Coraz częściej spory polityczne wykraczają poza parlamentarne sale i trafiają do miejsc, które dotąd kojarzyły się głównie z kulturą oraz debatą o przyszłości. Tym razem emocje wywołał temat języka, tożsamości i granic państwowych decyzji. Wystarczyło kilka zdań, by jedna z najbardziej rozpoznawalnych polskich pisarek otwarcie uderzyła w decyzję głowy państwa.
Tokarczuk nie wytrzymała. W Poznaniu padły słowa o „skandalicznej decyzji” prezydenta
Poznański Impact od lat przyciąga najważniejsze nazwiska ze świata polityki, biznesu i kultury. Organizatorzy określają wydarzenie jako kluczowe forum gospodarczo-technologiczne tej części Europy. W tym roku na miejscu pojawili się zarówno światowi liderzy, jak i najgłośniejsze postacie polskiego życia publicznego. Atmosfera szybko jednak wyszła poza temat nowych technologii i gospodarki.
Wśród gości znaleźli się były premier Kanady Justin Trudeau oraz aktywistka i prawniczka Amal Clooney. Do Poznania przyjechali także premier Donald Tusk oraz byli prezydenci Aleksander Kwaśniewski i Bronisław Komorowski. Duże zainteresowanie wzbudziła również obecność Olgi Tokarczuk. Laureatka literackiego Nobla uczestniczyła w jednym z paneli poświęconych kulturze i współczesnym przemianom społecznym.
Pisarka mówiła między innymi o swojej nowej książce. Zapowiedziała, że prace nad publikacją zostały już zakończone, a premiera ma odbyć się jesienią. Rozmowa szybko zeszła jednak na sprawy polityczne i społeczne. Wtedy padły słowa, które wywołały natychmiastową reakcję uczestników wydarzenia.
Tokarczuk odniosła się do decyzji prezydenta Karola Nawrockiego dotyczącej języka śląskiego. Nie ukrywała oburzenia i otwarcie skrytykowała weto wobec ustawy uznającej śląski za język regionalny. Noblistka podkreśliła, że nie rozumie sprzeciwu wobec uznania języka używanego przez mieszkańców Śląska. Jej zdaniem taka decyzja jest czymś trudnym do zaakceptowania.
Spór o język śląski wrócił z pełną siłą
Karol Nawrocki zawetował ustawę w lutym 2026 roku. Prezydent zaznaczył wtedy, że docenia śląską kulturę i tradycję. Jednocześnie podkreślił, że kwestie językowe powinny opierać się na stanowisku ekspertów, a nie politycznych głosowaniach. Właśnie ten argument stał się osią całego sporu.
Prezydent przekonywał, że naukowych ustaleń nie można rozstrzygać decyzją parlamentu. Według niego językoznawcy wskazują, iż mowa śląska pozostaje dialektem języka polskiego. Z tego powodu, jak argumentował, państwo nie powinno tworzyć precedensu polegającego na politycznym definiowaniu kwestii naukowych. Słowa te wywołały szeroką dyskusję w środowiskach kulturalnych i społecznych.
Tokarczuk podczas wystąpienia wyraźnie stanęła po przeciwnej stronie tego sporu. Pisarka mówiła o niezrozumieniu wobec decyzji prezydenta i sprzeciwie wobec traktowania śląskiego wyłącznie jako gwary lub dialektu. Zwracała uwagę na fakt, że język funkcjonuje przede wszystkim dzięki ludziom, którzy używają go na co dzień. To właśnie ten fragment jej wystąpienia odbił się szerokim echem po zakończeniu kongresu.
Dyskusja o statusie języka śląskiego ponownie stała się jednym z najgorętszych tematów debaty publicznej. Wypowiedź noblistki sprawiła, że temat błyskawicznie wrócił do politycznych komentarzy i mediów społecznościowych. Poznański kongres, który miał skupiać się na przyszłości technologii i gospodarki, niespodziewanie stał się miejscem jednego z najmocniejszych polityczno-kulturowych sporów ostatnich miesięcy.


