Nikt nie spodziewał się takiego obrotu spraw w samym środku kalendarzowej zimy. Kiedy większość Polaków przyzwyczaiła się do porannych przymrozków i topniejącego śniegu pod butami, synoptycy zaczęli publikować prognozy, które zelektryzowały internautów. Komentarze mnożą się w mediach społecznościowych, a meteorolodzy łapią za słowa, bo liczby, które podają, brzmią bardziej jak zapowiedź maja niż końcówki lutego.
Pogoda zaskakuje Polaków. To, co nadciąga z zachodu, odmieni najbliższe dni nie do poznania
Przez ostatnie tygodnie pogoda dawała wyraźne sygnały, że zima traci grunt pod nogami. Przymrozki pojawiają się już niemal wyłącznie nocą, a w ciągu dnia temperatury systematycznie wspinają się powyżej zera. Pokrywa śnieżna na nizinach znika dosłownie z dnia na dzień, bo słońce robi swoje nawet wtedy, gdy niebo wydaje się zachmurzone.
Taka sytuacja niesie jednak za sobą pewne ryzyko. Tam gdzie śnieg topnieje szybko, woda musi gdzieś odpłynąć, a rzeki nie zawsze nadążają z jej przyjęciem. To właśnie ten element układanki budzi największy niepokój służb meteorologicznych i hydrologicznych w całym kraju.
Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej wydał ostrzeżenia hydrologiczne w wielu regionach Polski. Pomarańczowe alerty, czyli te poważniejsze, obowiązują na północy i południu Wielkopolski, w południowych rejonach Pomorza, na Ziemi Łódzkiej, w południowo-wschodniej części Lubelszczyzny oraz na północno-wschodnich obszarach Dolnego Śląska.
Na północy kraju dodatkowo działają ostrzeżenia pierwszego stopnia wydane z tego samego powodu. Stan alarmowy przekroczony jest już na trzech rzekach. To liczba, która robi wrażenie, bo odwilż dopiero nabiera tempa. Sytuacja nie poprawi się szybko – prognozy pokazują, że topnienie będzie postępować, a poziomy wód mogą przez pewien czas utrzymywać się na wysokich stanach.
Synoptycy nie mają wątpliwości, co stoi za nadchodzącymi zmianami. Marek Lipiński, synoptyk Albedo dostarczający prognozy serwisowi Polsatnews.pl, wskazuje, że od czwartku Polska znajdzie się w zasięgu wyżu znad pogranicza Białorusi i Ukrainy. Wraz z nim z zachodu napłynie ciepłe i suche powietrze polarne morskie, które szczególnie silnie odczuje zachodnia część kraju.
Przełom lutego i marca może przejść do historii tej zimy
Czwartek przyniesie już wyraźne ocieplenie, zwłaszcza na południowym zachodzie kraju, gdzie termometry pokażą około 13 stopni Celsjusza. W piątek najchłodniej będzie w Suwałkach – ale i tam słupek rtęci zatrzyma się dopiero na trzech stopniach powyżej zera, podczas gdy zachodnie regiony odnotują 14–15 stopni ciepła.
Najbardziej wyjątkowy zapowiada się jednak weekend. Prognozy IMGW wskazują, że w pierwszej połowie weekendu na Dolnym Śląsku temperatury mogą sięgnąć 17 stopni Celsjusza, a lokalnie nie można wykluczyć jeszcze wyższych wartości. To liczby, które z łatwością przyćmią niejeden dzień z przełomu marca i kwietnia w poprzednich latach.
W niedzielę centrum najcieplejszego powietrza przesunie się bardziej na południe i południowy wschód, gdzie termometry pokażą do 14 stopni. Nawet na północy kraju, uznawanej za najchłodniejszą część Polski, w ciągu dnia nie spadnie poniżej pięciu stopni ciepła. Ewentualne ochłodzenie na początku marca ma być łagodne – prognozy nie przewidują powrotu mrozów, a minimalne temperatury nie powinny spaść poniżej 3 stopni Celsjusza. Wiosenna aura ma dominować, choć miejscami możliwy jest słaby deszcz lub lokalne opady deszczu ze śniegiem.

