Atmosfera na Nowogrodzkiej gęstnieje, a na Wiejskiej temperatura rośnie z godziny na godzinę. Za zamkniętymi drzwiami gabinetu premiera rozegrała się scena, która może przesądzić o dalszych losach rządzącej większości. Jedno spotkanie, jedna rozmowa i ultimatum, jakiego w tej kadencji jeszcze nie było – informuje jako pierwszy portal Onet.pl.
Koalicja upadnie? Godzinna rozmowa, która może zakończyć rządy
Donald Tusk nie owijał w bawełnę. Podczas bezpośredniego spotkania z Katarzyną Pełczyńską-Nałęcz szef rządu postawił sprawę na ostrzu noża — tak wynika z ustaleń Onetu. Ministra funduszy i polityki regionalnej, a zarazem liderka Polski 2050, usłyszała scenariusz, którego zapewne się spodziewała, ale który i tak zabrzmiał mocno.
Rozmowa trwała około sześćdziesięciu minut. Oprócz najbardziej palącej kwestii politycznej na stole pojawiły się też bieżące sprawy rządowe — Pełczyńska-Nałęcz przedstawiła premierowi stan realizacji Krajowego Planu Odbudowy. To jednak nie KPO zdominował spotkanie.
Najważniejszy wątek dotyczył głosowania, które ma odbyć się pod koniec kwietnia. I tego, jak zachowają się parlamentarzyści Polski 2050. W tle pozostaje cała gama napięć, które od kilku tygodni targają obozem władzy.
⚠️News Onetu: W trakcie spotkania z Katarzyną Pełczyńską-Nałęcz premier Donald Tusk zagroził wyrzuceniem Polski 2050 z koalicji, jeśli ta partia zagłosuje za wnioskiem o odwołanie Pauliny Hennig- Kloski z funkcji ministra klimatu https://t.co/IUg2XKvRik
— Kamil Dziubka 🟡🇵🇱🇺🇦 (@KamilDziubka) April 16, 2026
Ultimatum szefa rządu i twarda deklaracja liderki Polski 2050
Premier nie zostawił złudzeń co do konsekwencji. Jeśli posłowie Polski 2050 poprą wniosek o odwołanie Pauliny Hennig-Kloski, koalicja w dotychczasowym kształcie przestanie istnieć. Szef rządu postawił znak równości między takim głosowaniem a wyjściem ugrupowania Pełczyńskiej-Nałęcz z rządu.
Stawka dla Polski 2050 jest więc gigantyczna. Mowa nie tylko o jednym stanowisku ministerialnym, ale o całej pozycji partii w rządzie, wpływach, tekach i udziale we władzy. Według informacji Onetu liderka ugrupowania zapewniła ostatecznie premiera, że jej klub nie zagłosuje razem z Konfederacją i Prawem i Sprawiedliwością.
Sama deklaracja nie rozwiązuje jednak problemu, który tli się wewnątrz Polski 2050. Nastroje w klubie są bowiem zdecydowanie inne, niż mogłoby sugerować zewnętrzne stanowisko. To element, który może jeszcze odegrać kluczową rolę.
Wniosek, który rozpala polityczny spór
27 marca do Sejmu wpłynął formalny wniosek o odwołanie Pauliny Hennig-Kloski z funkcji ministry klimatu i środowiska. Pod dokumentem podpisało się około stu posłów, głównie z Konfederacji i PiS. Zgodnie z obowiązującymi przepisami, sprawa musi zostać rozpatrzona najpóźniej na posiedzeniu zaplanowanym między 28 a 30 kwietnia.
Autorzy wniosku zebrali długą listę zarzutów. Wskazują na bierność resortu wobec skutków unijnej polityki klimatycznej, szczególnie w obszarze systemu handlu emisjami ETS. Krytyce poddano również bałagan wokół programu Czyste Powietrze oraz niedostateczne przygotowanie branży energetycznej i drzewnej do sezonu grzewczego 2025/2026, zwłaszcza w kontekście dostępności pelletu.
Jeden z najostrzej brzmiących fragmentów uderza w kierunek polityki energetycznej rządu. Autorzy wniosku stawiają zarzut oparcia suwerenności energetycznej na odnawialnych źródłach energii, nazywając to wprost sabotażem państwa. Taki język w parlamentarnym dokumencie robi wrażenie.
Wewnętrzny rozłam
Problem Donalda Tuska polega na tym, że w klubie Polski 2050 niemal panuje zgoda co do tego, że Hennig-Kloska powinna odejść z rządu. Parlamentarzyści mają swoje powody i sięgają one znacznie głębiej niż bieżąca krytyka polityki klimatycznej. Chodzi o osobiste rachunki i poczucie krzywdy po partyjnym rozłamie.
W lutym bieżącego roku ówczesna ministra klimatu przegrała wybory na przewodniczącą Polski 2050. Porażka uruchomiła lawinę. Hennig-Kloska wraz z kilkunastoma parlamentarzystami pożegnała się z partią Szymona Hołowni i powołała odrębny klub poselski pod nazwą Centrum.
Na początku marca powstało też stowarzyszenie Centrum Polska, którego prezeską została właśnie Hennig-Kloska. Dla dawnych kolegów partyjnych to wystarczający powód, by chcieć odpłacić pięknym za nadobne. Szefowa Polski 2050 musi więc godzić dwie sprzeczne logiki — lojalność koalicyjną wobec Tuska i emocje własnego klubu.
Co dalej? Tydzień, który może przepisać scenę polityczną
Najbliższe posiedzenie Sejmu rozstrzygnie nie tylko los jednej minister. W praktyce odpowie też na pytanie, czy rządząca większość utrzyma obecny skład, czy doczeka się przetasowania, jakiego politycy szykujący Polskę 2050 do trudnych negocjacji z premierem raczej sobie nie życzą.
Deklaracja Pełczyńskiej-Nałęcz przekazana premierowi to jedno. Dyscyplina klubowa i realne zachowanie posłów w głosowaniu — to zupełnie inna historia. Szef rządu zdaje sobie z tego sprawę i dlatego zdecydował się na tak kategoryczne postawienie sprawy jeszcze przed posiedzeniem.
Do końca kwietnia zostało niewiele czasu. Każdy dzień przyniesie zapewne nowe rozmowy, telefony i naciski w obu kierunkach. A wynik kwietniowego głosowania pokaże, czy ultimatum premiera okazało się skuteczne, czy też Polska 2050 pójdzie drogą, z której nie będzie już odwrotu.


