Nadchodzące miesiące mogą przynieść istotne zmiany w domowych budżetach milionów Polaków. Kwestia cen energii elektrycznej od dawna budzi emocje, a ostatnie decyzje regulatora rynku energetycznego dolały oliwy do ognia. Media huczą od doniesień o możliwych podwyżkach, które miałyby uderzyć w kieszenie konsumentów już od stycznia przyszłego roku.
Rachunki za prąd w 2026 roku: Minister zabrał głos i zaskoczył wszystkich
Sytuacja na rynku energetycznym pozostaje napięta. Gospodarstwa domowe, które przez ostatnie lata korzystały z mechanizmów ochronnych wprowadzonych przez państwo, zastanawiają się, co przyniesie kolejny rok. Spekulacje na temat skali ewentualnych wzrostów cen sięgają nawet kilkudziesięciu procent, co wywołuje zrozumiały niepokój wśród odbiorców indywidualnych.
Prezes Urzędu Regulacji Energetyki Renata Mroczek opublikowała właśnie nowe stawki, które mają obowiązywać od 2026 roku. Dokument ten stał się przedmiotem gorących dyskusji zarówno wśród ekspertów branżowych, jak i zwykłych obywateli. Wszyscy zadają sobie to samo pytanie – czy czeka nas drastyczny wzrost rachunków za prąd?
Opłata mocowa pójdzie w górę – oto nowe stawki
Zatwierdzone przez URE nowe poziomy opłaty mocowej rzeczywiście są wyższe od obecnych. Ten element rachunku za energię, funkcjonujący w Polsce od 2021 roku, stanowi mechanizm finansowania rynku mocy. Jego głównym celem jest zapewnienie stabilności dostaw prądu i zabezpieczenie systemu energetycznego przed sytuacjami awaryjnymi.
Dla odbiorców domowych wysokość opłaty nadal będzie uzależniona od rocznego zużycia energii. Nowe miesięczne stawki netto przedstawiają się następująco: gospodarstwa zużywające poniżej 500 kWh rocznie zapłacą 4,29 zł, przy zużyciu w przedziale 500-1200 kWh będzie to 10,31 zł, dla przedziału 1200-2800 kWh stawka wyniesie 17,18 zł, a najwięksi konsumenci energii – powyżej 2800 kWh rocznie – zapłacą 24,05 zł miesięcznie.
Co to oznacza w praktyce? Statystyczna polska rodzina, która rocznie zużywa około 1800 kWh energii elektrycznej, odczuje wzrost miesięcznego rachunku o około 7,4 zł. W skali całego roku daje to dodatkowe obciążenie rzędu 80 złotych. Rynek mocy działa jako system rezerwowy, finansujący utrzymanie jednostek wytwórczych gotowych do szybkiego uruchomienia w momentach, gdy produkcja z bieżących źródeł – w tym odnawialnych – okazuje się niewystarczająca.
Przedsiębiorcy zapłacą znacznie więcej
O ile gospodarstwa domowe mogą odetchnąć z względnym spokojem, o tyle sytuacja firm wygląda zdecydowanie poważniej. Wzrost kosztów energii najmocniej uderzy w przedsiębiorców rozliczających się w taryfach C, obejmujących biznes, przemysł oraz rolnictwo. Stawka dla dużych odbiorców wzrośnie o około 55 procent.
Konkretnie oznacza to skok z 0,1412 zł do 0,2194 zł za każdą kilowatogodzinę pobraną w dni robocze w godzinach szczytu, czyli między 7:00 a 22:00. Dla sektorów charakteryzujących się wysokim zapotrzebowaniem na energię elektryczną ta zmiana może istotnie podnieść koszty operacyjne i wpłynąć na rentowność prowadzonej działalności.
Dodatkowo wzrośnie również opłata kogeneracyjna. Zgodnie z projektem rozporządzenia nowa stawka wyniesie 4,36 zł/MWh wobec obecnych 3 zł/MWh. Opłata ta wspiera produkcję energii elektrycznej i ciepła w wysokosprawnej kogeneracji – technologii bardziej efektywnej i mniej obciążającej środowisko. URE podkreśla, że wsparcie to jest niezbędne ze względu na wyższe koszty związane z samą technologią kogeneracyjną.
Minister Motyka uspokaja i składa obietnicę
W tej atmosferze niepewności głos zabrał minister energii Miłosz Motyka, który kategorycznie zdementował medialne spekulacje o 50-procentowych podwyżkach cen prądu od stycznia 2026 roku. Szef resortu zapewnił, że do takich drastycznych wzrostów nie dojdzie. Co więcej, wyraził nadzieję, że ceny energii zatwierdzane przez prezesa URE będą niższe niż te obecnie zamrożone.
Warto przypomnieć, że aktualny poziom mrożenia cen dla gospodarstw domowych wynosi 500 zł/MWh, a różnicę do ceny rynkowej pokrywa państwo. Minister liczy na to, że nowe ceny taryfowe ukształtują się poniżej tej granicy. Motyka odniósł się również do prezydenckiego projektu ustawy zakładającego obniżenie cen energii o 33 procent, oceniając go jako rozwiązanie tymczasowe i nieodpowiednio oszacowane pod kątem finansów publicznych.
Według ministra projekt jest źle policzony i uszczupliłby budżet państwa o co najmniej 14 miliardów złotych ubytku w VAT. Obniżka opłat oznaczałaby bowiem konieczność sfinansowania z innych źródeł rynku mocy oraz inwestycji w sieci energetyczne. Dlatego zdaniem Motyki dokument powinien zostać zwrócony wnioskodawcy w celu uzupełnienia oceny skutków regulacji.
Minister poruszył także kwestię unijnego systemu handlu uprawnieniami do emisji CO2. W jego ocenie mechanizm EU ETS wymaga dopracowania, w tym wprowadzenia korytarzy cenowych z limitem na poziomie 55-60 euro za tonę uprawnień. Takie rozwiązanie miałoby zapobiegać spekulacjom. Motyka zaproponował również, by w przypadku zbyt wysokich cen wypuszczane były dodatkowe limity uprawnień obniżające ich wartość. Podkreślił, że system ma zachęcać do transformacji energetycznej, nie zaś stanowić nadmierne obciążenie, dlatego powinien wykluczać przemysł zbrojeniowy.
W kontekście granicznego podatku węglowego CBAM, który będzie nakładany na importowane do Unii Europejskiej towary z sektorów takich jak cement, energia elektryczna, nawozy, żeliwo, stal, aluminium oraz wodór, minister ocenił obecną propozycję jako dobre rozwiązanie wyjściowe.
Ministerstwo Energii proponuje jednak dalsze obniżenie kontyngentu na produkty stalowe, wyższy poziom ceł ponad ten kontyngent oraz włączenie do mechanizmu węgla koksowego i koksu. Polska zamierza podnosić te postulaty podczas prac w Parlamencie Europejskim oraz na spotkaniach ministrów energii krajów członkowskich.


