in ,

NFZ tnie pieniądze na badania. Kolejki będą rosnąć w zastraszającym tempie

NFZ wydał pilny komunikat dotyczący zmian w finansowaniu badań diagnostycznych. Lekarze i eksperci nie kryją niepokoju – konsekwencje mogą być poważne i odczuwalne dla milionów pacjentów.

dziura w budżecie nfz
Fot. Depositphotos

Informacja, która właśnie wypłynęła z centrali Narodowego Funduszu Zdrowia, postawiła na nogi środowisko medyczne. Tym razem nie chodzi o kolejną papierową reformę ani o obietnice polityków. Fundusz podjął konkretną decyzję, a ta może dotknąć milionów Polaków korzystających z publicznej opieki zdrowotnej.

Szokująca decyzja NFZ. Lekarze łapią się za głowy

Sygnały ze szpitali i przychodni nie napawają optymizmem. Lekarze i dyrektorzy placówek od tygodni wyrażali obawy o finansowanie badań diagnostycznych, ale mało kto spodziewał się aż tak ostrego cięcia. Reakcje środowiska są jednoznaczne – dominuje niepokój. Zanim padną konkrety, warto zrozumieć kontekst.

Polski system ochrony zdrowia od lat boryka się z niedofinansowaniem, a napięcia między potrzebami pacjentów i kurczącym się budżetem narastają z kwartału na kwartał. NFZ zmienia zasady rozliczania tzw. nadwykonań w ambulatoryjnej diagnostyce. Gdy szpital wykona więcej badań niż zakłada kontrakt, dotychczas dostawał zwrot pełnej kwoty. Od teraz dostanie zaledwie 40 proc.

Koszty szybują w górę, a kasa NFZ świeci pustkami

Na liście znalazły się tomografia komputerowa, rezonans magnetyczny, kolonoskopia i gastroskopia. Każde z tych badań ma ogromne znaczenie dla wczesnego wykrywania chorób. Fundusz tłumaczy, że zmiana jest konieczna, bo budżet ledwo się domyka. Nowe stawki nie obejmą pacjentów poniżej 18. roku życia, osób z kartą DILO ani badań z programów profilaktycznych. To pewien wentyl bezpieczeństwa, choć wielu specjalistów pyta, czy wystarczający.

Za decyzją stoją twarde liczby. Składka zdrowotna od dawna nie wystarcza na pokrycie wydatków, a w 2025 roku państwo dołożyło do systemu 33 miliardy złotych. Koszty diagnostyki rosną w tempie abstrakcyjnym – tomografia podrożała o 64 proc., rezonans o 58 proc. Główny motor tych podwyżek to rosnące wynagrodzenia medyków. Sama pula płac pochłonęła w 2025 roku ponad 58 miliardów złotych – jedną czwartą budżetu Funduszu. Przy takim obciążeniu coś musiało puścić. I puściło w diagnostyce.

NFZ liczy na oszczędności rzędu 800 milionów złotych rocznie. Sytuacja Funduszu jest patowa – rząd nie podniesie 9-procentowej składki ani nie zahamuje ustawowych podwyżek dla pracowników ochrony zdrowia. Nieoficjalnie mówi się o dziurze budżetowej sięgającej 23 miliardów złotych. Na stole leżą też analogiczne cięcia w leczeniu specjalistycznym.

Diagnostyczny paraliż coraz bliżej

Dr Jerzy Gryglewicz z Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia nie owija w bawełnę. Jego zdaniem przy zwrocie 40 proc. kosztów wiele badań stanie się dla placówek nieopłacalnych. Szpitale po wyczerpaniu limitu będą po prostu odmawiać przyjęć, bo każde dodatkowe zlecenie to czysta strata.

Placówka, która wykorzystała limit, stanie przed prostym wyborem – badanie ze stratą albo odesłanie pacjenta. Dyrektor pilnujący budżetu raczej nie będzie się wahał. A pacjent trafi na koniec kolejki, która już dziś ciągnie się miesiącami.

NFZ próbuje łatać budżet kosztem dostępności badań, bo nie dysponuje innymi narzędziami. Składka zamrożona, płace lecą w górę, dotacje nie nadążają. Oszczędność 800 milionów rocznie wygląda poważnie na papierze, ale jeśli jej ceną będą dłuższe kolejki do tomografii czy rezonansu – rachunek zapłacą pacjenci. Nie pieniędzmi, lecz zdrowiem i miesiącami niepewnego czekania.

Źródło: goracetematy.pl

Syn znanego polityka nie żyje. Pożegnalny wpis ojca czyta się ze łzami w oczach

paulina mabiala-czarkowska wiek

Kim jest Paulina Mabiala-Czarkowska? Nowa twarz prognozy pogody w Polsacie