Coraz głośniej mówi się o zmianach, które mogą dotknąć milionów pracowników. W centrum dyskusji znalazły się pieniądze, religia i państwowa kontrola nad finansowaniem Kościołów. Sprawa już trafiła do Senatu i wzbudza ogromne emocje zarówno wśród polityków, jak i osób wierzących.
Nawet 8 proc. z pensji na Kościół? W Senacie ruszyły prace nad głośnym podatkiem
W połowie 2025 roku do Senatu wpłynęła petycja dotycząca wprowadzenia nowego podatku związanego z przynależnością religijną. Autorzy dokumentu zaproponowali, aby składka była pobierana bezpośrednio z wynagrodzeń osób deklarujących członkostwo w Kościołach i związkach wyznaniowych. Mechanizm miałby obejmować umowy o pracę, zlecenia oraz umowy o dzieło.
Według propozycji wysokość nowego obciążenia miałaby wynosić 8 proc. Podatek byłby potrącany przez pracodawcę i następnie przekazywany do urzędu skarbowego. Autorzy petycji przekonują, że taki model zwiększyłby przejrzystość finansowania wspólnot religijnych.
Pomysł nie pojawił się przypadkowo. Projekt wyraźnie odwołuje się do niemieckiego systemu Kirchensteuer, który funkcjonuje tam od wielu lat. W Niemczech osoby należące do Kościołów płacą specjalną daninę uzależnioną od miejsca zamieszkania i obowiązujących przepisów w danym landzie.
Twórcy petycji podkreślają, że proponowane rozwiązanie miałoby ograniczyć ryzyko finansowych nadużyć. System byłby bardziej formalny i podlegałby publicznej kontroli. Dodatkowo pozwalałby dokładniej określić liczbę osób rzeczywiście należących do konkretnych wspólnot religijnych.
Bez deklaracji nie da się uniknąć opłaty
Największe emocje budzi sposób naliczania nowego podatku. Zgodnie z propozycją jedyną możliwością uniknięcia potrącenia byłoby formalne zadeklarowanie braku przynależności do jakiejkolwiek wspólnoty wyznaniowej. Oznaczałoby to konieczność oficjalnego wystąpienia z Kościoła lub rezygnacji z deklarowanej wiary.
Autorzy petycji przekonują, że rozwiązanie jest sprawiedliwe, ponieważ obciąża wyłącznie osoby utożsamiające się z daną religią. Podobne zasady funkcjonują już w Niemczech. Tam rezygnacja z płacenia podatku również wymaga formalnego opuszczenia Kościoła.
7 lipca 2025 roku petycja została skierowana do senackiej Komisji Petycji. Kilka miesięcy później senatorowie zakończyli pierwszy etap prac nad dokumentem. Dyskusja pokazała jednak, że temat wywołuje poważne podziały polityczne i społeczne.
Podczas obrad senator Piotr Masłowski złożył wniosek o uzyskanie opinii Ministerstwa Finansów oraz Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. Zwrócił też uwagę na potrzebę sprawdzenia zgodności proponowanych przepisów z konstytucją. Senator Monika Piątkowska poparła ten postulat, podkreślając społeczną wrażliwość całej sprawy.
Senatorowie podzieleni. Prace jednak trwają
Inne stanowisko zaprezentował senator Michał Seweryński. W trakcie dyskusji przypomniał, że równolegle prowadzone są rozmowy dotyczące zastąpienia Funduszu Kościelnego nowymi rozwiązaniami finansowymi. Rozmowy te mają odbywać się pomiędzy rządem, Kościołem i przedstawicielami innych związków wyznaniowych.
Senator Seweryński złożył wniosek o niepodejmowanie dalszych prac nad petycją. Propozycja nie zdobyła jednak większości głosów w Komisji Petycji. Ostatecznie senatorowie zdecydowali o wystąpieniu do resortów o przygotowanie oficjalnych opinii dotyczących projektu.
Debata wokół podatku religijnego szybko przeniosła się także poza Senat. W Polsce finansowanie Kościołów nadal opiera się głównie na dobrowolnych datkach i darowiznach wiernych. Ten model od lat budzi kontrowersje związane z ograniczoną przejrzystością przepływu środków.
Nowa propozycja może więc stać się początkiem znacznie szerszej dyskusji o relacjach państwa i Kościoła. Na razie nie zapadły jeszcze żadne ostateczne decyzje legislacyjne. Sprawa pozostaje jednak otwarta, a kolejne opinie ministerstw mogą przesądzić o dalszych losach projektu.


