojskowej pracowali jeszcze w cywilu. Przez lata odprowadzali składki do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, licząc na dodatkowe świadczenie po osiągnięciu wieku emerytalnego. Dziś wielu z nich nadal nie może korzystać z pieniędzy zgromadzonych w drugim systemie.
Problem polega na obowiązujących zasadach zbiegu świadczeń. Osoby objęte starym systemem mogą pobierać tylko jedno świadczenie, zazwyczaj to wyższe. W praktyce oznacza to najczęściej zawieszenie emerytury wypłacanej przez ZUS. Sytuacja od dawna budzi frustrację wśród emerytowanych żołnierzy.
Największe emocje wywołuje porównanie z młodszymi rocznikami mundurowych. Osoby, które rozpoczęły służbę po 2 stycznia 1999 roku, mogą już korzystać z obu systemów jednocześnie. Starsi emeryci przekonują, że państwo stworzyło dwie grupy obywateli traktowanych według różnych zasad. To właśnie ten argument regularnie pojawia się w dyskusjach o zmianach.
Sprawa trafiła również do resortów odpowiedzialnych za bezpieczeństwo i politykę społeczną. Jak ujawnił wiceminister obrony Paweł Bejda, przedstawiciele MON, MSWiA oraz Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej prowadzili robocze spotkania dotyczące możliwych zmian. Analizowany jest wariant pozwalający na jednoczesne pobieranie świadczeń przez żołnierzy objętych starym portfelem.
Rząd liczy koszty i szuka rozwiązania
Choć rozmowy trwają, kluczową kwestią pozostają pieniądze. Paweł Bejda podkreślił, że przygotowanie nowych przepisów nadzoruje Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Powód jest prosty. Ewentualne zmiany oznaczałyby dodatkowe wydatki dla Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.
Drugie świadczenie miałoby być wyliczane na podstawie okresów zatrudnienia i składek odprowadzanych po zakończeniu służby. To właśnie ten element budzi największe obawy dotyczące finansów publicznych. Skala potencjalnych kosztów nie została jeszcze oficjalnie przedstawiona. Wiadomo jednak, że temat wywołuje coraz więcej politycznych sporów.
Krytycznie do planowanych zmian odnosi się dr Łukasz Wacławik z Akademii Górniczo-Hutniczej. Ekspert zwraca uwagę, że zbliżające się wybory mogą wpływać na decyzje polityków. Jego zdaniem część propozycji dotyczących świadczeń społecznych służy zdobywaniu poparcia kosztem przyszłych wydatków państwa.
Ekonomista przypomina również, jak wielkie środki pochłania system świadczeń społecznych. Jak wskazuje, w ubiegłym roku wydatki przekroczyły 500 miliardów złotych, a zdecydowaną większość stanowiły emerytury i renty. Wacławik uważa także, że wcześniejsze emerytury powinny wiązać się z zakazem pracy albo z zawieszeniem świadczenia podczas dalszej aktywności zawodowej.


