Poniedziałkowy poranek w okolicach Krzywowierzby, niewielkiej miejscowości w powiecie włodawskim, nie zapowiadał niczego nadzwyczajnego. 70-letni mieszkaniec wyruszył na działkę leśną, żeby zająć się wycinką drzew. Nikt nie przypuszczał, że za chwilę wezwie policję, a zjawią się strażacy i Żandarmeria Wojskowa.
Szedł wycinać drzewa i zamarł. To, co sterczało z pnia, zmroziło krew w żyłach
Mężczyzna pracował w głębi lasu, dwa kilometry od najbliższych zabudowań. Właśnie tam, pośród drzew, zauważył coś niepokojącego. Kilka szarych elementów, każdy długości kilkudziesięciu centymetrów, tkwiło wbitych w drewno i ziemię. Na fragmentach widniały napisy w języku angielskim. Mężczyzna skojarzył, że może mieć do czynienia z pozostałościami wojskowego obiektu. Zadzwonił na policję we Włodawie.
Na leśną polanę ściągnięto spore siły – policjantów, strażaków i żołnierzy Żandarmerii Wojskowej. Ustalenie, czym dokładnie są tajemnicze szczątki, zajęło kilka godzin. O sprawie powiadomiono Prokuraturę Okręgową w Lublinie, a konkretnie 8. Wydział do spraw Wojskowych. Ten wydział nadzoruje śledztwo dotyczące ponad dwudziestu rosyjskich dronów, które we wrześniu ubiegłego roku naruszyły polską przestrzeń powietrzną. Część bezzałogowców spadła na terytorium kraju, niektóre zestrzelono z udziałem lotnictwa NATO.
Oddział Żandarmerii Wojskowej w Lublinie, prowadzi czynności procesowe związane z odnalezieniem obiektu powietrznego w miejscowości Krzywowierzba gm. Wyhalew. Ze wstępnych ustaleń wynika, że mogą to być szczątki sojuszniczej rakiety, użytej do zestrzelenia drona we wrześniu ub.r. pic.twitter.com/iv8cO2ABG1
— Żandarmeria Wojskowa (@Zandarmeria) March 16, 2026
Jedna z hipotez zakładała, że metalowe elementy z lasu pochodzą z rakiety wystrzelonej w nocy z 9 na 10 września. Wojsko oceniało ten scenariusz jako wysoce prawdopodobny, bo w tych okolicach prowadzono wcześniej poszukiwania wystrzelonych pocisków. Z trzech użytych rakiet odnaleziono część, ale brakowało wielu fragmentów.
Żandarmeria potwierdza – to sojusznicza rakieta
Po godzinie 15 Żandarmeria Wojskowa wydała komunikat. Wstępne ustalenia wskazują na szczątki sojuszniczej rakiety użytej do zestrzelenia drona we wrześniu ubiegłego roku. Reporter RMF FM Krzysztof Zasada ustalił nieoficjalnie, że to najprawdopodobniej pozostałości pocisku do zwalczania dronów, który we wrześniu w Wyrykach trafił w budynek mieszkalny.
W Wyrykach-Woli, dwanaście kilometrów od Krzywowierzby, pocisk zniszczył dach domu i uszkodził samochód. Przez kolejne tygodnie wojsko przeczesywało teren. Szczątki dronów odnaleziono głównie na Lubelszczyźnie, choć pojedyncze przypadki odnotowano w województwach świętokrzyskim, mazowieckim, łódzkim i warmińsko-mazurskim.

