Platforma streamingowa, która od lat przyzwyczajała widzów do porannych premier, tym razem postanowiła wywrócić harmonogram do góry nogami. Pierwszy odcinek nowego sezonu pojawił się o godzinie drugiej w nocy polskiego czasu, co dla wielu fanów oznaczało konieczność zarwania nocnego odpoczynku. To jednak nie koniec niespodzianek ze strony giganta streamingowego.
„Stranger Things” wraca po raz ostatni. To, co przygotowali twórcy, może zaskoczyć nawet największych fanów
Twórcy serialu, którzy przez lata budowali napięcie i rozwijali skomplikowaną historię mieszkańców Hawkins, zdecydowali się na kolejny nietypowy krok. Zamiast zaserwować widzom cały sezon naraz lub podzielić go tradycyjnie na dwie części, postanowili rozbić finał na trzy odsłony. Podobną strategię Netflix zastosował wcześniej przy „Bridgertonach” i „Wednesday”.
Taka taktyka ma oczywiście swoje uzasadnienie biznesowe. Dzięki trzem osobnym premierom tytuł zyskuje trzykrotnie więcej medialnego szumu i utrzymuje się w świadomości widzów przez dłuższy czas. Platforma jakby mówi do swojej publiczności: zobaczcie, jaką wyjątkową produkcję dla was przygotowaliśmy, jak bardzo na nią czekacie.
Fenomen, który zdominował platformę
Czy faktycznie widzowie tak bardzo wyczekiwali powrotu do Hawkins? Statystyki nie pozostawiają złudzeń. W aktualnym zestawieniu najdłużej oglądanych produkcji na platformie w pierwszej dziesiątce znajdują się wszystkie cztery poprzednie sezony serialu. To absolutnie bezprecedensowa sytuacja, gdy jeden tytuł zajmuje aż cztery miejsca w top 10. Armia fanów wyraźnie odświeża sobie fabułę przed wielkim finałem, niczym przed najważniejszym egzaminem w życiu.
Historia Jedenastki i jej przyjaciół towarzyszy widzom od niemal dekady. Bracia Matt i Ross Dufferowie poświęcili temu projektowi ogromną część swojego zawodowego życia. W rozmowach z mediami twórcy przyznają, że reakcje fanów na przestrzeni lat były dla nich niezwykle poruszające. Matt Duffer wspomina, jak wielu młodych ludzi dzieliło się z nimi historiami o tym, jak bardzo identyfikowali się z bohaterami i jak serial pomagał im przetrwać trudne momenty dorastania.
Właśnie o dojrzewaniu i akceptacji siebie ma traktować ostatni sezon. Twórcy podkreślają, że ich bohaterowie wreszcie godzą się z tym, kim są. Mają nadzieję, że widzowie odnajdą w postaciach cząstkę siebie i poczują się mniej samotni, towarzysząc im w tej ostatniej podróży. To niezwykle osobiste podejście do zakończenia tak wielkiej produkcji.
Hawkins ponownie pogrąża się w mroku
Akcja finałowego sezonu rozgrywa się jesienią 1987 roku. Po dramatycznych wydarzeniach z poprzedniej odsłony mieszkańcy miasteczka próbują żyć normalnie, ignorując obecność wielkiej bazy wojskowej i śmigłowców przelatujących nad ich głowami. Dorośli organizują kolacje i upominają swoje dzieci, a młodzież chodzi do szkoły i zajmuje się typowymi dla amerykańskich nastolatków sprawami, w tym niestety również dręczeniem rówieśników.
Bohaterowie, których poznaliśmy jako dzieciaki na rowerkach, są teraz niemal nie do poznania. To dorośli ludzie z niskimi głosami i dojrzałymi twarzami, choć wszystko wokół nich pozostaje znajome. Krótkofalówki, czapki z daszkiem, tapiry, muzyka odtwarzana z kaset magnetofonowych. Nostalgiczny klimat lat osiemdziesiątych wciąż stanowi fundament tej opowieści.
Jedenastka wraz z przyjaciółmi, ich rodzeństwem, Hopperem i Joyce Byers ma jedno zadanie do wykonania. Muszą uratować będącą w śpiączce Max i wreszcie rozprawić się z Drugą Stroną oraz wszystkimi potworami, które mnożą się z każdym kolejnym sezonem. Vecna jednak zniknął i nikt nie wie, gdzie przebywa ani co knuje. Władze objęły całe miasteczko kwarantanną i otoczyły je wojskiem, a rząd za wszelką cenę chce dopaść Jedenastkę, zmuszając ją do ukrywania się.
