Na pierwszy plan wychodzą emeryci z pokolenia wyżu demograficznego – ci, którzy latami budowali poduszkę finansową, licząc na spokój po zakończeniu kariery zawodowej. To właśnie ich sytuacja stała się symbolicznym papierkiem lakmusowym obecnej debaty, bo stabilność wartości oszczędności to dla tej grupy klucz do bezpieczeństwa i niezależności.
Gorzkie tezy Kiyosakiego. Świat czeka katastrofa?
Nie ubywa także emocji w rozmowach o aktywach alternatywnych, które jeszcze wczoraj uchodziły za niszowe, a dziś pretendują do rangi finansowego koła ratunkowego. Złoto, srebro, nieruchomości i kryptowaluty znów trafiają pod lupę, chociaż każde z tych rozwiązań wymaga innego poziomu wiedzy, cierpliwości i odporności na zmienność.
Jedni widzą w nich ochronę, inni ostrzegają przed skrajną huśtawką nastrojów, która potrafi w krótkim czasie zamienić euforię w rozczarowanie. Autor bestsellerów o finansach osobistych od lat stawia radykalną diagnozę: oszczędzanie w tradycyjnej formie przegrywa w starciu z inflacją i z systemem, który opiera się na tanim długu oraz kreacji pieniądza.
W jego ujęciu szczególnie narażone są osoby trzymające środki na rachunkach bankowych i w obligacjach, gdzie nominalny kupon bywa mylący, bo realny wynik po uwzględnieniu wzrostu cen może okazać się bolesny. W tym samym tonie pojawia się sugestia, że trwające trendy mogą przyspieszyć gwałtowne przesunięcia kapitału między klasami aktywów, z konsekwencjami odczuwalnymi dla całych gospodarstw domowych.
W tle tej narracji pobrzmiewa scenariusz, który w 2025 roku ma rzekomo się zmaterializować: największy krach gospodarczy w historii, dotkliwy przede wszystkim dla emerytów, z wizją utraty dorobku życia oraz dramatycznych decyzji mieszkaniowych, łącznie z koniecznością schodzenia do piwnic domów dorosłych dzieci.
Autor przypomina własne publikacje i utrzymuje, że nadszedł czas rozliczenia wcześniejszych przestróg, budując opowieść o nadciągającej fali, przed którą tradycyjny portfel może nie ochronić. W tej układance kryptowaluty mają grać rolę bezpiecznej przystani w długim terminie, z zapowiedziami pułapów cenowych liczonych w setkach tysięcy dolarów jeszcze przed końcem dekady.
Kontekst geopolityczny tylko podnosi temperaturę sprawy: zapowiedziane przez prezydenta USA stuprocentowe cła na Chiny od 1 listopada, ogłoszone 11 października, oraz dodatkowe kontrole eksportu oprogramowania o znaczeniu krytycznym, zbiegły się czasowo z ostrzeżeniami o potężnym wstrząsie.
Odpowiedzią Pekinu są restrykcje eksportowe na wybrane metale ziem rzadkich, niezbędne do wytwarzania elektroniki i technologii zaawansowanych, co może wywołać efekt domina w łańcuchach dostaw. Rynek zareagował gwałtownie: mocne spadki największych kryptowalut, rozchwiane indeksy giełdowe i klasyczna ucieczka od ryzyka pokazały, jak szybko polityka handlowa potrafi przełożyć się na wyceny aktywów.
Między paniką a planem, by przetrwać
Na dowód erozji siły nabywczej pieniędzy wystarczy prosta arytmetyka: przy nominalnym oprocentowaniu depozytu na poziomie 4 proc. i inflacji sięgającej 10 proc. realny wynik to około minus 6 proc. rocznie, co w horyzoncie pięciu lat może sprowadzić sto tysięcy złotych do siły nabywczej około siedemdziesięciu tysięcy dzisiejszych złotych.
To ilustracja losu osób, które ufają wyłącznie lokatom – pozornie bezpiecznych, ale w niekorzystnych warunkach makroekonomicznych tracących na realnej wartości szybciej, niż wskazywałby suchy procent na umowie. Wniosek, który wyłania się z takiego rachunku, jest wymagający, lecz trzeźwy: warunkiem przetrwania jest rozłożenie ryzyka, a nie przywiązanie do jednej formy przechowywania oszczędności.
