Coraz więcej klientów banków z niepokojem patrzy na swoje oszczędności. Jeszcze niedawno wysokie oprocentowanie dawało nadzieję na bezpieczny zysk, ale dziś sytuacja zaczyna wyglądać zupełnie inaczej. Promocje znikają, warunków przybywa, a realna wartość pieniędzy ponownie staje pod znakiem zapytania.
Banki przykręcają śrubę oszczędzającym. Lokaty przestają chronić pieniądze
Kwiecień przyniósł kolejną falę obniżek oprocentowania lokat i rachunków oszczędnościowych. Banki zaczęły wycofywać najatrakcyjniejsze promocje, a produkty dające wysokie odsetki stały się znacznie trudniej dostępne niż jeszcze kilka miesięcy temu. Średnie oprocentowanie najlepszych ofert spadło już do około 4,5 proc. w skali roku. To wynik niższy zarówno niż miesiąc wcześniej, jak i przed rokiem.
W ostatnich tygodniach wiele instytucji finansowych zdecydowało się obniżyć oprocentowanie promocyjnych depozytów. Tylko część banków próbowała poprawić ofertę dla oszczędzających, co jedynie ograniczyło skalę spadków. Szczególnie widoczne stało się kurczenie liczby lokat z oprocentowaniem sięgającym 7 proc. Takie propozycje praktycznie znikają z rynku.
Analityk finansowy Bartosz Turek zwraca uwagę, że nawet jeśli pojedyncze promocje nadal funkcjonują, to zwykle obejmują bardzo niskie limity wpłat. W praktyce oznacza to, że wysokie oprocentowanie dotyczy jedynie niewielkiej części oszczędności. Maksymalne kwoty często nie przekraczają kilku lub kilkunastu tysięcy złotych. Trudno więc mówić o realnej możliwości osiągnięcia dużych zysków.
Banki nadal próbują przyciągać klientów efektownymi reklamami. Pojawiają się lokaty na 6 proc. dla nowych klientów albo konta oszczędnościowe oferujące 5,5 proc. po założeniu rachunku. Takie propozycje mają jednak charakter wyłącznie promocyjny i zwykle obowiązują przez krótki czas. Po zakończeniu promocji oprocentowanie najczęściej wyraźnie spada.
Promocje pełne warunków i ograniczeń
Najbardziej atrakcyjne oferty bankowe zazwyczaj nie są dostępne dla każdego klienta. Preferencyjne oprocentowanie często wymaga spełnienia dodatkowych warunków, które dla wielu osób okazują się zbyt uciążliwe. Im wyższy procent widnieje w reklamie, tym dłuższa lista wymagań pojawia się w regulaminie. To mechanizm stosowany dziś przez większość banków.
W wielu przypadkach konieczne jest założenie nowego konta osobistego lub zdeponowanie tzw. nowych środków. Banki oczekują również aktywnego korzystania z rachunku i karty płatniczej. Często wymagają wykonywania przelewów albo płatności kartą na określoną kwotę. Zdarza się także, że klient musi wyrazić zgody marketingowe dotyczące innych produktów finansowych.
W efekcie wiele osób rezygnuje z walki o wyższe oprocentowanie. Część klientów nie spełnia wszystkich warunków promocji, a inni zwyczajnie nie chcą poświęcać czasu na realizowanie skomplikowanych wymagań. Statystyczny deponent najczęściej wybiera więc znacznie słabsze oferty niż te prezentowane w reklamach banków. Potwierdzają to dane Narodowego Banku Polskiego.
Według danych NBP lokaty zakładane w lutym były oprocentowane średnio na 3,21 proc. w skali roku. To poziom ponad dwukrotnie niższy niż w przypadku najlepszych promocyjnych depozytów. Jeszcze słabiej wyglądały lokaty zakładane na co najmniej pół roku. Wielu klientów zgadzało się wtedy na oprocentowanie poniżej 3 proc.
Inflacja znów zaczyna wygrywać
Problem dla oszczędzających polega na tym, że niskie oprocentowanie coraz częściej przegrywa z inflacją. Już przy marcowym wzroście cen wynoszącym 3 proc. lokata musiałaby oferować ponad 3,7 proc. zysku brutto, aby po opodatkowaniu ochronić realną wartość pieniędzy. Przy wyższej inflacji wymagane oprocentowanie rośnie jeszcze mocniej. Dla wielu depozytów oznacza to realną stratę.
Bartosz Turek podkreśla, że dodatkowym zagrożeniem pozostaje napięta sytuacja na Bliskim Wschodzie. Problemy związane z produkcją i transportem surowców mogą przełożyć się na dalszy wzrost kosztów życia. To z kolei zwiększa ryzyko ponownego przyspieszenia inflacji. Oszczędności trzymane na słabo oprocentowanych lokatach mogą wtedy szybciej tracić wartość.
Eksperci wyliczają, że przy inflacji sięgającej 4 proc. lokata musiałaby oferować około 5 proc. oprocentowania, aby pozwolić zachować siłę nabywczą pieniędzy. Gdyby wzrost cen doszedł do 5 proc., potrzebne byłoby już niemal 6,2 proc. w skali roku. Takich ofert na rynku pozostaje jednak coraz mniej. Szczególnie po zakończeniu krótkoterminowych promocji.
Wielu oszczędzających nadal pamięta okres bardzo wysokiej inflacji z lat 2022–2023. Dlatego coraz częściej pojawiają się obawy, że tradycyjne lokaty przestają spełniać swoją podstawową funkcję. Banki ograniczają oprocentowanie, a koszty życia ponownie zaczynają rosnąć. Dla części klientów może to być sygnał do szukania bardziej rentownych sposobów lokowania pieniędzy.


