Przez całą jesień i wczesną zimę ubiegłego roku coś niepokojącego działo się w jednym z białostockich kościołów. Nieznany sprawca – zawsze starannie ukryty pod kapturem – wchodził do pustej świątyni i zachowywał się w sposób, który trudno określić inaczej niż jako celowe profanowanie miejsca kultu.
Wchodził do pustego kościoła i niszczył ołtarz. Kamera go nagrała, dzielnicowy rozpoznał i schwytał
Podchodził do ołtarza, wykrzykiwał słowa w stronę obrazu Ostatniej Wieczerzy, pluł na obrus. Zostawiał też odręcznie pisane listy pełne nienawiści, adresowane do Boga i Kościoła. Proboszcz liczył, że sytuacja sama wygaśnie. Nie wygasła. Gdy mężczyzna podczas kolejnej wizyty wziął leżący na ołtarzu krzyż i cisnął nim w tabernakulum, ksiądz zdecydował się zgłosić sprawę policji. Wychodząc, intruz rozsypał przy drzwiach ulotki. Wszystko zarejestrował kościelny monitoring.
Nagranie trafiło na komisariat białostockiej „dwójki”. Jeden z dzielnicowych przejrzał zapis i – mimo kaptura zasłaniającego twarz – bez trudu rozpoznał sprawcę. Okazał się nim 33-letni białostoczanin. Funkcjonariusze zatrzymali go w miejscu zamieszkania i osadzili w areszcie.
Mężczyzna usłyszał dwa zarzuty obrazy uczuć religijnych. Za to przestępstwo kodeks karny przewiduje karę pozbawienia wolności do dwóch lat. Motywacja sprawcy pozostaje na razie tajemnicą śledztwa – postępowanie jest w toku, a jego wyjaśnienia nie zostały upublicznione.


