in

HAHAHA!HAHAHA! WTFWTF

Z OSTATNIEJ CHWILI. Wielka awantura w Sejmie. Posłowie prawie się pobili

Dwóch polityków Prawa i Sprawiedliwości rozwinęło w ławach duże transparenty, które natychmiast przyciągnęły uwagę wszystkich zgromadzonych. Doszło do awantury.

z ostatniej chwili

Piątkowe posiedzenie parlamentu zamieniło się w prawdziwy spektakl emocji. Przepychanki, krzyki i skandowanie znanego hasła sprzed lat sprawiły, że marszałek musiał zawiesić prace izby. Na sali pojawiły się transparenty, które wyprowadziły z równowagi nawet najbardziej opanowanych polityków. To, co potem powiedział jeden z posłów z mównicy, już teraz odbija się głośnym echem w całej Polsce.

Burza pod kopułą Sejmu. Wszystko zaczęło się niewinnie

Piątkowe obrady miały być stosunkowo spokojne. Parlamentarzyści przygotowywali się do głosowania nad prezydenckim wetem dotyczącym kryptoaktywów, a na mównicy akurat przemawiał Przemysław Czarnek. W pewnym momencie atmosfera na sali gwałtownie się zmieniła, a część posłów zerwała się z miejsc. Spokój, który panował jeszcze kilkanaście sekund wcześniej, ustąpił miejsca narastającemu zamieszaniu.

Dwóch polityków Prawa i Sprawiedliwości rozwinęło w ławach duże transparenty, które natychmiast przyciągnęły uwagę wszystkich zgromadzonych. Na planszach widniały fotografie i krótkie hasło, które w Polsce każdemu kojarzy się z głośnym filmem braci Sekielskich. Operatorzy sejmowych kamer natychmiast skierowali obiektywy na tę część sali. Reakcja prowadzącego posiedzenie marszałka była błyskawiczna.

Włodzimierz Czarzasty podjął interwencję zgodnie z procedurą, ale tempo wydarzeń wyraźnie go zaskoczyło. Pierwsze upomnienie nie przyniosło żadnego skutku, a protestujący posłowie nie mieli najmniejszego zamiaru się wycofywać. Chwilę później w całej sali rozległo się skandowanie, które zamieniło posiedzenie w coś bliższego manifestacji niż parlamentarnej debaty. Hasło „precz z komuną” wracało raz po raz jak refren.

W ławach poselskich coraz wyraźniej dało się słyszeć podniesione głosy, a niektórzy parlamentarzyści podnieśli się z miejsc. Doszło do szarpaniny, bo politycy koalicji próbowali siłą odebrać planszę jednemu z protestujących. Sceny przypominały raczej zajście z podwórkowej awantury niż pracę najwyższego organu ustawodawczego. Kamery rejestrowały każdy detal, który natychmiast obiegł media społecznościowe.

Transparenty w ławach. Co dokładnie pokazali posłowie PiS

Na sporządzonych planszach znalazły się dwa zdjęcia. Pierwsze przedstawiało premiera Donalda Tuska, drugie wicemarszałek Sejmu Monikę Wielichowską w towarzystwie Kamili L. Pod obiema fotografiami umieszczono ten sam napis, który nawiązywał do słynnego dokumentu o pedofilii w Kościele. Dobór hasła oczywiście nie był przypadkowy.

Bezpośrednim tłem całej akcji jest głośna sprawa z Kłodzka, która wstrząsnęła Polską wiosną. Sąd Okręgowy w Świdnicy skazał w marcu Kamilę L., dawniej związaną z lokalnymi strukturami Platformy Obywatelskiej, na sześć i pół roku więzienia. Kobietę uznano winną nieudzielenia pomocy własnej córce, która padła ofiarą przemocy seksualnej ze strony jej męża. Mężczyzna dręczył także zwierzęta znajdujące się w domu.

Tydzień przed wyrokiem kobiety zapadł wyrok w sprawie jej męża. Przemysław L. usłyszał najsurowszy możliwy w Polsce wymiar kary terminowej — dwadzieścia pięć lat pozbawienia wolności. Sprawa wstrząsnęła opinią publiczną, ponieważ ujawniła ogrom krzywdy wyrządzonej dziecku we własnym domu. Od tamtego czasu politycy opozycji wielokrotnie próbowali powiązać historię z obecnym środowiskiem rządzącym.

Właśnie dlatego Dariusz Matecki i Michał Woś pojawili się w Sejmie z tak skonstruowanym przekazem. Chcieli zmusić większość sejmową do publicznego odniesienia się do relacji między skazaną a politykami obecnej koalicji. Akcja miała wymiar czysto symboliczny, ale doskonale wyliczony pod kątem medialnego efektu. Sposób, w jaki wybrali, by to zrobić, natychmiast wywołał falę oburzenia po drugiej stronie sceny politycznej.

