Informacja, która w piątek obiegła media, zelektryzowała polityczne zaplecze koalicji rządzącej. Jeden z partnerów obozu władzy postanowił głośno powiedzieć, jak jego zdaniem powinien wyglądać start w nadchodzących wyborach parlamentarnych – i nie wszystkim się to spodobało.
Koalicja rządząca może pęknąć na pół. Ludowcy mówią wprost, co o tym sądzą
Od tygodni w kuluarach Sejmu krążyły spekulacje dotyczące kształtu list wyborczych na 2027 rok. Nikt jednak nie spodziewał się, że konkretna propozycja pojawi się tak szybko i wywoła aż tak gwałtowne reakcje wśród koalicjantów. Atmosfera zrobiła się napięta, bo stawka jest ogromna – chodzi o przyszłość całego obozu rządzącego.
Najciekawsze w tej układance jest to, że najbardziej sceptyczne głosy dochodzą z kierunku, którego wielu obserwatorów mogło się nie spodziewać. Zanim jednak przejdziemy do sedna – warto zrozumieć, jaki dokładnie pomysł trafił na polityczny stół.
Dwie listy zamiast jednej – plan Czarzastego
Polska Agencja Prasowa ujawniła szczegóły koncepcji Nowej Lewicy na wybory parlamentarne. Ugrupowanie Włodzimierza Czarzastego zaproponowało podział koalicji rządzącej na dwa bloki wyborcze. Pierwsza lista miałaby skupić Koalicję Obywatelską, Polskie Stronnictwo Ludowe oraz bardziej konserwatywne skrzydło Polski 2050.
Drugi blok przybrałby wyraźnie lewicowy charakter. Znaleźliby się na nim przedstawiciele Nowej Lewicy, Zielonych oraz pozostałych frakcji ugrupowania kierowanego obecnie przez Katarzynę Pełczyńską-Nałęcz. Taki podział miałby teoretycznie poszerzyć elektorat i zmaksymalizować szanse na utrzymanie władzy. Koncepcja na papierze wygląda logicznie – centroprawicowi wyborcy głosowaliby na pierwszą listę, a elektorat progresywny na drugą. Jednak właśnie tu zaczęły się poważne turbulencje.
Ludowcy stawiają sprawę jasno
Polskie Stronnictwo Ludowe nie kryje obaw. Jeden z posłów partii, wypowiadający się anonimowo dla PAP, określił wspólną listę z KO jako scenariusz niebezpieczny. Polityk wskazał, że taki układ mógłby sprawić, iż ludowcy staliby się „zakładnikami pewnej rzeczywistości” po wyborach. Przyznał wprawdzie, że cel koalicyjny udałoby się być może osiągnąć, lecz kosztem podmiotowości jego ugrupowania.
Stanowisko to podziela inny polityk PSL, otwarcie opowiadający się za samodzielnym startem. Jego zdaniem partia powinna zbudować własną koalicję z organizacjami społecznymi i stowarzyszeniami samorządowców – podobnie jak robiła to w przeszłości, łącząc siły choćby z Polską 2050 czy środowiskiem Pawła Kukiza.
Co istotne, rozmówcy PAP podkreślają, że choć KO pozostaje kluczowym partnerem parlamentarnym, to specyfika PSL – zwłaszcza odrębne podejście do spraw lokalnych i regionalnych – przemawia za zachowaniem odrębności na listach wyborczych. Oficjalne stanowisko partii brzmi jednoznacznie: ludowcy mówią o samodzielnym starcie, a ostateczne decyzje podejmą we właściwym czasie.
Źródło dorzeczy.pl


