Jeszcze kilka lat temu podobny materiał uznano by za ponury żart albo internetową prowokację. Dziś wygenerowany przez sztuczną inteligencję zmarły polityk przemawia do wyborców, straszy przeciwników i staje się twarzą politycznej kampanii. Granica właśnie przesunęła się dalej, niż wielu chciało uwierzyć.
Lepper wrócił z martwych. Film z martwym politykiem wywołał szok
Przez kilkanaście dni niemal nikt nie zwracał uwagi na krótkie nagranie opublikowane w serwisie YouTube. Film pojawił się tam 24 kwietnia i początkowo przeszedł bez większego echa. Wszystko zmieniło się dopiero wtedy, gdy materiał opisała „Rzeczpospolita”. Od tego momentu internet błyskawicznie podchwycił temat.
Nagranie zaczęły komentować ogólnopolskie media, portale branżowe oraz użytkownicy mediów społecznościowych. Tytuły publikacji skupiały się przede wszystkim na jednym motywie – „wskrzeszeniu” Andrzeja Leppera przy pomocy sztucznej inteligencji. Sprawą zainteresowały się także media zajmujące się rolnictwem i komunikacją wizerunkową. W sieci szybko pojawiły się też pierwsze ostre reakcje.
Najbardziej emocjonalne komentarze dotyczyły samego wykorzystania wizerunku zmarłego polityka. Internauci zarzucali autorom materiału brak szacunku wobec człowieka, który od lat nie żyje. Pojawiały się opinie, że przekroczono granicę między politycznym marketingiem a zwykłą prowokacją. Część komentujących pisała wręcz o moralnym nadużyciu.
To właśnie emocje sprawiły, że film zaczął zdobywać coraz większy zasięg. Dla jednych był szokującym eksperymentem politycznym, dla innych próbą cynicznego wykorzystania pamięci o byłym liderze Samoobrony. W centrum całej dyskusji znalazło się jednak coś jeszcze. Coraz więcej osób zaczęło pytać, czy podobne materiały staną się teraz codziennością polskiej polityki.
AI „ożywiła” Andrzeja Leppera
Spot trwa zaledwie 21 sekund, ale jego przekaz trudno uznać za subtelny. Wygenerowany komputerowo Andrzej Lepper stoi pośrodku pola żyta i przemawia bezpośrednio do odbiorców. W ręku trzyma kłos, wokół panuje spokojna, niemal sielankowa atmosfera. To właśnie ten kontrast najmocniej przyciąga uwagę.
W materiale polityk mówi, że został zamordowany, a następnie przekonuje, że ma godnych następców. Pada również apel o wspieranie ugrupowania Samoobrona Odrodzenie – Polska dla Polaków. Twórcy filmu dodali także ostrzeżenie skierowane pod adresem PiS. Całość wygląda jak klasyczny spot polityczny, tyle że jego główny bohater nie żyje od 2011 roku.
Nagranie przygotowała organizacja Samoobrona Odrodzenie – Polska dla Polaków. Materiał opublikowano nie tylko w serwisie YouTube, ale również na stronie ugrupowania. To inicjatywa działająca w Lublinie i odwołująca się do politycznego dziedzictwa Andrzeja Leppera. Na swojej stronie przedstawia się jako ruch sprzeciwu wobec niesprawiedliwości społecznej i wpływu wielkich korporacji.
Twórcy spotu nie ukrywają, że chodziło o zwrócenie uwagi wyborców. Przewodniczący ugrupowania Jerzy Andrzejewski tłumaczył w rozmowie z „Rzeczpospolitą”, że taka forma przekazu ma prowokować do refleksji i wpisuje się we współczesny polityczny PR. Podkreślał przy tym, że nikt nie próbuje przekonywać odbiorców, iż Andrzej Lepper naprawdę żyje. Mimo tych wyjaśnień kontrowersje wcale nie ucichły.
Stare teorie wróciły razem z nową technologią
Sprawa śmierci Andrzeja Leppera od lat budzi emocje i różne spekulacje. Były lider Samoobrony zmarł w 2011 roku, a oficjalnie uznano, że popełnił samobójstwo. Nie wszyscy jednak zaakceptowali tę wersję wydarzeń. W przestrzeni publicznej wielokrotnie pojawiały się alternatywne teorie dotyczące okoliczności jego śmierci.
Wątpliwości sygnalizował również syn polityka, który przyznawał publicznie, że nie jest całkowicie przekonany do oficjalnych ustaleń. Właśnie dlatego słowa wypowiedziane przez wygenerowanego komputerowo Leppera wywołały tak silne reakcje. Dla części odbiorców materiał nie był wyłącznie politycznym eksperymentem. Odebrano go jako próbę podsycenia dawnych emocji i teorii.
Problem polega także na tym, że granica między autentycznym nagraniem a cyfrową kreacją staje się coraz mniej widoczna. Eksperci od dawna alarmują, że internet zalewają deepfake’i i materiały tworzone przez sztuczną inteligencję. Coraz trudniej odróżnić prawdziwe wypowiedzi od tych wygenerowanych komputerowo. Partie polityczne coraz chętniej sięgają po takie narzędzia.
Na ten problem zwracał uwagę także Marcel Kiełtyka ze stowarzyszenia Demagog. W rozmowie z „Rzeczpospolitą” mówił, że ugrupowania polityczne regularnie wykorzystują AI, a odbiorcy nie zawsze dostają jasną informację, że oglądają sztucznie wygenerowany materiał. Skala tego zjawiska stale rośnie. Spot z Lepperem pokazał jednak coś nowego – wejście technologii AI w obszar pamięci o zmarłych politykach.
Polska już widziała podobny eksperyment
Choć polityczny spot z Andrzejem Lepperem wywołał ogromne poruszenie, sama idea „ożywiania” zmarłych osób przez sztuczną inteligencję nie jest nowa. Kilka miesięcy wcześniej podobną dyskusję wywołał materiał związany z Wisławą Szymborską. W październiku 2024 roku Off Radio Kraków opublikowało wygenerowany komputerowo „wywiad” z noblistką. Rozmowę prowadziła także stworzona przez AI dziennikarka.
Tamten eksperyment spotkał się z gwałtowną reakcją opinii publicznej. Jedni uznali go za technologiczne przekroczenie granic dobrego smaku, inni bronili projektu jako próby pokazania możliwości nowoczesnych narzędzi. W debacie pojawiły się pytania o etykę, zgodę rodziny oraz przyszłość mediów. Dyskusja szybko wyszła poza samą technologię.
Socjolog dr hab. Kazimierz Krzysztofek ze SWPS przekonywał wtedy, że podobnych przypadków będzie coraz więcej. Zwracał uwagę, że osoby pozostawiające po sobie ogromną liczbę nagrań, zdjęć i wypowiedzi mogą zostać cyfrowo odtworzone niemal w dowolnej formie. Przypominał również przykłady wykorzystywania hologramów znanych postaci w reklamach i podczas koncertów. Technologia już dawno przestała być wyłącznie futurystyczną ciekawostką.
Spot z Andrzejem Lepperem pokazał jednak, że AI wkroczyła teraz na jeszcze bardziej drażliwy teren. Tym razem nie chodziło o eksperyment artystyczny ani medialny projekt. W centrum znalazła się polityka, emocje i walka o uwagę wyborców. A to oznacza, że podobnych materiałów może w najbliższych latach pojawić się znacznie więcej.