Decyzja marszałka i skandal na sali. „Won do Ruskich”

Po kolejnych ostrzeżeniach Włodzimierz Czarzasty sięgnął po najostrzejsze narzędzie, jakie daje mu regulamin. Powołał się na artykuł 175 i zdecydował o wykluczeniu Dariusza Mateckiego z posiedzenia. Chwilę potem ten sam los spotkał Michała Wosia, który przejął transparent od kolegi klubowego. W odebraniu planszy posłowi PiS próbował pomóc Witold Zembaczyński z Koalicji Obywatelskiej, co tylko dolało oliwy do ognia.

Marszałek ogłosił przerwę i poprosił do siebie Mariusza Błaszczaka, szefa klubu PiS. Po krótkiej rozmowie obrady wznowiono, jednak emocje wcale nie opadły. Jako jeden z pierwszych zabrał głos Sławomir Nitras, a po nim na mównicę wszedł Tomasz Trela z Lewicy. To właśnie jego wystąpienie przeszło już do historii tej kadencji.

Polityk nazwał zachowanie wykluczonych posłów obrzydliwym i nie przebierał w słowach. Przypomniał, że jeden z nich miał brać udział w kontrowersjach wokół zakupu systemu Pegasus i jego wykorzystywania, a drugi trafił w przeszłości do aresztu w związku z zarzutami dotyczącymi pieniędzy z Funduszu Sprawiedliwości. Trela ocenił, że obaj wcale nie powinni zasiadać w ławach parlamentu, lecz odbywać kary w zakładach karnych. Jego wystąpienie kończył jednak fragment, który zelektryzował całą salę.

Poseł Lewicy podniesionym tonem rzucił w stronę wykluczonych słowa „Won, won do Ruskich”. Na sali zapadła chwila ciszy, po której reakcję musiał okazać sam prowadzący obrady. Czarzasty upomniał mówcę, prosząc, by nie posługiwał się takim słownictwem. Sam Matecki i Woś skomentowali decyzję marszałka na platformie X, pisząc o próbie zakrzyczenia ich i domagając się wyjaśnień od premiera oraz wicemarszałek Sejmu.

Polityczne konsekwencje. Po awanturze nic już nie będzie takie samo

Cała awantura przyćmiła temat, wokół którego tego dnia toczyła się sejmowa debata. Izba miała bowiem zająć się wetem prezydenta Karola Nawrockiego dotyczącym ustawy o kryptoaktywach. Burza wokół transparentów skutecznie zepchnęła merytoryczną dyskusję na dalszy plan. Media oraz komentatorzy rozpisywali się przede wszystkim o sposobie, w jaki opozycja próbowała wrócić do sprawy Kłodzka.

Piątkowe wydarzenia pokazały skalę napięcia między obecną większością a Prawem i Sprawiedliwością. Każdy gest w Sejmie bywa dziś dokładnie wyliczony pod kątem medialnego oddziaływania, a parlament coraz częściej przypomina teatr obliczony na krótkie nagrania udostępniane w sieci. Strony sporu wzajemnie oskarżają się o instrumentalne traktowanie ludzkich tragedii. Nic nie wskazuje na to, by ta dynamika miała w najbliższych tygodniach wyhamować.

Wykluczenie dwóch posłów to narzędzie stosowane przez marszałków rzadko i tylko wtedy, gdy inne środki zawiodą. Sam fakt, że w tak krótkim czasie musiało zostać użyte aż dwukrotnie w jednym dniu, mówi wiele o stanie polskiego parlamentaryzmu. Politycy PiS już zapowiedzieli, że nie odpuszczą kwestii zdjęć premiera i wicemarszałek z kobietą skazaną w kłodzkiej sprawie. Można spodziewać się kolejnych tego typu akcji.

Rykoszetem obrywa sam Tomasz Trela, którego słowa o odesłaniu oponentów „do Ruskich” nie przejdą bez odpowiedzi drugiej strony. Takie sformułowanie w polskiej debacie publicznej jest jednym z najcięższych możliwych zarzutów. Lewica będzie musiała zdecydować, czy weźmie je w obronę, czy zdystansuje się od swojego posła. Jedno pozostaje niepodważalne — piątkowe posiedzenie zostanie zapamiętane jako jeden z najbardziej dramatycznych punktów tej kadencji Sejmu.

apophis 2029 asteroida czy uderzy w ziemię

Kosmiczny olbrzym zmierza ku Ziemi. „Bóg chaosu” – tak nazywają go w NASA

czy musze brac koszyk w sklepie

Wchodzisz do sklepu bez koszyka? Obsługa będzie mogła wezwać ochronę