Nowe twarze i ukłon w stronę klasyki
Bracia Dufferowie nie byliby sobą, gdyby nie wprowadzili nowych postaci nawet w ostatniej odsłonie swojej opowieści. Tym razem większą rolę odgrywa mała Holly, która staje się kolejną ofiarą Vecny i trafia do tajemniczego podświata. To jednak nie jedyna nowość w obsadzie. Na ekranie pojawia się również Linda Hamilton, ikona kina lat osiemdziesiątych znana z roli Sarah Connor w „Terminatorze”. Jej postać w pierwszych odcinkach pozostaje owiana tajemnicą, ale fani mogą liczyć na to, że twórcy w pełni wykorzystają potencjał tej kultowej aktorki.
Obecność Hamilton to wyraźny dowód na to, jak bardzo Dufferowie kochają popkulturę dekady, w której osadzili swoją historię. Serial zawsze czerpał garściami z filmowych klasyków tamtych czasów, a zaangażowanie legendy „Terminatora” stanowi kolejny ukłon w stronę tej tradycji.
Ross Duffer w wywiadach podkreśla, że ostatni sezon jest zarówno mroczniejszy, jak i dojrzalszy od poprzednich. Twórcy chcieli uczynić Vecnę nie tylko straszniejszym, ale również mniej ludzkim. Między czwartym a piątym sezonem antagonista utracił ogromną część swojego człowieczeństwa, co czyni go jeszcze bardziej przerażającym. To zapowiedź, która powinna zmrozić krew w żyłach nawet najbardziej zahartowanych fanów horroru.
Czy było warto zarywać noc?
Serial wciąż wspaniale żongluje przyjaźniami i sympatiami, rysując wiarygodne relacje między rówieśnikami i ich dorosłymi opiekunami. Bo nawet jeśli widzowie lubią patrzeć na kostiumy z epoki, słuchać walkie-talkie i rozkoszować się utworami Kate Bush w ścieżce dźwiękowej, to najlepszą częścią tego świata niezmiennie pozostają bohaterowie. Gdzieś po drodze rozmyła się wprawdzie idea konfrontacji dziecięcej niewinności ze złymi nadprzyrodzonymi siłami na rzecz szaleńczych pościgów i makabrycznych, pokrytych śluzem kreatur, ale kibicowanie „dzieciakom” w ich kolejnym planie wciąż sprawia przyjemność.
Pierwsze cztery odcinki piątego sezonu są wręcz nabrzmiałe od wydarzeń i dialogów, które jeszcze nie prowadzą do konkretnych rozwiązań. Schemat powtarza się wielokrotnie: zagrożenie, przełomowe odkrycie, pomysł, próba i znowu od początku. Niektóre sceny, szczególnie te z udziałem Willa i Robyn, mogłyby być znacznie krótsze bez szkody dla fabuły. Powiedzieć, że serial jest przeładowany bohaterami i wątkami, to jak nie powiedzieć nic.
Jednak finałowe sezony istnieją właśnie po to, by wszystkie te rozproszone wątki połączyć w spójną całość prowadzącą do wielkiego rozwiązania. Cztery odcinki, dla których fani zarwali noc, były tego warte, choć mogłyby trwać o połowę krócej. To wszystko musi się zakończyć epickim, wybuchowym finałem, na który ta niemal dziesięcioletnia historia zasługuje. Zbliża się rocznica zniknięcia Willa i narasta znajoma atmosfera grozy. Ostateczne starcie nadchodzi wielkimi krokami.
Harmonogram premier piątego sezonu „Stranger Things” prezentuje się następująco: pierwsze cztery odcinki zadebiutowały 27 listopada, odcinki od piątego do siódmego pojawią się 26 grudnia, a ostatni, finałowy epizod zostanie udostępniony 1 stycznia 2026 roku. Netflix rozciąga pożegnanie z Hawkins na ponad miesiąc, dając fanom czas na przeżywanie każdej emocji związanej z końcem tej wyjątkowej przygody.
Źródło: Onet.pl