Historia ostrzeżeń bywa jednak niejednoznaczna: alarmy o „największym krachu” pojawiały się już wcześniej, a rynki potrafiły równolegle bić rekordy, podczas gdy gospodarka Stanów Zjednoczonych – mimo zadłużenia – nadal rosła. Paradoks polega na tym, że autor apokaliptycznych zapowiedzi bywa skutecznym inwestorem, notując imponujące wyniki w trudnych latach, co z kolei rozbudza spór o motywy i praktyczną wartość głoszonych tez.
Krytycy zwracają uwagę, że rady stylizowane na „życie na kredyt” nie są uniwersalne i potrafią okazać się ryzykowne dla osób bez doświadczenia, planu i rezerw finansowych. Zestaw narzędzi, który wyłania się z tej opowieści, jest zdecydowanie bardziej przyziemny niż nagłówki: fundusz awaryjny na trzy do sześciu miesięcy kosztów życia, priorytetowe wygaszanie drogich długów z oprocentowaniem sięgającym kilkunastu–kilkudziesięciu procent rocznie oraz systematyczna inwestycja w umiejętności zawodowe.
To podejście nie obiecuje fajerwerków, lecz daje elastyczność w kryzysie i ogranicza konieczność nerwowych decyzji, gdy rynki szarpią wyceny z dnia na dzień. Dopełnieniem jest trzymanie emocji na wodzy – rezygnacja z pochopnych ruchów pod dyktando dramatycznych komunikatów i konsekwentna realizacja wcześniej ułożonego planu.
Wojna handlowa potrafi przyspieszać procesy, które rozwijałyby się latami: ceny dóbr konsumpcyjnych rosną wraz z barierami celnymi, firmy przerzucają koszty na klientów lub tną wydatki, a łańcuchy dostaw reorganizują się w pośpiechu. Efekty rozlewają się globalnie – nie tylko gospodarka USA i Chin odczuwa tarcia, lecz także Europa, gdzie powiązania produkcyjne i logistyczne są gęste, a marginesy rentowności często zależą od stabilności komponentów z Azji.
Co z polskimi przedsiębiorstwami?
Dla polskich przedsiębiorstw większe koszty importu części mogą oznaczać trudne wybory, ale równocześnie pojawia się szansa na przejęcie produkcji relokowanej z droższego, taryfowo obciążonego kierunku – to jednak gra o wysoką stawkę i presję cenową. Kryptowaluty w tym układzie pokazują dwoistość natury: w krótkim terminie bywają skorelowane z indeksem spółek technologicznych i kapitałem ryzykownym, co obnaża je podczas ucieczki inwestorów do bezpiecznych przystani.
Gdy rośnie napięcie geopolityczne, część rynku odruchowo wraca do obligacji skarbowych i kruszcu, a kursy walut cyfrowych potrafią spadać w tandemie z akcjami – to lekcja, że „niezależność” bywa ograniczona przez realną strukturę popytu. W długim horyzoncie natomiast nie brakuje scenariuszy wzrostowych, w których instytucje zwiększają ekspozycję i nadają aktywom cyfrowym funkcję alternatywnego magazynu wartości.
Na końcu tej debaty zostaje wybór, który nie ma nic wspólnego z efektowną przepowiednią: rozkładanie ryzyka między klasy aktywów, kalibracja portfela do wieku i tolerancji zmienności oraz refleksja, które ryzyka są akceptowalne, a których lepiej unikać. Młodsze pokolenia mają więcej czasu na odbudowę strat, seniorzy – mniej przestrzeni na eksperymenty, więc strategia musi mierzyć w ochronę potrzeb najbliższych lat.
Gospodarka miewa cykle, panika jest złym doradcą, a przygotowanie bywa jedyną tarczą, która naprawdę działa wtedy, gdy opadną nagłówki i zostanie rachunek sumienia portfela.
Źródło: warszawawpigulce.pl


