Polska gospodarka rozwija się w dobrym tempie, inflacja spadła do akceptowalnych poziomów, a złoty umacnia się wobec innych walut. To wszystko sprawia, że na pierwszy rzut oka sytuacja ekonomiczna kraju wygląda stabilnie. Inwestorzy zagraniczni zachowują spokój nawet po ostatnich incydentach z rosyjskimi dronami nad polskim terytorium.
Kotecki ostrzega przed fiskalną katastrofą. „Czarny Piotruś” czeka na zwycięzcę wyborów
Jednak pod powierzchnią pozornego dobrobytu kryją się poważne problemy strukturalne, które mogą w przyszłości doprowadzić do prawdziwej katastrofy finansowej. Eksperci od miesięcy alarmują o niebezpiecznych trendach w polskich finansach publicznych, ale ich głosy giną w przedwyborczym zgiełku.
Agencja ratingowa Fitch niedawno przyglądała się polskiej sytuacji fiskalnej i jej wnioski nie napawają optymizmem. Ocena dotyczyła nie tylko bieżących problemów, ale przede wszystkim braku perspektyw na ich rozwiązanie w najbliższych latach.
Ludwik Kotecki, ekonomista zasiadający w Radzie Polityki Pieniężnej, nie pozostawia złudzeń co do skali wyzwań stojących przed polskimi finansami. Deficyt budżetowy zbliżający się do 7 procent PKB przy jednoczesnym wzroście gospodarczym na poziomie 3,5 procent to sytuacja bez precedensu w najnowszej historii Polski.
Deficyt budżetowy osiągnął alarmujące rozmiary
Dla porównania, podczas kryzysu finansowego z 2009 roku podobny deficyt wystąpił przy wzroście gospodarczym bliskim zera. Oznacza to, że obecne problemy fiskalne nie wynikają z recesji czy zewnętrznych wstrząsów, lecz ze strukturalnej nierównowagi między wydatkami a dochodami budżetu.
Kotecki zwraca uwagę na fundamentalną sprzeczność w polskim modelu gospodarczym. Kraj ma jedne z najwyższych wydatków socjalnych w Europie – 18 procent PKB – przy relatywnie niskich podatkach, szczególnie majątkowych. To połączenie staje się niemożliwe do utrzymania w obliczu rosnących wyzwań obronnych.
Przestrzeń na dalsze zwiększanie deficytu kurczy się systematycznie. Polska nie dysponuje już buforami fiskalnymi, które miała podczas poprzedniego kryzysu. W przypadku kolejnej recesji kraju groziłaby utrata zaufania rynków finansowych, co wymusiłoby wprowadzenie nadzwyczajnych działań w trybie bardzo pilnym.
Wojny polityczne blokują konieczne reformy
Polaryzacja polityczna, na którą zwróciła uwagę agencja Fitch, skutecznie paraliżuje możliwość przeprowadzenia niezbędnych dostosowań fiskalnych. Konflikty między rządem a prezydentem uniemożliwiają realizację nawet podstawowych reform podatkowych.
Pakiet propozycji ministra finansów Andrzeja Domańskiego, obejmujący podwyżki akcyzy i opłat, wyceniany na zaledwie 10-11 miliardów złotych, prawdopodobnie spotka się z prezydenckim wetem. Tymczasem potrzeby budżetu są nieporównywalnie większe – brakuje niemal 280 miliardów złotych.
Kotecki wskazuje na konieczność wypracowania „polskiego modelu” gospodarczego, znajdującego się gdzieś pośrodku między szwedzkimi wydatkami a irlandzkimi podatkami. Obecna sytuacja, w której kraj ma „szwedzkie wydatki i irlandzkie podatki”, jest nie do utrzymania w długoterminowej perspektywie.
Szczególnie dotkliwe może okazać się weto prezydenta wobec planów wprowadzenia podatku katastralnego od nieruchomości. Kotecki sugeruje tymczasowe rozwiązania, takie jak proste podwyższenie istniejącego podatku od nieruchomości, ale i te propozycje mogą napotkać opór polityczny.
Drastyczne środki jako jedyne rozwiązanie
Członek RPP proponuje wprowadzenie nadzwyczajnego podatku wojennego oraz czasowe zawieszenie wybranych świadczeń socjalnych, w tym babciowego, renty wdowiej czy programu 800 plus. Tylko tak radykalne posunięcia mogą zapobiec systemowej katastrofie finansowej.
Kotecki ostrzega, że bez podjęcia trudnych decyzji zwycięzca wyborów parlamentarnych w 2027 roku „wyciągnie Czarnego Piotrusia” – będzie zmuszony rozpocząć rządzenie od drastycznych cięć wydatków i podwyżek podatków. Alternatywnie, obecny rząd może podjąć niepopularne decyzje w roku wyborczym, co wydaje się mało prawdopodobne.
Ekspert postuluje wprowadzenie podatku majątkowego jako źródła finansowania zwiększonych wydatków militarnych. Argumentuje, że czołgi i samoloty będą bronić majątku obywateli, więc sprawiedliwe jest, aby właściciele majątku partycypowali w kosztach jego ochrony.
Wydatki na zbrojenia w wysokości 5 procent PKB, choć konieczne w obecnej sytuacji geopolitycznej, powinny mieć tymczasowy charakter. Jednak nawet przejściowe utrzymanie takiego poziomu inwestycji obronnych wymaga znalezienia stabilnych źródeł finansowania.
Kotecki podkreśla, że w czasach zagrożenia nie stać Polski na utrzymywanie 18-procentowego poziomu wydatków socjalnych w relacji do PKB. Kraj musi dostosować swoje ambicje społeczne do możliwości fiskalnych i priorytetów bezpieczeństwa.
Źródło: Money.pl


